Irena Kuczyńska
Region szamotulski Rodzinnie

Moi dziadkowie Leśni i Ratajczakowie

Czy wiesz, że klikając w reklamy wspierasz funkcjonowanie mojego bloga?

Z okazji Dnia Babci i Dziadka wspominam moich dziadków: Józefę i Wincentego Ratajczaków po kądzieli oraz  Annę i Michała Leśnych po mieczu.

Jeśli chodzi o przodków mojej mamy Ireny, zachowały się zdjęcia nie tylko moich dziadków, ale też pradziadków. Rodzice mojego dziadka Wincentego – Marianna i Andrzej Ratajczakowie mieszkali w Kluczewie koło Ostroroga.

Pradziadek Andrzej był fuszpanem (powoził karetą dziedzica w majątku w Kluczewie). Wychowali dziesięcioro dzieci. Trzech synów, w tym mój dziadek Wincenty, wyjechało na początku XX wieku z Kluczewa do Westfalii do pracy. W 1914 roku poszli na wojnę. Służyli w armii pruskiej. Andrzej i Szczepan zginęli pod Verdun.

Mój dziadek Wincenty Ratajczak (rocznik 1893) z niewoli amerykańskiej we Francji trafił w 1919 roku do Błękitnej Armii gen. Józefa Hallera i walczył najpierw z bolszewikami, potem uczestniczył też w odbijaniu od Niemców Pomorza.

10 lutego 1920 roku był w Pucku świadkiem zaślubin Polski z morzem. Pierścień ufundowany przez Gdańszczan, wrzucał do Bałtyku gen. Józef Haller.Szczegóły TUTAJ

W odrodzonej Polsce Wincenty został funkcjonariuszem Straży Granicznej. Pracował na granicy z Niemcami nad Notecią. Za udział w wojnie z bolszewikami otrzymał medal przyznany przez Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Moja babcia Józefa Nowacka przyszła na świat w 1901 roku w Ostrorogu. Jej rodzice Walentyna i Tomasz Nowaccy mieli gospodarstwo przy ul. Poznańskiej. Pradziadek Tomasz był w Radzie Parafialnej i jego nazwisko znalazłam wśród fundatorów Pomnika Serca Jezusowego w Poznaniu.


W domu rodzinnym Józefy od 1896 roku kupowano wydawany w języku polskim ,,Przewodnik Katolicki”. Kiedy odrodziła się Polska, moja babcia została wysłana na kurs języka polskiego do Poznania.

Chodziło o poprawne pisanie, przecież babcia, podobnie jak reszta rodzeństwa urodzonego w czasach zaboru pruskiego, chodziła do szkoły niemieckiej. W domu moich pradziadków były książki, które siostra babci Stanisława w 1939 roku zakopała w skrzyni na podwórku. Niestety, większość książek nie przetrwała. Zamokły .Szczegóły TUTAJ

Wracając do rodziny Nowackich, zachowało się zdjęcie rodziny Tomasza i Walentyny Nowackich, zrobione w zakładzie fotograficznym w Szamotułach w 1918 roku.Opis zdjęcia TUTAJ

Jak Wincenty wypatrzył Józefę, tego babcia nigdy mi nie zdradziła. Prawdopodobnie dobrze sytuowany urzędnik państwowy szukał panny z dobrego domu, która nie roztrwoni pieniędzy. I tak trafił do pięknej i pracowitej Józi Nowackiej.

W sierpniu 1924 roku młodzi się pobrali. Nowożeńców błogosławił proboszcz ks. Włodzimierz Sypniewski . Kościół parafialny był pięknie udekorowany. Dzień wcześniej ślub miała brać jedna z hrabianek Kwileckich z Dobrojewa. I dekoracja została dla moich dziadków.

Po ślubie młoda para wyjechała do Kamiennika w pow. czarnkowskim, gdzie Wincenty pracował. Rok później przyszła na świat moja mama Irena, cztery lata później Teresa. W 1940 roku, w Ostrorogu, urodziła się Aleksandra.

Od lewej Irena – moja mama Irena, Marianna Ratajczakowa – moja prababcia, Wincenty Ratajczak – dziadek, Józefa z Nowackich Ratajczakowa – moja babcia, Ignacy Ratajczak – brat pradziadka Andrzeja Ratajczaka, na kolanach Tereska – siostra mamy.

Do 1938 roku dziadkowie mieszkali „na granicy”. Co kilka lat zmieniali placówkę, był Kamiennik, Walkowice i Drawsko. Dziadek strzegł granicy polsko – niemieckiej, babcia prowadziła dom i wychowywała córki.

W 1937 roku Józefa i Wincenty kupili działkę w rodzinnym Ostrorogu, gdzie zbudowali dom – moje rodzinne gniazdo. Stanął w surowym stanie w 1939 roku. Dziadek był już na emeryturze. Nie zdążyli w nim zamieszkać, bo wybuchła wojna. Dopiero w 1945 roku, po ucieczce niemieckich kobiet z dziećmi, przyszli na swoje. Historia domu rodzinnego w Ostrorogu

Po wojnie, komunistyczne państwo odebrało dziadkowi prawo do emerytury, którą pobierał przed wojną. Ciężko pracował na swoich dwóch hektarach ziemi. Ale do końca życia został panem.

W czarnym płaszczu, w kapeluszu, w wybłyszczonych butach, szedł co niedzielę do kościoła. Nie przyjął od ,,nowej władzy” żadnych zaszczytów, nie chciał pracować w urzędzie. Pozostał sobą, do końca. I za to Go kocham, mimo iż nie zawsze Go rozumiałam. Zmarł w 1975 roku, przed narodzeniem pierwszej prawnuczki – mojej córki Oktawii.

