
Wyruszyliśmy z Dobrzycy ku stolicy wczesnym rankiem. Ale już po wschodzie słońca, które „wędrowało” coraz wyżej i grzało. Kiedy po czterech godzinach autokar zatrzymał się przy Bramie św. Honoraty, wiodącej na cmentarz na Powązkach, słońce stało wysoko. Dzień zapowiadał się pięknie. W drodze do Warszawy wiceprezes TMZD Zenon Lisiak przybliżył historię Powązek – cmentarza, założonego pod Warszawą w 1790 roku na działce podarowanej przez rodzinę Korwin – Szymanowskich. Jeszcze przed poświęceniem pobudowano kolumbaria. Dwa lata później stanął kościół pw. św. Karola Boromeusza.
Powązki
W 1875 roku, po zniwelowaniu wałów Lubomirskiego (miały strzec miasto przed „złym powietrzem” i zarazą) cmentarz został włączony w granice miasta Warszawy. 90 lat później wpisano cmentarz do rejestru zabytków. Po kolejnych 9 latach (1974), z inicjatywy Jerzego Waldorfa powołano Społeczny Komitet Opieki nad Starymi Powązkami, dzięki czemu można kwestować na renowację zabytkowych nagrobków. W 2024 coroczna kwesta organizowana na cmentarzu od 1975 roku przez Społeczny Komitet Opieki nad Starymi Powązkami im. Jerzego Waldorffa została wpisana na Krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego[13]. Więcej o Starych Powązkach TUTAJ
Znani i nieznani
Podczas godzinnego spaceru po nekropoli, mijaliśmy groby – bardzo stare – dwujęzyczne nawet – wszak cały XIX wiek to czas zaboru rosyjskiego. Chociaż większość grobowców, które mijaliśmy miała tablice w języku polskim. Przy alei, którą powiódł nas pan Zenon, były grobowce znanych Polaków m.in. Wojciecha Młynarskiego, Marii Dąbrowskiej autorki powieści „Noce i dnie”, Władysława Stanisława Reymonta – noblisty, autora powieści „Chłopi” i jego żony Aurelii ale też powieściopisarki Marii Rodziewiczówny. Był nagrobek piosenkarza Jerzego Połomskiego, pisarza Jana Parandowskiego, pisarza Stanisława Dygata i jego żony aktorki Kaliny Jędrusik, pilotów Żwirki i Wigury, polityków – naukowca i trzeciego prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Ignacego Mościckiego, przedwojennego prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego. W kolumbarium wycieczkowicze szukali swoich idoli – jedni wokalisty Czesława Niemena, inni piosenkarki Ireny Jarockiej, profesora Aleksandra Bardiniego. Okazały grobowiec Jerzego Waldorfa znajduje się niedaleko katakumb.






Skojarzenia
Znalazłam też, przypadkiem, grobowiec artysty malarza Piotra Potworowskiego który w 1928 roku w Paryżu poznał studentkę antropologii Magdalenę Mańkowską – córkę właścicieli majątku Rudki koło Ostroroga. Wkrótce młodzi się pobrali, wrócili do Polski, właśnie do Rudek, gdzie Jan miał pracownię i gdzie gościł malarzy artystów m.in. Jana Cybisa, Wacława Taranczewskiego. Napisałam kiedyś o tym na blogu:


