Opowiedzieli nam swoją historię, ona się wpisuje w historię Pleszewa

Irena Kuczyńska26 października 202120min0
W połowie XX wieku była tu najprawdziwsza wieś ale za najbliższym rogiem zaczynało się miasto -  tak pleszewianka Grażyna Kostek wspomina okolice "dawnej szkoły na Nowej Wsi" - dzisiaj przy ul. Krzywoustego 3.
4-6.jpg

W ubiegłą środę w Centrum Wspierania Inicjatyw Obywatelskich czyli w dawnej „szkole na Nowej Wsi” odbyło się spotkanie w ramach cyklu „Opowiedz nam swoją historię, ona wpisuje się w historię Pleszewa”.

Zaproszono na nie także osoby, które w latach 50. i 60. uczęszczały tu do szkoły. Historia budynku przy Krzywoustego 3 sięga roku 1918, kiedy wybudowano tu piętrowy budynek dla szkoły. Obok już stał parterowy dom pod numerem 1, gdzie wtedy mieszkali nauczyciele m.in. Szczepańscy. Pani Irena Szczepańska była nauczycielką klas młodszych.

Najstarsze zdjęcie – widok na południowe krańce Pleszewa – „na górce” kirkut – czyli cmentarz społeczności pleszewskich Żydów, obok z lewej jeden z wiatraków. Niżej – z dachem w kształcie ostrosłupa – piętrowy budynek „Szkoły na Nowej Wsi”. Zdjęcie z lat 20. XX wieku ze zbiorów Muzeum Regionalnego

Ciekawą historię budynku pod „3” – zbudowanego w 1918 roku, opisałam na blogu i zainteresowanych tam odsyłam. TUTAJ

Króciutko przypomnę, że była tu szkoła podstawowa, szkoła zawodowa „przy obrabiarkach”, potem przedszkole, dzienny dom pomocy a 6 lat temu  nieruchomość przejęła Fundacja Animacja, która organizuje i wspiera różne przedsięwzięcia.

Tymczasem wracam do sentymentalnego spotkania po latach. Przybyły nie tylko panie, które tu uczęszczały do szkoły podstawowej w II połowie lat 50., na początku lat 60.. Dotarł na spotkanie także Stanisław Podymski, który uczęszczał tu do szkoły zawodowej dokształcającej w roku szkolnym 1962/63, kiedy placówka nie miała jeszcze swojej siedziby.

Uczennice Szkoły Podstawowej na Nowej Wsi i Stanisław Podymski były uczeń zawodówki przy „obrabiarkach”

Grażyna, Wiesia i Maria przyjaźnią się od czasów nauki w tej szkole w połowie lat 50. XX wieku.

Wiesia, Grażyna – autorka wspomnień i Marylka

 

Okazuje się, że Grażyna Kostek zd. Pestka nie tylko uczęszczała do „Szkoły na Nowej Wsi”. Ona mieszkała najbliżej szkoły, czyli naprzeciwko w parterowym budynku z czerwonej cegły, który wcześniej też mógł być szkołą.

Skąd takie domniemanie? Ano stąd, że kiedy Pestkowie tu mieszkali, to ich adres był: Pleszew Podgórna 3 albo Nowa Wieś 3 – stara szkoła. I oba adresy były prawidłowe. Gdy mieszkańcy, któregoś z trzech domów,  urządzali świniobicie, musieli mieć na to zgodę sołtysa Nowej Wsi, pana Marcisza – wspomina Grażyna Kostek.

Grażyna Kostek odtworzyła plan tego kawałeczka miasta w połowie lat 50. XX wieku ale też domu, w którym mieszkała i obejścia.

Plan narysowany przez Grażynę Kostek

A podczas spotkania popłynęły wspomnienia. Z opowieści Grażyny Kostek i jej koleżanek – Wiesi z Kubackiego i Marylki z Podgórnej, wynika, że  początek obecnej ul. Krzywoustego  (czyli Podgórnej 3 lub Nowa Wieś – stara szkoła)  wyglądał wtedy podobnie jak dzisiaj.

