
Berni, najstarszy podopieczny schroniska, nagle zaczął słabnąć. Przestał cieszyć się spacerami z panią Hanią, która pięć dni w tygodniu dojeżdża z Pleszewa, by się nim opiekować. Stracił apetyt, pojawił się u niego niepokój. Badania krwi nie dały jednoznacznych odpowiedzi, dlatego pies trafił do kliniki, gdzie zdiagnozowano guz na śledzionie – mówi Agnieszka wolontariuszka z azylu w Zielonej Łące

Przed opiekunami stanęła jedna z najtrudniejszych decyzji. Starszy pies, wcześniejsze problemy z oddychaniem podczas narkozy, ogromne ryzyko… ale z drugiej strony życie z guzem, który mógł szybko rosnąć i powodować ból, nie było rozwiązaniem.
Pies jak człowiek
Podjęto decyzję o operacji. Zabieg przeprowadził doktor Grzegorz z Kliniki weterynaryjnej Balwet. Podczas wcześniejszej próby narkozy Berni musiał zostać szybko wybudzony, bo pojawiły się trudności z oddychaniem. Tym razem jednak się udało. Operacja zakończyła się sukcesem, a Berni po raz kolejny pokazał, jak wielką ma wolę życia. – Dla nas pies jest jak człowiek. Kiedy cierpi, wiek nie ma znaczenia – podkreśla Agnieszka, wolontariuszka azylu. I przypomina, że pies jest w azylu od 2021 roku, po tym jak w taczanowskim lesie zostawił go właściciel.
Ratują ludzi i zwierzęta
Jak zawsze w takich sytuacjach pojawił się też temat kosztów leczenia. I wtedy wydarzyło się coś wyjątkowego. Z pomocą przyszli Pracownicy SOR i ZRM Pleszewskiego Centrum Medycznego – ludzie, którzy na co dzień ratują ludzkie życie, a od lat pamiętają również o zwierzętach z Zielonej Łąki. Podczas zbiórki przeprowadzonej w swojej placówce zebrali 1750 zł, dzięki czemu możliwe było opłacenie operacji i uratowanie życia Berniego.
Można pomóc
Dziś senior dochodzi do siebie – podkreśla Agnieszka. Teraz czekamy na wyniki badania guza i trzymamy kciuki, by los był dla niego łaskawy. Berni dochodzi do siebie, jest na specjalistycznej karmie pooperacyjnej. Jeśli ktoś chciałby pomóc w jego rekonwalescencji, prosimy o wiadomość prywatną – podkreślają wolontariuszki.
Nadal bez wody i prądu
Historia Berniego ma jednak także drugie dno. Wolontariusze przypominają, że mimo szczęśliwego finału ich codzienność wciąż jest bardzo trudna. Azyl zmaga się z brakiem stałego dostępu do prądu i ciepłej wody – problemem poruszanym już na blogu. Bez podstawowych mediów opieka nad zwierzętami, zwłaszcza chorymi i starszymi, staje się ogromnym wyzwaniem.
Mróz, ciemność i psia wdzięczność. Wolontariuszki z azylu nie odpuszczają nawet zimą
– Każda pomoc ma dla nas znaczenie. Dzięki ludziom dobrej woli możemy dalej walczyć o takich seniorów jak Berni – mówią opiekunowie. W azylu jest też stary pies Ural – zmagający się z ciężką chorobą.

