
Wśród pisanek i wiosennego wiatru
Z Alicją Łuczak spotkałyśmy się na pleszewskim Rynku, przy pisankach, które przypominają o tym, że święta tuż, tuż. Jedne stoją na na płycie Rynku, inne – zawieszone na drzewach, powiewają wesoło na wietrze. Kilka dni wcześniej, wielkanocne ozdoby zawiesiły na drzewach pleszewskie przedszkolaki. Po sesji zdjęciowej przy pisankach, przysiadłyśmy w kawiarni, żeby porozmawiać trochę o polityce ale przede wszystkim o przygotowaniach do Wielkanocy.

Jak to drzewiej bywało
Wspominałyśmy czasy naszych mam a nawet babek, kiedy przed świętami sprzątano każdy zakamarek, każdą szafkę, szufladę w komodzie, wszystkie pomieszczenia gospodarcze, obejście. Na Wielkanoc wszystko musiało lśnić. Teraz raczej sprzątamy mieszkania na bieżąco, tylko okna muszą świątecznie lśnić.
Smaki dzieciństwa
Zakupy nie są problemem – wystarczy mieć pieniądze i można kupić wszystko, co zgodnie z tradycją – powinno się znaleźć w koszyczku ze święconką a potem na świątecznym stole. W rodzinie Alicji świąteczne smakołyki są niezmienne od czasów jej dzieciństwa. Najważniejszy jest baranek z masła – kiedyś rzeźbiony własnoręcznie, teraz raczej kupowany w sklepie. Towarzyszą mu pisanki – gotowane w łupinkach cebuli, liściach szpinaku (z mrożonki), czasem ozdobione gotową naklejką – śmieje się Alicja i dodaje, że kiedy dzieci czy potem wnuki były małe – malowanie pisanek było jedną z ulubionych przedświątecznych czynności.
Honorowe miejsce na stole zajmuje drożdżowa babka upieczona własnoręcznie przez panią posłankę wg sprawdzonego maminego przepisu. Dalej kiełbasa, szynka, galarety inaczej „zimne nóżki”, sałatka jarzynowa – bardzo tradycyjna. Na deser sernik, czasem też szarlotka.
Ze święconką do remizy
Koszyczek do święconki już czeka – ten sam od lat. I serwetka w zasadzie jest ta sama. Alicja mówi, że w kwestii świąt jest tradycjonalistką. Nie lubi zmieniać tego, co jest sprawdzone i dobrze znane. Ze święconką pójdzie do remizy OSP w Żelazkowie, gdzie mieszka, bo w jej rodzinnej wsi nie ma kościoła i święcić pokarmy przyjeżdża proboszcz z Goliszewa. W remizie jest wygodniej i bezpieczniej niż na dworze, pod figurką, przy ruchliwej szosie. Żelazkowianka wspomina święconki pod figurką, gdzie zwykle stał „koszyczek na jajka dla proboszcza”.
Mała próba silnej woli
Pamięta też jak w drodze powrotnej do domu z poświęconymi potrawami, korciło ją, żeby skosztować pachnącej szynki czy kiełbaski. Ale – jak mówi – ćwiczyła silną wolę. I czekała na niedzielne śniadanie. Teraz też, mimo iż w zasadzie w Wielką Sobotę post nie obowiązuje, w jej domu tego dnia na obiad zjada się rybę po grecku na ciepło albo śledzie w śmietanie z warzywami.
Między Polską a Francją
Do tradycyjnego wielkanocnego śniadania zasiada u Alicji i Krzysztofa Łuczaków 8 osób, oprócz nich, córka z mężem, syn z narzeczoną i wnuczęta. Kiedyś były jeszcze dwie Mamy, przyjeżdżała siostra męża z rodziną, ciocia z Francji, o której za moment. W tym roku raczej będzie gości mniej ale „zawsze chętnie gości przyjmujemy”, lubimy jak jest wesoło – mówi Alicja. I opowiada o cioci męża (siostrze teścia), która wyjechała przed stanem wojennym (13 grudnia 1981) do Paryża i tam została. Jak mówi Alicja – ciocia żyje pomiędzy dwoma ojczyznami – we Francji ma życie codzienne, w Polsce zaspokaja swoje tęsknoty za dzieciństwem i tradycją. To ona lubi przywieźć ze sobą jakiś obrus czy serwetkę. W tym roku na Wielkanoc nie przyjedzie, może w lecie odwiedzi rodzinę?
Gdzie zajączek zostawia ślady
Pytam o Zająca, który w moim rodzinnym Ostrorogu zjawiał się w ogrodzie w pierwsze święto po śniadaniu i zostawiał dzieciom upominki w gniazdkach rozrzuconych po ogrodzie. Były to słodkości, drobne monety. Największą radością było szukanie tych gniazd. W rodzinie Alicji też były poukrywane słodkości dla dzieci w ogrodzie, chociaż niekoniecznie przynosił je Zając. Ale szukanie było – dodaje z nostalgią.