Moje życie było związane z dziadkami, bo mama Irena – po ślubie z tatą Michałem Leśnym, została w rodzinnym domu.

Babcia Józefka miała duży wpływ na nasze wychowanie. Była bardzo oczytana. Miała problemy z poruszaniem się, bo reumatyzm w latach 60. był chorobą trudną do wyleczenia. Dlatego siedziała, czytała, opowiadała nam wnukom o bohaterach z historii Polski, czytała żywoty świętych i … szydełkowała.

Wszystkie wnuczki dostały komplety serwetek, chusteczek, pościeli ze wstawkami szydełkowanymi. Moja suknia na obronę pracy magisterskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza i absolutorium, była uszydełkowana przez babcię. Dużo mam w sobie z babci. I dziękuję Jej za wszystko. Odeszła w 1988 roku w pierwsze święto Wielkanocy.

Jeśli chodzi o dziadków po mieczu, czyli Annę i Michała Leśnych, to wiem o nich zdecydowanie mniej niż o rodzicach mamy. Nie mam też zdjęć pradziadków. Wiem, że babcia Anna z Brzozowskich (1888) pochodziła z gospodarstwa w Dalewie koło Gostynia, dziadek Michał (1887) pochodził z Wolkowa koło Opalenicy.

Anna i Michał poznali się w Oberhausen w 1909 roku, dokąd wyjechali do pracy. Anna Brzozowska wyjechała do Westfalii z Dalewa z trzema siostrami, jedna na rodzinnym gospodarstwie została. Michał Leśny, prawdopodobnie też wyjechał ,,na saksy” z bratem. Trzeba pamiętać, że w tym czasie Wielkopolska wchodziła w skład państwa niemieckiego. Zarówno ci, którzy mieszkali w Pleszewie, Poznaniu, Ostrorogu jak i ci z Oberhausen, byli poddanymi cesarza Wilhelma II.

Anna i Michał w 1910 roku wzięli ślub w Oberhausen. W domu w Ostrorogu do dziś przechowywany jest czterostronicowy akt ślubu z 1910 roku z Oberhausen.


W 1911 przyszedł na świat pierworodny syn Michał – mój tata. Dwa lata później córka Wanda. W 1914 dziadek poszedł na wojnę, oczywiście do armii pruskiej. Został ranny i po wyjściu z lazaretu wrócił do rodziny. Do końca życia kulał i chodził z laską. W 1917 roku urodził się ich najmłodszy syn Edmund.

Na początku lat 20., kiedy granice II Rzeczpospolitej Polskiej były ustalone, Anna i Michał, z trojgiem dzieci : Michałem (moim tatą), Wandą i Edmundem, przyjechali do Polski do rodzinnego domu Anny w Dalewie. Stąd wyruszyli pod Sieraków w pow. międzychodzkim, gdzie zwalczano akurat sówkę choinówkę. W końcówce lat 30. prowadzili wymianę mąki w Bininie koło Ostroroga.

W 1939 roku, jako jedni z pierwszych, zostali wysiedleni przez Niemców do Generalnego Gubernatorstwa. Co odnotowano w kronice Szkoły Podstawowej w Bininie. W 1941 roku, w Jędrzejowie zmarł najmłodszy syn Edmund. Michał (mój tata) w tym czasie był w niewoli niemieckiej. Trafił do niej po kampanii wrześniowej.

Po wojnie Anna i Michał przyjechali do Ostroroga, gdzie otworzyli restaurację. Kiedy władza zabroniła osobom prywatnym prowadzenie  lokalu, dziadek Michał – będąc inwalidą wojennym, zaczął pracować w kiosku spożywczym.

W wieku 67 lat nagle zmarł. Byłam jego ukochaną wnuczką. Podobno, kiedy się urodziłam, wszystkim stawiał kielicha w swojej knajpce. Pamiętam, jak przychodził do naszego domu przy ulicy Wronieckiej 20  z dużym psem – wilczurem Mery. W kapeluszu, z laseczką, z nieodłącznym cygarem. Pachniał cygarami. Zmarł, kiedy miałam 7 lat. Została babcia Ania. Dla nas ,,babcia Leśna”, cudowna osoba, w kapelusiku, płaszczyku z mufką i skórzaną torebeczką.

Po śmierci dziadka codziennie do nas przychodziła, a wieczorem wracała do swojego mieszkania na Rynku. Gotowała obiady, czytała nam bajki, przytulała, obcierała łzy, wyprowadzała na spacery.

W 1959 roku podarowała mi na Gwiazdkę kolorowe wydanie powieści Henryka Sienkiewicza ,,W pustyni i w puszczy” z obrazkami w białej oprawie. Mam ją do dziś. Książka kosztowała 50 zł. Renta babci wynosiła 360 zł. Po śmierci dziadka, który był moim chrzestnym, to babcia przejęła obowiązki matki chrzestnej. To ona kupiła mi na I Komunię św. zegarek. Odeszła cichutko, tak jak żyła, w styczniu 1964 roku.

Dziś, kiedy sama jestem babcią, często myślę o moich dziadkach. Zawdzięczam im bezpieczne dzieciństwo pełne miłości i podziwu dla wnucząt. Wiem, że byłam Ich oczkiem w głowie.

Moi dziadkowie oraz pradziadkowie po kądzieli spoczywają na cmentarzu parafialnym w Ostrorogu. Ilekroć jestem w rodzinnym miasteczku, nawiedzam Ich groby. A w Dzień Babci i Dziadka palę świeczki przed starymi rodzinnymi zdjęciami.

Skomentuj na Facebooku