Wyzwolenie Pleszewa z wybuchem czołgu

Irena Kuczyńska23 stycznia 202120min0
Photo1001891-1.jpg

W środę 24 stycznia 1945 roku Pleszew został wyzwolony spod okupacji niemieckiej. Opis wydarzeń pozostawił naoczny świadek – Józef Bierła, pracownik magistratu przed wojną, w czasie okupacji i po wojnie.

Pożółkły maszynopis zawierający wspomnienia dziadka udostępnił mi jego wnuk Krzysztof Bierła.

Józef  Bierła ( na zdjęciu niżej) napisał, że zima roku 1944/1945 była sroga. Temperatura spadła poniżej 30 stopni Celsjusza. Tymczasem przez miasto od kilkunastu dni przemieszczały się w kierunku zachodnim kolumny niemieckich uciekinierów z dobytkiem, z małymi dziećmi. Deptała im po piętach Armia Czerwona. Nerwowo też było w pleszewskim ratuszu. Niemcy wiedzieli, że od wschodu idzie ofensywa i przygotowywali się na ewakuację. Ale w końcu grudnia 1944 roku zastępca burmistrza Pleszewa miał mówić – Gdyby Rosjanie tu przyszli, a my by jeszcze tu byli, to trudno, przecież nie są ludożercami i nikogo nie pożrą.

Jeszcze 7 stycznia, podczas uroczystości  oddania  do użytku odcinka kolejki wąskotorowej z Pleszewa do Broniszewic, przemawiający do ludności niemieckiej Gauleiter Greiser, przekonywał o ostatecznym zwycięstwie armii niemieckiej, o czym pisze w „Dziejach Pleszewa” Stanisław Bródka.

Tymczasem Sowieci się zbliżali, a Niemcy się denerwowali. Przez Pleszew przetaczały się kolumny uciekinierów. Jechały wozy załadowane dobytkiem, ze starcami, z niemowlętami, niedostatecznie zabezpieczonymi przed mrozem.

Z najwyższego piętra ratusza było widać coraz gęstszy i coraz wolniejszy korowód. Zwłoki zmarłych pozostawiano w rowach albo na chodnikach. W kolumnie uciekinierów byli też żołnierze, a może i dezerterzy kawalerii generała Własowa – pisze Józef Bierła.

Ci ostatni na maleńkich konikach, przedstawiali obraz nędzy i rozpaczy. Miasto organizowało dla uciekinierów punkty noclegowe m.in. w Domu Parafialnym.  Tempo przesuwania się kolumny było wolne, przez cały dzień tabor konny wyprzedzany przez samochody zrobił 4 kilometry.

W piątek  19 stycznia 1945 roku pan Józef poznał w Kowalewie wóz, na którym była zatknięta biało – czarna szczotka do zamiatania. Dzień wcześniej wóz był w Pleszewie.

W tym czasie w magistracie trwało segregowanie albo palenie akt. Po wyzwoleniu niektóre pleszewskie rejestry znaleziono w miasteczku Bytomek nad Odrą.

W sobotę 20 stycznia 1945 roku reszta ludności niemieckiej Pleszew opuściła.  Okupacyjna administracja przestała istnieć. Szpital wojskowy w Zakładzie św. Józefa oraz w Jedynce ewakuowano.

W niedzielę 21 stycznia od rana przez miasto przechodziły oddziały niemieckie. W ratuszu rozgościł się sztab pułku a może nawet sztab dywizji. Rynek był zapchany samochodami. Na jednym była stacja radiowo – telegraficzna – relacjonuje Józef Bierła.

Około godziny 10.00 doszło na ul. Podgórnej do walki pomiędzy Niemcami a członkami Armii Krajowej. Zginął  dowódca lokalnej komórki AK Brunon Nikoleizig oraz  żołnierz AK Józef Krychowski. Józef Krychowski  poległ na miejscu, Brunon Nikoleizig – ciężko ranny został zamęczony w budynku policji (aktualnie jest to budynek Prokuratury przy Placu Kościelnym), po czym nocą wywieziony i zagrzebany w starej żwirowni przy ul. Piaski.

Ciało Brunona Nikoleiziga zostało odnalezione rok podczas prac na żwirowisku. Groby pleszewian znajdują się na cmentarzu przy ul. Kaliskiej. Na grobie J. Krychowskiego nie ma wzmianki o tym, że był żołnierzem AK i że tragicznie zginął.