Uff, jak gorąco
Opuszczamy cmentarz, kierujemy się ku centrum Warszawy. Z okien autobusu widać wieżowce, zasłaniają Pałac Kultury i Nauki, który kiedyś był najwyższy. W pobliżu kolumny Zygmunta czeka na nas przewodniczka. Rozdaje audioguide’y – jesteśmy dużą grupą, poza tym w sobotę w stolicy jest ruch i nie bylibyśmy w stanie usłyszeć tego wszystkiego, co chce nam opowiedzieć. Głośniczki miały jeszcze jeden plus – głos pani przewodniczki było słychać daleko, nawet kiedy się szukało cienia pod drzewkiem albo pod kamienicą kilkadziesiąt kroków od niej. A żar lał się z nieba przez cały dzień.
Kawa na piasku
Przed spacerem z przewodniczką było jeszcze trochę czasu wolnego, zajrzałyśmy więc do akademickiego kościółka św. Anny. Obok niego był niewielki „jarmark” (to za dużo powiedziane) z rękodziełem. I tam pachniało kawą, którą parzono w dzbanuszkach na rozżarzonym piasku. Kawa była czarna jak smoła, wzbogacona kardamonem i odrobiną cukru (normalnie go nie używam) postawiła nas na nogi. Mi dodatkowo przypomniała wyprawę do Gruzji przed pandemią. Tam też Gruzinki serwowały taki napój. Tu, pani do kawy dołożyła ciasteczko i poczęstowała prawdziwą – jak zapewniała – chałwą. Pewnie bym sobie kupiła taki mały kawałek gdyby nie upał. Na pewno smakołyk by mi się roztopił.
Za królem do Warszawy
Tymczasem zbieramy się w pobliżu kolumny króla Zygmunta III Wazy – syna polskiej królewny Katarzyny Jagiellonki i synem króla Szwecji Jana III Wazy. Dzięki matce znał język polski ale jego językiem ojczystym był szwedzki. Przeniósł nam w 1596 roku dwór z Krakowa do Warszawy. Na stałe na Zamku Królewskim król zamieszkał w roku 1611, po powrocie z wyprawy na Moskwę. Ale to Kraków był nadal miejscem koronacji polskich królów. Tylko Stanisław Leszczyński oraz Stanisław August Poniatowski, o którym dużo usłyszeliśmy, zwiedzając Zamek Królewski, koronowali się w Warszawie. Przewodniczka mówiła, że przeprowadzka króla i dworu do Warszawy, sprawiła, że miasto zaczęło się dynamicznie rozwijać. Budowano nowe pałace, kościoły. W XVII wieku miasto było jedną z metropolii środkowej Europy.

Po Starym Mieście
Pani Małgorzata, pokazawszy nam ślady po dawnych murach miejskich, ruszyła na Stare Miasto ku Rynkowi – po drodze był Dzwon na Kanonii, najwęższa kamienica licząca zalewie 140 cm szerokości, wisząca kamienica, Barbakan i Mury Miejskie z pomnikiem Małego Powstańca, Stary Rynek z pomnikiem Syrenki. Zwracała uwagę na malowidła na kamienicach, na ich architekturę. W zasadzie przez cały czas wędrówki po mieście, na coś zwracała uwagę – m.in. na Muzeum Marii Curie – Skłodowskiej przy ulicy Freta, w domu rodzinnym, w którym przyszła na świat wielka polska uczona. Była też Archikatedra św. Jana, z której bardzo blisko jest do Zamku Królewskiego .





Na Zamku
To on – barokowo – klasycystyczna budowla, wielokrotnie grabiona przez wojska szwedzkie, brandenburskie, niemieckie i rosyjskie, był kolejnym etapem naszej jednodniowej wycieczki do Warszawy. I tu podzielono nas na dwie dwudziestoosobowe grupy – jedna poszła za panią Małgorzatą, druga za jej mężem Bogusławem, też przewodnikiem, do tego certyfikowanym, co podkreślał na początku. Oprowadzał, opowiadał – najwięcej ostatnim królu Polski – Stanisławie Auguście Poniatowskim. Mówił o zniszczeniach wojennych – Zamek został w 1939 roku spalony i ograbiony przez Niemców a w 1944 roku doszczętnie spalony. Zwracał też uwagę na elementy wystroju komnat – uratowanych przed pożogą. Wspomniał o odbudowie Zamku w latach 70. XX w.


Ślady króla Stanisława
Warto tu przyjechać, pooglądać np. tron królewski, sypialnię królewską z łożem pod baldachimem, z toaletą obok, gabinet Stanisława Augusta Poniatowskiego, Salę Obiadów Czwartkowych, pełną portretów. O bohaterce jednego z nich, mówił przewodnik. Król był koneserem sztuki, lubił obrazy, zatrudnił nawet malarza Bernardo Belotto zwanego Canalettem, który malował m.in. Warszawę ale też króla.