Po prawej stronie, ciągnął się płot obrośnięty krzakami bzów, oddzielający ogród Domu Dziecka od drogi. Dalej stał budynek starej szkoły, który od lat pięćdziesiątych służył jako mieszkanie dla nauczycieli i nie tylko.

W latach 50. XX w. mieszkali tu Pestkowie, Tanasiowie i Laskowscy. Za domem było duże podwórze zakończone budynkami gospodarczymi: stodołą, chlewami i wozownią. Co widać na planie wyrysowanym przez Grażynę.

Było też 6 ubikacji: 3 używane w dobrym stanie od strony podwórza  i 3 zrujnowane od strony pola. Jest to kolejny dowód na to, że w budynku mogła wcześniej mieścić się szkoła z ubikacjami dla dziewcząt i dla chłopców.

Z lewej strony podwórze ogrodzone było płotem, za którym stała pompa i były  ogródki mieszkańców domu. Dalej ciągnęły się pola uprawne należące do Domu Dziecka, który stał przy Podgórnej ale  poprzez tylne wyjście, też był związany z omawianą ulicą.

Należał w latach 50. do Caritasu i chyba był dla mieszkających w nim dzieci prawdziwym domem. Tak uważa Grażyna Kostek. Dyrektorką była wtedy p. Zofia Jamry, która bardzo dbała o dzieci.

Urządzała często różne imprezy typu jasełka, zabawy, seanse filmowe itp. Dom Dziecka miał swój projektor filmowy. Zapraszała też zawsze okoliczne dzieci. Gdy skończyły się „rządy„ Caritasu”  i Dom Dziecka przejęło państwo, wszystko się zmieniło. Ogród zarósł, pola leżały odłogiem, a dzieci… tylko one wiedzą, jak tam  było – wspomina Grażyna Kostek.

Okoliczna dzieciarnia się cieszyła, że na polach należących do Domu Dziecka wyrosły wysokie trawy, bo było to niesamowite miejsce do zabawy.

Za polami, dalej ciągnęły się dzikie łąki, aż do tzw. Boreczku. Były w tej okolicy dwie nieczynne żwirownie: malińskie doły i glinianki. W gliniankach często stała woda i rósł tatarak.

Teraz druga strona ulicy: po lewej stronie ulicy, tak jak dzisiaj, ciągnął się płot z pustaków ogradzający posesję kamieniarza, p. Borkowskiego. Na jego końcu znajdował się wjazd w uliczkę bez nazwy, dzisiejszą Królowej Jadwigi.

Dalej stał i do dziś stoi, następny dom, w którym mieszkali nauczyciele: dyrektorka Domu Dziecka p . Jamry, państwo Szczepańscy – on – nauczyciel muzyki, ona nauczycielka Szkoły Podstawowej, która stała obok.

Mieszkały tu też dwie siostry: Weronika i Jagusia, emerytowana woźna szkoły. Do domu należało też podwórze, budynki gospodarcze i ogród.

Grażyna Kostek pamięta, że przy obecnej ul. Królowej Jadwigi stał jeden dom, który stoi tam do dziś. Należał do p. Kuchciaków, ale mieszkały w nim też rodziny: Hyżych, Kęsych, Orzechowskich, Pawlickich i inne.

Dalej w stronę żydowskiego cmentarza, prowadziła polna droga, wzdłuż której znajdowały się tyły posesji leżących przy ul. Podgórnej, np. stolarza p. Cierniaka, który na tej polnej drodze gromadził ogromne pnie drzew.

Następnym budynkiem była wyżej wspomniana „Szkoła na Nowej Wsi”  zwana wtedy „Małą Szkółką”. Był to oddział Szkoły Podstawowej nr 2 przy ul. Ogrodowej.