Poniedziałek 22 stycznia był mroźny i mglisty. Jak pisze  Józef Bierła, do ratusza nie można było wejść. Dostępu broniło wojsko. Chciał wrócić do domu, ale otrzymał od komendanta policji rozkaz zorganizowania  ,,samorządu cywilnego”, który najpierw miał  pochować 4 trupy, które leżały w ratuszu, a potem organizować aprowizację dla mieszkańców miasta.

W zarządzie cywilnym oprócz  Józefa Bierły był jeszcze Michał Behnke oraz Marian Waliszewski. Ubite w rzeźni sztuki miały zaopatrzyć wojsko oraz mieszkańców miasta. Jednak skończyło się na słowach.  Koło południa komendant zażyczył sobie lekarza, który miał poprowadzić punkt sanitarny.

Nie wierzył, że w mieście lekarzy nie ma, bo jak mówił pan Józef,  ,,Polaków wysiedlono, a Niemcy wczoraj uciekli”.  Zorganizowano więc w ratuszu na parterze drużynę sanitarną złożoną z sióstr zakonnych (po cywilu)  i sanitariuszy.

Około 13.00 dowieziono pierwszych rannych. Wśród nich był major, który po opatrzeniu rany, poczęstował sanitariuszy koniakiem i tytoniem. Jak pisze Józef Bierła, na widok portretu Hitlera, twarz wojskowego się wykrzywiła, zaklął  i kazał portret wodza wyrzucić.

22 stycznia jeszcze przez Pleszew przejeżdżały ostatnie grupy ewakuowanych Niemców. Wpadali do ratusza i błagali o konie. Tymczasem koni nie było w Pleszewie, rolników już na początku wojny wysiedlono, a ci Niemcy, którzy zajęli ich miejsca, dawno z końmi uciekli.

Józef Bierła wspomina 30 – letnią Niemkę, która zdyszana wpadła wieczorem do ratusza, prosząc o wymianę koni. Jechała z Łodzi, ale jej konie, już dalej nie mogły iść, bo nie były przyzwyczajone do długiej drogi.

Mówiła, że na wozie ma dwoje małych, głodnych i zmarzniętych dzieci, a mąż jest w wojsku. Kiedy wyszła na rynek, wozu z dziećmi już nie było. ,,Po co kazałam się ewakuować, mogłam zostać w Łodzi i kazać się z dziećmi pogrzebać pod murami mojego browaru” powtarzała z płaczem.

Tego samego dnia obserwatorzy, którzy siedzieli na dachu ratusza,  zauważyli ,,ciemne plamy na śniegu”. Zdawało im się, że to las, bo tak wynikało z mapy.

We wtorek 23 stycznia 1945 roku  ,,plamy przemieściły się w kierunku zachodnim”. Józef Bierła pisze, że Niemcy wyraźnie się zaniepokoili. Zarządzili zorganizowanie straży ludowej. Strażnicy nie mieli broni, ale mieli legitymacje. Ludność polską wezwano do budowania barykad na ul. Kaliskiej, na ul. Sienkiewicza przy młynach i na ul. Poznańskiej.

Noc z 23 na 24 stycznia 1945 roku minęła spokojnie. Tylko w ulicy Krzywej przy wylocie na Wyspiańskiego żołnierz spowodował wybuch i przyszedł na posterunek z poszarpaną ręką. Niemieckie dowództwo kazało budować barykady, ale nic z tego nie wyszło.

O 5.00 rano Józef Bierła został wezwany do dowódcy pułku w ratuszu. Zapytano go, czy mówi po rosyjsku. Kiedy powiedział, że nie, odesłano go do domu. Widział, że oficerowie pośpiesznie zakładają białe płaszcze. Była godzina 7.00.

24 stycznia około 9.00 Józef Bierła usłyszał strzelaninę na mieście. Niemcy obsadzili Pleszew ,,niedobitkami”. Żołnierze byli w Fabryce Maszyn, w Elektrowni, w młynach. Armia Czerwona natarła na koszary, oskrzydliła miasto od strony Prokopowa  i natarła od strony Kalisza.

Na skrzyżowaniu Kaliskiej, Krzyżowej i Rynku został rozbity radziecki czołg. Zginęła cała załoga (5 osób) a wybuch zniszczył portyk kamienicy St. Bendlewicza.

Historia kamienicy przy ul. Kaliskiej 2

Stanisław Bródka w „Dziejach Pleszewa” opisuje wydarzenie bardziej szczegółowo. Pisze, że około 12.00 od strony Brzezia wjechał radziecki czołg, który po rozbiciu dwóch barykad na ul. Kaliskiej, zbliżył się do rynku. W tym momencie z narożnika wyskoczył żołnierz niemiecki i wraz z miną rzucił się pod czołg. Nastąpił gwałtowny wybuch, zginęła załoga czołgu i sprawca wybuchu.Wybuch zniszczył portyk kamienicy przy ul. Kaliskiej 2, o czym przez wiele lat przypominała tablica zamieszczona na murze zniszczonym przez czołg.