Krakowskie Przedmieście
Po Zamku przyszedł czas na Krakowskie Przedmieście jedną z najbardziej prestiżowych i reprezentacyjnych ulic w Warszawie, stanowiącą północny odcinek Traktu Królewskiego. Biegnie od Placu Zamkowego w kierunku południowym, aż do pomnika Mikołaja Kopernika, gdzie płynnie przechodzi w ul. Nowy Świat. Ten historyczny „salon Warszawy” obfituje w zabytkowe kościoły, pałace i instytucje kultury. Pani Małgorzata zwracała uwagę na ławeczki chopinowskie (grające!), kościół Akademicki św. Anny, Pałac Prezydencki, główny budynek Uniwersytetu Warszawskiego, pomnik Mikołaja Kopernika, Adama Mickiewicza, Bolesława Prusa.



Odprawa warty i Ogród Saski
Nie doszliśmy do kościoła św. Krzyża, zboczyliśmy skrótem na Plac Marszałka Piłsudskiego, żeby zdążyć na zmianę warty przed Grobem Nieznanego Żołnierza . Potem jeszcze zbiorowe zdjęcie przy fontannie w Ogrodzie Saskim założonym na przełomie XVII i XVIII wieku przez króla Augusta II Mocnego, na tzw. Osi Saskiej, jako ogród przypałacowy przy pałacu Saskim w stylu francuskim. W 1727 roku został udostępniony przez króla mieszkańcom Warszawy. Mógł korzystać z niego każdy, kto był porządnie ubrany – opowiadała pani Małgorzata.




Łazienki
Na deser Łazienki królewskie założone przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w XVIII wieku. Urządzony na skarpie park jest miejscem relaksu dla Warszawiaków i wycieczkowiczów. Jest tu wiele ciekawych obiektów m.in. Pomnik Fryderyka Chopina, Pałac na Wyspie, Stara Pomarańczarnia. My ograniczyliśmy się do spaceru po tym niezwykłym parku pełnym krzewów, kwiatów, pomników. I tu w kawiarence przysiedliśmy w cieniu starych drzew. Delektowaliśmy się aromatyczną kawą, niektórzy też mrożoną. Wymienialiśmy wrażenia, ciesząc się słońcem, pogodą i swoim towarzystwem.




Z okien autobusu
Droga powrotna minęła niepostrzeżenie. Mając za oknem najpierw stołeczne budynki, stadion z kibicami śpieszącymi na mecz, rzekę Wisłę, nad którą rozpoczynały się Wianki, bulwarami pełnymi spacerujących, jeżdżących na hulajnogach, na rowerach, powoli opuszczaliśmy Warszawę, w której spędziliśmy kilka godzin wypełnionych widokami i zapachami miasta. Krajobraz za oknem powoli się zmieniał – po obu stronach autostrady mieliśmy mazowieckie pola, z jednej strony zachodzące słońce.
Od Łazienek Wielkopolskich do Królewskich
Na koniec wdzięczność za wycieczkę dla organizatorów – zarządu Towarzystwa Miłośników Ziemi Dobrzyckiej – wiceprezesa Zenona Lisiaka, który przygotował wyjazd merytorycznie, Ewy Masłowskiej – odpowiedzialnej za sprawy organizacyjne. Prezes Szymon Balcer też uczestniczył w wycieczce od Łazienek Wielkopolskich – jak często nazywany jest Zespół Pałacowo – Parkowy w Dobrzycy do Łazienek Królewskich w Warszawie. Dobrzyckie stworzył Augustyn Gorzeński – adiutant króla Stanisława Augusta Poniatowskiego – twórca Warszawskich Łazienek.
Z Pleszewa przez Śmiełów i Pyzdry do dawnej granicy imperiów
Wyjazd seniorów z Pleszewa do Russowa na spotkanie z autorką „Nocy i dni”
Gruzja w siedem dni – morze, góry, monastyry, zamki, cerkwie, skalne miasta, wino, czacza…