Uczęszczały tu panie, które przybyły na spotkanie: siostry Teresa i Maria oraz Irena wtedy z Baranówka, Maria wtedy z Baranówka, Danuta wtedy z Wojska Polskiego, Jolanta wtedy z Batorego oraz trzy przyjaciółki Grażyna, Wiesia i Marylka.

Uczyły się tu dzieci od klasy pierwszej do trzeciej. Później uczniowie przechodzili na Ogrodową. Rocznik 1950 był pierwszym, który chodził tu jeszcze do czwartej klasy.

Panie wspominały, że budynek miał tylko dwie sale: jedną na parterze i drugą na piętrze. Młodsze klasy przychodziły na lekcje na drugą zmianę.

W swoich wspomnieniach Grażyna Kostek pisze, że w ogrodzie przyszkolnym uczniowie mieli swoje zagonki, na których uprawiali warzywa.

W tym czasie – II połowa lat 50. wg Grażyny Kostek – w klasach wisiały krzyże i lekcje rozpoczynały się odmówieniem pacierza. Religia również odbywała się w szkole i była zawsze na ostatniej lekcji, ze względu na dzieci rodzin wojskowych, które na religię nie chodziły.

Jeżeli zdarzyło się, że religia była w środku dnia, to ksiądz zabierał dzieci do Boreczku, a dzieci „wojskowe” czekały w klasie. Później krzyże zdjęto i powieszono portrety, a religię przeniesiono do domu parafialnego.

Do „Szkoły na Nowej Wsi” chodziły dzieci z Nowej Wsi, Baranówka, Alei Marcinkowskiego (obecnie ul. Wojska Polskiego), Podgórnej i ulic przyległych – podkreśla Grażyna Kostek.

Dzieci z Baranówka często przychodziły do szkoły przemoczone i przemarznięte. Dla takich małych dzieci to była bardzo długa droga – potwierdzały panie Maria, Teresa i Maria.

Grażyna Kostek zapamiętała wizytę w szkole  „smutnego pana”, który mówił, że jeżeli zobaczymy w pobliżu kogoś obcego, nieznanego, to mamy natychmiast to zgłosić. Tak samo należało zgłaszać, jeżeli ktoś „wypytywałby nas o okolice”.

Pamiętam też, że ktoś inny nas prosił, żeby podać nazwiska osób, o których wiemy, że nie potrafią czytać i pisać – mówi Grażyna.

60 lat temu ulica, przy której stały 3 budynki i wszystkie one mogły być szkołami, była ślepa. Kiedy pewnej zimy, sypnęło śniegiem, mieszkańcy uliczki musieli kopać tunel żeby dojść do Podgórnej.

A w przejściu pomiędzy szkoła a domem, w którym mieszkali nauczyciele m.in. Szczepańscy, świetnie grało się w dwa ognie.

Za szkołą była górka, z której zimą zjeżdżało się na sankach. Przychodziły tu dzieci z całego Pleszewa. Jeżeli ktoś miał dobre sanki, to zjeżdżał aż na drogę.

Dalej, aż do Boreczku ciągnęły się pola uprawne i nieużytki.  Bawiły się tu dzieci, zakochani chodzili na spacery. Nie był wtedy tak zaśmiecony i rosły w nim poziomki.

Na ulicy nie było kanalizacji i wodociągu. Wodę doprowadzono dopiero pod koniec lat 50.

W opowieści Grażyny Kostek jest słów kilka o żydowskim cmentarzu, widocznym z daleka na starym zdjęciu. O cmentarzu pisałam TUTAJ

