Dominikanki dla Ukrainy zebrały i wywiozły do Żółkwi cztery busy darów

Irena Kuczyńska2 marca 202212min
Melduję, że wróciliśmy z Ukrainy. 32 godziny na nogach i w podróży, zajęła nam ta akcja. Byliśmy w Żółkwi k. Lwowa z transportem leków, żywności, chemii, pampersów i karm dla psiaków, a także z pomocą finansową - pisze na portalu społecznościowym siostra Regina - dominikanka z Broniszewic.
Siostra-Eliza.jpg
Od początku wojny siostry dominikanki z Broniszewic a dokładnie a dokładnie Fundacja sióstr św. Dominika  zbiera dary dla sióstr dominikanek, które pozostały w dwóch domach w Ukrainie: w Czortkowie i w Żółkwi. I tam pomagają. Pierwsze samochody z dojeżdżały do granicy, skąd inne auto zabierało dary na ukraińską stronę.
Więcej: Pomoc dla Ukrainy organizują siostry z Broniszewic
Tym razem udało się dojechać do Żółkwi a nawet samego Lwowa. Relacjonuje to na swoim profilu Siostra Regina. Śródtytuły redakcji.
Cztery busy pełne darów serca
To była dla nas chyba najszybsza i najbardziej spontaniczna akcja. Nasza siódemka (Albinka, Paweł, Piotr, Damian, Paweł, Kamil i ja) w godzinę podjęła decyzję na wyjazd na Ukrainę w 5. dzień wojny. Cztery busy, które zaofiarowali dobrzy ludzie, szybko zostały spakowane Waszymi darami, dzięki pomocy super ludzi. Wyjechaliśmy przed północą w poniedziałek, żeby dotrzeć na granicę w Hrebennem na wtorek nad ranem. Byliśmy w kontakcie z Lianą, która świetnie dowodzi punktem pomocy humanitarnej w Żółkwi i która dawała nam co chwilę instrukcje przez telefon, co mamy robić i mówić na odprawach celnych i granicznych.
Życzliwie na granicy
Przy granicy spotkaliśmy grupę około 20 mężczyzn – Ukraińców czekających na podwózkę przez granicę, żeby walczyć. Polski strażnik z zaangażowaniem szukał miejsc w naszych busach dla nich. Niestety, nie mieliśmy ani jednego, bo busy były załadowane po brzegi. Wszyscy pogranicznicy i celnicy, z obydwóch stron, byli bardzo dla nas życzliwi. Bardzo szybko znaleźliśmy się na Ukrainie. Tam czekała na nas Liana z logistykami tego przedsięwzięcia.
Dominikanki zostały w Żółkwi i pomagają
Oni eskortowali naszą kolumnę busów przez patrole wojskowe, które są porozstawiane na drodze do Żółkwi co parę kilometrów. W Żółkwi czekała siostra Mateusza i młodzi chłopcy, którzy mieli rozładować busy.
Dominikanki dla Ukrainy
W Żółkwi – rozładunek
W niecałą godzinę wszystkie rzeczy z busów były już w magazynie. Kamil, z busem leków, pojechał do centrum kryzysowego. Potem siostra Mateusza zabrała nas na obiad do klasztoru. Siostra Sara z  siostrą Juwencją były w tym czasie z gorącą zupą na granicy, żeby podać ciepły posiłek, osobom  czekającym od 3 dób na wyjazd z Ukrainy.
  SĄ BARDZO DZIELNE. GDY ZACZĘŁA SIĘ WOJNA PODJĘŁY DECYZJĘ, ŻE ZOSTAJĄ Z LUDŹMI NA UKRAINIE
Do Lwowa po uchodźców

Po obiedzie siostra Mateusza z naszym Damianem pojechali do Lwowa po trzy panie, które były spakowane w samochodzie, ale nie miały kierowcy, który by ich zawiózł do Polski. W tym czasie we Lwowie i w Żółkwi był alarm przeciwrakietowy. Siostra Mateusza z Damianem szli wtedy piechotą przez Lwów do czekających kobiet. Z zachowaniem zimnej krwi szczęśliwie dotarli. Nasza siódemka w Żółkwi właśnie piła kawę. Dzwonię do Siostry Mateuszy z pytaniem, co mamy robić, gdzie się chować. Na co siostra Mateusza: “Spokojnie pijcie sobie kawę”.

