Irena Kuczyńska
Region szamotulski

Kiedy myślę Szamotuły

widzę stary gmach liceum niedaleko rynku

Kiedy myślę „Szamotuły”, mam przed oczami stary budynek Liceum Ogólnokształcącego, gdzie przeżyłam cztery fantastyczne lata 1963-1967.

W czternastolatce z Ostroroga, gdzie cała szkoła składała się z pięciu izb lekcyjnych, piętrowy gmach liceum budził respekt. Tym bardziej, że w swoim domu dużo słyszała o tej szkole. Przed wojną jedną klasę gimnazjum skończyła jej Mama Irena.

W latach 50., do szamotulskiego ogólniaka dojeżdżała młodsza siostra Mamy Aleksandra. A jej mała siostrzenica Irena z wypiekami na twarzy słuchała opowieści o szkole i z nabożeństwem dotykała książek i zeszytów…

We wrześniu 1963 roku ze swoimi książkami i zeszytami, w granatowym fartuszku z podszewki, z białym kołnierzykiem, czternastolatka z Ostroroga zaczynała swoją czteroletnią przygodę z szamotulskim liceum.

Koledzy z Szamotuł dobrze znali szkołę, wiedzieli, gdzie się do niej wchodzi, niektórzy znali nawet nauczycieli. Nasza piątka nowicjuszy z Ostroroga: Basia Pałubicka, Benia Dondajewska, Stasiu Sibilski i Marian Greczka miała kolegów w starszych klasach liceum i to za nimi w pierwszych dniach do szkoły szliśmy. A potem trzeba było samodzielnie poznawać zakamarki sędziwego gmachu.

Wtedy, w latach 60., do szkoły wchodziło się przez boisko. W suterenach była szatnia i mała sala, gdzie w sezonie zimowym żona pana woźnego sprzedawała kawę w cenie 20 groszy za kubek. Zabielana mlekiem zbożówka z cukrem miała niepowtarzalny smak. Była dodatkiem do kanapek zabranych z domu. Na kawie można było spotkać ludzi z różnych klas, pogadać, zawrzeć nowe znajomości.

Szkolne korytarze były długie i ponure, z oliwionymi czarnymi podłogami. W czasie przerw zamieniały się w „spacerniaki”. Uczniowie parami spacerowali wokół korytarza, a dyżurny profesor stał i pilnował, żeby nikt spaceru nie zakłócił.

Po dzwonku towarzystwo rozchodziło się do klas. Nie było jeszcze wtedy pracowni do każdego przedmiotu. Klasy były przypisane do pomieszczeń i to nauczyciele się przemieszczali. Pamiętam, że w klasie VIII mieliśmy salę z jednym oknem na parterze. W klasie XI byliśmy dwa piętra wyżej w sali przy auli.

Na drugim piętrze z prawej strony klatki schodowej był gabinet fizyczny. To tam czasem chodziło się na fizykę. Wisiał tam wielki zegar, dzięki któremu się wiedziało, jak długo profesor może jeszcze pytać. Na boisku był pawilonik, a w nim sala sportowa, gdzie przeważnie grało się w siatkówkę albo skakało przez kozła. Sala też była przeżyciem, w Ostrorogu ćwiczyło się w klasie albo na korytarzu.

Nad salą znajdowała się pracownia biologiczna z różnymi szkieletami, wypchanymi ptakami i planszami. Zapoznałam się z nimi bliżej, przygotowując się do matury ustnej z biologii. Był jeszcze niewielki gabinecik chemiczny, gdzie mieściła się tylko grupa i był możliwy tylko pokaz. Nie pamiętam, żeby uczniowie sami robili doświadczenia.

I aula, która wydawała mi się taka duża. To tu odbywały się zebrania, wywiadówki, koncerty Filharmonii Poznańskiej oraz akademie „ku czci”. Kiedy już się w szkole zadomowiłam, często na tej scenie szkolnej recytowałam czy śpiewałam, walcząc z tremą, co mi się potem bardzo w życiu przydało.

Aula była miejscem niezwykłym, kiedy odstawiono krzesła pod ściany, stawała się salą balową, gdzie odbywały się studniówki i bale maturalne. Kiedy stoliki ustawiono, stawała się salą egzaminacyjną. W czerwcu 1967 roku w tej auli wręczono nam świadectwa maturalne i wypuszczono w świat.

Kiedy 20 lat później spotkaliśmy się w szkole, obiegłam wszystkie klasy oraz aulę, toalety, boisko, zerknęłam nawet za płot nad Samę, gdzie niektórzy biegali w przerwę na papierosa. I wróciły wspomnienia. Teraz minęło kolejnych 30 lat od matury. W sumie pół wieku.

Ale dla mnie stary budynek liceum przy rynku był i nadal jest miejscem magicznym. I to on otwiera moją subiektywną Top Listę ulubionych szamotulskich miejscówek.

Kiedy przejeżdżam przez szamotulski rynek, zawsze mój wzrok biegnie ku temu sędziwemu gmachowi, w którym spotkałam tylu fantastycznych ludzi i otrzymałam tyle pozytywnych narzędzi do kreowania swojego życia.

Gmach liceum w latach 80. XX wieku
Wyżej Zdjęcie szkoły z czasów pruskich - foto z portalu www. regionszamotulski.pl

Źródło http://regionszamotulski.pl/wspomnienia/page/15/
Skomentuj na Facebooku