W tych latach (połowa lat 50.) nie było już muru, tylko dół po fundamentach wzdłuż północnej i zachodniej strony, wypełniony śmieciami. Na terenie cmentarza nie pamiętam żadnego nagrobku, tylko wzgórki porosłe trawą. W pamięci moich koleżanek są jeszcze mogiły z nagrobkami. Rosły kępy bzów i poziomki, oraz drzewa liściaste. W malutkim domku dozorcy, zbudowanym jakby na podwyższeniu, mieszkał pan Stolarek, prawdopodobnie przedwojenny dozorca cmentarza. Bardzo dbał o to, żeby nie bawiły się tam okoliczne dzieci. Chodziło pewnie o powagę miejsca, ale też o jego inspekty z flancami, które miał na skraju cmentarza. Wjazd na cmentarz był od strony p. Stolarka. Co jakiś czas przyjeżdżali tu wozami Cyganie i rozbijali na cmentarzu obóz. Śpiewali, grali i tańczyli. Kobiety chodziły wróżyć, a mężczyźni drutowali patelnie, naprawiali garnki. Rodzice nie pozwalali nam tam chodzić i straszyli, że Cyganie porywają dzieci. Z cmentarza było widać doskonale panoramę Pleszewa. Ci co pamiętali cmentarz przedwojenny , mówili, że był bardzo bogato urządzony. Otoczony był murem, a  nagrobki były wykonane z pięknych marmurów.

Uczestniczki spotkania wspominały, że macewy z żydowskiego cmentarza znalazły się w chodnikach przy ul. Traugutta.

Irena, Maria i Teresa wędrowały do szkoły z Baranówka

Dawne uczennice „Szkoły na Nowej Wsi” z sentymentem wspominały szkolne klasy z ławkami z otworem na kałamarz, panią Szczepańską stojącą z dużym dzwonkiem na schodach, drogę do szkoły, zabawy na boisku. I toalety na boisku.

Wspominano, że do tej szkoły chodziły najmłodsze dzieci mieszkające za torami kolejki, dzieci mieszkające przed torami chodziły do Dwójki. W klasie czwartej albo piątej spotykały się w Dwójce. Kierownikiem szkoły był Wojciech Budasz. Jego podpis widnieje na świadectwach szkolnych Grażyny Kostek.

Kiedy roku 1960 roku rodzina Pestków wyprowadzała się z budynku przy Podgórnej 3, na ulicy – wtedy Hanki Sawickiej, zachodziły wielkie zmiany. Grażyna Kostek wspomina, że były już wykopy pod fundamenty Trójki i stały pierwsze bloki
„obrabiarkowe”.

Kiedy w 1962 roku podstawówka opuściła „dawną szkołę na Nowej Wsi”, wprowadziła się tu Szkoła Przyzakładowa Fabryki Obrabiarek. Fabryka budowała swoją szkołę przy Fabrycznej i dawna szkółka była jej siedzibą tymczasową.

Na piętrze, kosztem korytarza, wygospodarowano mały kantorek, gdzie siedziała sekretarka. Kantorek pozostał do dziś. Ma tam swoje biuro PUTW. Pokój nauczycielski był w budynku po drugiej stronie ulicy, w naszym dawnym mieszkaniu – wspomina Grażyna Kostek.

Stanisław Podymski gra

O tym jednym roku szkolnym spędzonym w „dawnej szkółce na Nowej Wsi” w szkole przyzakładowej opowiadał Stanisław Podymski – uczeń dojeżdżający do Pleszewa do szkoły ciuchcią z Lenartowic. Z sentymentem wspominał nauczycieli tworzących szkołę : m.in. pana Pestkę, pana Zborowskiego.

Zasłuchani w opowieść Stanisława

Spotkanie było ciekawe. Jedni opowiadali, inni słuchali.  Grażyna Kostek swoje wspomnienia spisała. Wykorzystałam je w tym poście na blogu. Każdy powrót do lat dzieciństwa i młodości jest inspirujący i odmładzający. I jest potrzebny starszym osobom jak tlen.

Co to było za spotkanie…

Kolejne, listopadowe spotkanie będzie poświęcone przedmiotom z naszych młodych lat. Będzie można opowiedzieć o pralce frani, odkurzaczu, ale i budziku, wiecznym piórze z gumką na atrament, o obrazku pamiątkowym od I Komunii św., starym niebieskim zeszycie z  bibułą i tabliczką mnożenia na okładce a  może i tarce metalowej do prania…

Dziękuję za to, co mi opowiedzieliście