Mniej znaczy więcej
Kiedyś nieodłącznym atrybutem Wielkanocy był nowy ciuch – prochowiec, suknia, garsonka, buty. Nie wypadało iść na rezurekcję w stroju z poprzedniego sezonu. Ale jeszcze w latach 70. rzeczy kupowało się rzadko i nosiło przez wiele lat. Co się okazuje? W tym zakresie Alicja Łuczak wyłamuje się z tradycji i nowego stroju na święta nie zamierza kupować. Jeśli chodzi o jedzenie, którego zwykle kupujemy za dużo, na wszelki wypadek, gdyby zabrakło, a potem często wyrzucamy, Alicja mówi, że kupują tyle ile zjedzą. Bo ona nie lubi jedzenia marnować.
W pierwsze święto na obiad musi być tradycyjny rosół, nazajutrz z reszty rosołu gotuje się żurek. Tak, żurek, który w większości domów, króluje na stole podczas wielkanocnego śniadania.
Z planszówkami bez polityki
Polityczka zarzeka się, że rozmów o polityce przy ich stole nie będzie. – Mam do 12 kwietnia wolne od polityki a rodziny rozmowami politycznymi nie zanudzam – mówi bardzo poważnie. Ale – może być różnie, bo jesteśmy wszyscy rozpolitykowani i nie wiadomo na jakie tematy zejdą rozmowy. Chociaż Łuczakowie lubią planszówki, więc jak nie będzie pogody spacerowej, pograją np. w Monopoly. Na pewno wszyscy też chętnie posłuchają opowieści wnuczki Łuczaków – studentki Uniwersytetu Przyrodniczego o … oswojonej przez nią sowie.
Świąteczne tu i teraz
Jednak od tematów egzystencjalnych nie uciekniemy podczas świąt. Ze statystyk wynika, że 80 procent polskiego społeczeństwa żyje w niepokoju. – Czy jako polityczka też odczuwasz niepokój, martwisz się o losy Polski, świata, swoich bliskich ? – Będąc w polityce, przywykłam do złych wiadomości. Często zastanawiam się, co to będzie. Moje dzieciństwo przypadło na biedne lata powojenne, potem PRL, transformacja. Świat pędzi jak zwariowany. Myślę, że te święta będą okazją do takiego zatrzymania się, do czerpania radości z tego co mam tu i teraz – tłumaczy posłanka.
Dodaje, że w porównaniu z tym co miała w dzieciństwie, teraz żyje się jej (ale też ludziom wokół) bez porównania lepiej. Jesteśmy 20. gospodarką w świecie, Polacy mają piękne domy, ogrody, jeżdżą drogimi samochodami, zwiedzają świat – to trzeba utrzymać i tego sobie życzyć na te święta.
Po świętach znów w biegu
Bo po świętach będzie pracowicie. Jako posłanka Alicja Łuczak jest bardzo aktywna, bywa wszędzie tam gdzie jest zapraszana ale też inspiruje spotkania. Jedno z nich odbędzie się w niedzielę 12 kwietnia w bibliotece w Pleszewie, przy kawie w towarzystwie prof. Piotra Łuszczykiewicza, który zaprezentuje literackie „Recepty na miłość”.

Triumfują w czasie
Przy okazji rozmów o rodzinnych tradycjach rodzi nam się pomysł, który można zrealizować np. w bibliotece w Pleszewie – chodzi o wydobycie z szaf i szuflad starych rękodzieł naszych babć i mam – haftowanych serwet, obrusów, pościeli z mereżką i wyeksponowanie ich na wystawie. I tu Alicja przywołuje poezję noblistki Wisławy Szymborskiej, że artefakty i rzeczy nas przeżyją, więc nie warto się nimi przejmować, bo i tak „tryumfują w czasie”.
Są talerze, ale nie ma apetytu. Są obrączki, ale nie ma wzajemności od co najmniej trzystu lat. Jest wachlarz – gdzie rumieńce? Są miecze – gdzie gniew? I lutnia ani brzęknie o szarej godzinie. Z braku wieczności zgromadzono dziesięć tysięcy starych rzeczy. Omszały woźny drzemie słodko zwiesiwszy wąsy nad gablotką. Metale, glina, piórko ptasie cichutko tryumfują w czasie. Chichocze tylko szpilka po śmieszce z Egiptu. Korona przeczekała głowę. Przegrała dłoń do rękawicy. Zwyciężył prawy but nad nogą. Co do mnie, żyję, proszę wierzyć. Mój wyścig z suknią nadal trwa. A jaki ona upór ma! A jak by ona chciała przeżyć!
W Sejmie są też normalni ludzie
Na koniec wracamy do polityki – choć tylko na moment.
– Składałam życzenia nie tylko swoim, ale też posłom z innych klubów – mówi. I dodaje z uśmiechem:
– Bo tam też są całkiem normalni ludzie. Tylko w kamerach grają swoje role.
Dzieci z Kuczkowa niosą wielkanocną radość do Pleszewa WIDEO
Wygrała wybory do Sejmiku, zostanie posłanką do Sejmu – Alicja Łuczak

