Targowa wiodła do targowiska, była ulicą skupów, torów i sokistów

Irena Kuczyńska27 stycznia 202210min
6-2.jpg
Ile razy wchodzę na ul. Targową od strony Malińskiej, to się nią zachwycam. W czasach mojej młodości, była to najbrzydsza ulica  w Pleszewie. Prowadziła do targowiska. Były tu trzy skupy, tory i sokiści.

Swoje wspomnienia o ulicy Targowej spisała Grażyna Kostek, która od połowy lat 50. mieszkała z rodzicami i z siostrą przy ulicy Malińskiej w tym miejscu, gdzie odbija od niej ulica Targowa. I bardzo dużo pamięta.

Targowa to była ulica  z dziurawą jezdnią,  bez chodników i oświetlenia. Jeśli nie liczyć odrobiny światła w pobliżu parku przy Spomaszu. Ulicę przecinały tory, był szlaban i budka dróżnika.

Jeszcze na początku lat 60. ulica Targowa prowadziła od ulicy Malińskiej na targowisko, które znajdowało się na terenie obecnej siedziby straży pożarnej, skarbówki i częściowo na terenie parku. Ulica Gwardii Ludowej (teraz Bogusza) została wytyczona w końcówce lat 60.

Przy Targowej  stał zawsze tylko jeden dom na skrzyżowaniu z ul. Strumykową. Był otoczony pięknym zadbanym ogrodem. Reszta to był teren dzisiejszego Spomaszu, kolei i Centrali Ogrodniczej.

Od strony ulicy Malińskiej, z prawej strony na skrzyżowaniu, był dom Bociańskich/ Jeranów. Przed wojną  tam była Gospoda  “U Jerana”. W latach mojego dzieciństwa był tu skup warzyw i owoców, który prowadził Powiatowy Związek Gminnych Spółdzielni.

Zdjęcie “Oberży pod Słońcem” z książki “Bociun” autorstwa Tomasza Wojtali. Lokal w latach 20. i 30. prowadził brat Ludwika Bociańskiego Franciszek z żoną . Po 1945 roku lokal upaństwowiono i prowadzono tu skup – wjazd do posesji był od ulicy Targowej

Pamiętam kolejki wozów konnych, które ustawiały się przy Malińskiej – wjazd do skupu był od ulicy Targowej.

Po  drugiej stronie ulicy Targowej – w pobliżu Malińskiej, był jeden dom, w którym wtedy była siedziba Polskiego Czerwonego Krzyża a dzisiaj jest Centrum Usług Wspólnych.

Początek ulicy Targowej na starym zdjęciu. Z lewej budynek, w którym jest siedziba CUW, z prawej narożnik dawnej Oberży pod Słońcem

Za tym, po lewej stronie, była Centrala Ogrodnicza, gdzie też skupowano owoce i warzywa. Także tu dojeżdżały wozy z pomidorami…

Tu gdzie jest market, była Spółdzielnia Ogrodnicza

Dalej były i są tory, zabudowania Aparatury. I odkryty Ner, który przecinał Targową. Można było zejść pod most i przejść korytem rzeki na drugą stronę. Oczywiście robiły to dzieciaki, pod warunkiem, że był niski stan wody. Wiosną teren wzdłuż torów bywał zalany, woda występowała z koryta rzeki.

Przez całą jesień, wzdłuż torów od Targowej do Ogrodowej – tam gdzie teraz biegnie łącznik i gdzie ma powstać parking, stały wozy z burakami cukrowymi, które tu skupowano i ładowano na wagony. Wszystko grzęzło w błocie. Był to trzeci skup.

W miejscu, gdzie dzisiaj biegnie łącznik był skup buraków, które przez całą jesień zwożono i ładowano na wagony

Ulica Targowa dochodziła do Słowackiego, gdzie było targowisko. Handlowano tu produktami rolnymi, zwierzętami.  Przejścia do ulicy Poznańskiej nie było. Ulica Bogusza powstała w końcówce lat 60.

W latach 60. ronda nie było, ulica Targowa dochodziła do Słowackiego a miejsce, z którego jest robione zdjęcie, było targowiskiem

Żeby dojść do liceum przy ulicy Poznańskiej 38, trzeba  było przejść ulicą Ogrodową, albo przez park, który w latach 60. bywał zamykany. Chodziłyśmy też ulicą Sienkiewicza.

Największym koszmarem ulicy Targowej był przejazd kolejowy.  Obok budki dróżnika była zwrotnica do obracania lokomotywy, najpierw parowej, a później spalinowej. Lokomotywa wjeżdżała na zwrotnicę i dróżnik ręcznie, za pomocą korby, ją obracał.

Tory przecinające Targową, w miejscu skweru za torem, była budka dróżnika

Szlabany były prawie ciągle opuszczone.  Za przejście pod szlabanem płaciło się mandaty. Ci, którzy spiesząc się do pracy lub szkoły, musieli tędy przechodzić, doprowadzani byli do białej gorączki.

W budce dróżnika przesiadywali sokiści, czyli pracownicy Służby Ochrony Kolei.  Podejrzewam, że dorabiali sobie tu do pensji mandatami. Najgorsze było to, że nigdy nie było wiadomo, czy są w budce, czy też nie.

Pod szlabanem zbierał się tłum, zniecierpliwionych  ludzi. Prędzej czy później, ktoś nie wytrzymywał, podnosił szlaban i przechodził.

Wtedy z budki wychodził sokista i … trzeba było płacić mandat. Jeżeli byli to uczniowie, to sokista straszył, że da znać do szkoły o łamaniu prawa.  Mieli sokiści swoje metody łapania jak największej liczby ludzi.

Gdy z grupy czekających przy szlabanie, ruszał pierwszy odważny, to go czasami przepuszczali. Wtedy ruszała reszta, myśląc, ze nie ma sokistów i wpadali prosto na n ich.

Ludzie byli w tamtych czasach jacyś tacy pokorni. Stali w grupie i dawali się spisywać. Nie przyszło im do głowy, że jak wszyscy pójdą dalej, to sokista nie będzie w stanie ich zatrzymać.

Czasem jakiś bardziej ludzki dróżnik wychodził i dawał znać, że można przejść. W ten sposób ja raz zostałam przyłapana. Dróżnik kazał przejść, a przy drugim szlabanie czekał już na mnie sokista. Wsypałam bez skrupułów dróżnika i mandatu nie płaciłam.

Tory kolejowe dzieliły miasto na dwie części i wyznaczały przynależność do parafii, do szkół.

Ulicę Targową ze stacją PKP łączyły tory, budka dróżnika i bocznica kolejowa, ale stacja kolejowa w Pleszewie  też jest warta opisania.I to będzie temat kolejnej opowieści.

Po rewitalizacji ulica Targowa jest jedną z ładniejszych w Pleszewie. Prowadzi od ronda małego do dużego Ronda 2020 Roku.

Według opowiadania  Grażyny Kostek

Zdjęcia Irena Kuczyńska