Dominikanki dla Ukrainy
W Żółkwi na kawie w klasztorze
Busy wracały pełne kobiet z dziećmi
Po ich przyjeździe ze Lwowa, na rozkaz siostry Mateuszy, pobiegliśmy do busów, żeby już jechać z powrotem do Polski. Przy naszych busach stały rodziny, które chciały z nami wyjechać do Polski. Mateusza spytała nas,  ile mamy wolnych miejsc. Ale, jak się okazało, to nie było istotne. Wszyscy potrzebujący, choć było ich więcej niż miejsc, byli po 5 minutach w drodze z nami w kierunku granicy. Oni sami jeszcze rano nie wiedzieli, że tak będzie. My z resztą też nie. Po prostu S.Mateusza dała im znak, że za godzinę mają przyjść do klasztoru i będą mogli uciec do Polski. Mieli małe bagaże.
Dominikanki dla Ukrainy
Byle jak najprędzej uciec z Ukrainy

Do busa, w którym jechałam z Kamilem, wsiadły dwie młode mamy z czwórką cudownych dzieci w wieku od 2 do 8 lat. Spytałam, dokąd jadą. Mówiły, że do Warszawy. Pytałam te 3 kobiety,  dokąd jadą z Damianem, który był ich kierowcą. Odpowiedziały, że nie ma to dla nich znaczenia. Byle jak najprędzej uciec z Ukrainy. Miały ze sobą dwa pieski. Płakały ze wzruszenia, kiedy powiedziałam, że nasze siostry w Krakowie bardzo na nie czekają i żeby się niczym nie martwiły.

Dzieci pytały, kiedy będziemy w Polsce?

Do granicy dojechaliśmy szybko dzięki Lianie i eskorcie. Przeprawa bardzo sprawnie po stronie Ukrainy się odbyła. Strażnicy byli wdzięczni, że udaje się ich siostrom i braciom ewakuować do Polski. Potem dwugodzinny korek do szlabanów polskich. Dzieci w naszym busie były dzielne, choć pytały co chwilkę, kiedy będziemy w Polsce. Jechałam z Kamilem busem na rejestracjach jędrzejowskich. Nagle podbiega do nas strażnik i woła: “O rany. Mój Jędrzejów! Ja też jestem z Jędrzejowa!” Na co my: “Ale my z Broniszewic, tylko bus pożyczony z Jędrzejowa”. Ale to nie przeszkadzało strażnikowi. Wjechaliśmy szybkim pasem do odprawy celnej i za chwilkę byliśmy w Polsce. Dzieci i ich mamy w busie zaczęły klaskać z radości, że tak się szybko udało.

Kucharze zostali i ugotowali kolację

Zatrzymaliśmy się na stacji LOTOS w Tomaszowie Lub. Zamówiłam w restauracji obiadokolację dla naszych ukraińskich pasażerów. Pani z obsługi powiedziała: “Siostro, ale kuchnia już jest zamknięta. Zamykamy za 10 minut restaurację”. Na co Kamil: “A to nic! Kupimy hot dogi na stacji” A pani ze łzami w oczach: “No nie, tak być nie może, żeby dzieci nie zjadły porządnej kolacji. Zaraz załatwię, żeby kucharze zostali i dla nich ugotowali.” Wzruszenie i wdzięczność. Potem przyjechali pozostali z naszych busów.

Obcy ludzie stali się rodziną
Kamil pomógł z zakupem i rejestracją polskich kart do telefonów i po 2 godzinach ruszyliśmy z naszymi ukraińskimi pasażerami w różne części Polski.

Tam, dokąd chcieli: Warszawa, Konin, Wołomin, Kraków. Nie mieliśmy jak zawieźć 16-letniego Jarosława do Przemyśla. A nie wyobrażałam sobie, żeby go w środku nocy zostawić w nieznanym dla niego miejscu. I szukając dla niego transportu i mając awaryjny plan, że pojedzie z nami do Broniszewic, zostałam zatrzymana przez  Panią z Lubaczowa, zapewniła, przenocuje Jarka i następnego dnia zatroszczy się, żeby dotarł do Przemyśla. A obsłudze z LOTOSU w Tomaszowie Lubelskim moc podziękowań za goszczenie nas tyle czasu, ile potrzebowaliśmy i za wszelką pomoc i życzliwość. Nagle obcy sobie ludzie stali się jakby rodziną, a stacja Lotos domową przystanią.

Ukraińcy pełni wdzięczności
Wszystkie osoby z Ukrainy mega wzruszyły mnie swoją pokorną wdzięcznością. Pomimo wojny nie ma w nich oczekiwań, że pomoc im się należy. Widziałam ich łzy wielkiego wzruszenia, że otrzymują od nas, Polaków, pomoc. Byli wdzięczni i szczęśliwi, że tak bardzo podziwiamy ich bohaterskiego Prezydenta

Sława Tobie, Dzielna Ukraino! Chwała Waszym Bohaterom.

DZIĘKUJEMY WSZYSTKIM KTÓRZY WNIEŚLI DOBRO W TEN WYJAZD I