Pół godziny później – pisze Stanisław Bródka, nadjechały trzy kolejne czołgi a niedobitki niemieckich wojsk, w popłochu uciekły.

Tymczasem południowe skrzydło wojsk sowieckich podeszło pod Malinie, złączyło się z uzbrojonym oddziałem Armii Krajowej, który ogniem swoim – jak pisze Józef Bierła – rozbił linię cofających się Niemców i ,,prażył Niemców” uciekających wzdłuż Neru. Następnie oddział z biało – czerwoną flagą udał się na Rynek i zawiesił ją nad ratuszem. Trzech poległych oraz załogę czołgu pochowano w parku miejskim. Niemców zginęło 30.

Straty materialne - zdaniem Józefa Bierły - były znaczne. W ulicy Kaliskiej aż do Placu Kościuszki pociskami z czołgów uszkodzono kilka domów. Dom w Rynku 19 otrzymał kilka pocisków. Uszkodzona została chłodnia miejska oraz dom przy ul. Kilińskiego nr 8. Uszkodzona była sieć telefoniczna i elektryczna w mieście. Wypadły wszystkie szyby w ratuszu, spaliła się stodoła przy ul. Kaliskiej, uszkodził się komin w młynach. Sztab, który w ostatniej chwili przeniósł się z ratusza do kamienicy przy ul. Poznańskiej 46, zapakował się do auta i chciał zbiec do Poznania, ale Rosjanie go zatrzymali i prawdopodobnie rozstrzelali.
Arkadiusz Ptak w 2020 roku na swoim profilu zamieścił  wspomnienia ks. Ludwika Walerowicza z 24 stycznia 1945 roku w Pleszewie. „Później do Pleszewa od strony Kalisza wjechała kolumna sowieckich czołgów. Niemcy strzelili do pierwszego czołgu z kolumny i go zniszczyli. Ciała Rosjan z tego czołgu wisiały na drutach i gałęziach a wrak czołgu stał jeszcze długo na poboczu drogi. Na ulice Pleszewa wyszli ludzie z kwiatami, żeby powitać wyzwolicieli. Po chwili jednak zaczęły się pierwsze gwałty na kobietach oraz kradzieże rowerów i zegarków. Ludzie zniknęli z ulic ukrywając się po piwnicach i mieszkaniach. Później w nocy Rosjanie spalili jeden dom w Pleszewie i tylko tyle było walk o miasto. Jeden zniszczony czołg i jeden spalony dom.”

W mieście usuwano gruz, grzebano zmarłych, zbierano broń i amunicję, zabezpieczano mienie społeczne i prywatne. Tymczasowym burmistrzem Pleszewa został Jan Barański, zastępcą Jan Holka. Do ratusza wrócili urzędnicy przedwojenni. W porozumieniu z komendantem wojennym st. Lejtenantem Bigimietowym zaczęto rozminowywać teren. I tu – jak pisze Stanisław Bródka, szczególnie zasłużyli się dwaj saperzy: Szczepan Szymański i Michał Olejniczak – żołnierze 70 pułku piechoty. Przeżyli wojnę i okupację, a kiedy trzeba  było podjęli się akcji rozminowywania miasta, chociaż wiedzieli, że saper myli się tylko raz – dopowiada syn Szczepana Szymańskiego – Wojciech Szymański.

Władzę w Pleszewie przejęła Polska Partia Socjalistyczna, Stronnictwo Demokratyczne było słabe. Komendant wojenny st. lejtnant Bigimietow zapomniał  o wraku sowieckiego czołgu, który pozostawiono na Rynku w pobliżu ratusza.

Miesiąc później wrak wybuchł. Zginęło 12 pleszewian. Przez wiele lat upamiętniano tylko czołgistów. Tylko bliscy pamiętali o ofiarach wybuchu wraku czołgu pozostawionego na Rynku. Nowa tablica pojawiła się na odbudowanej kamienicy w 2015 roku

Ale to jest zupełnie inna historia. Można ją przeczytać w tym linku:
http://irenakuczynska.pl/zapomniana-rocznica-smierci-12-pleszewian-we-wraku-sowieckiego-czolgu/

http://irenakuczynska.pl/tag/wybuch-wraku-sowieckiego-czolgu-w-pleszewie/

Historyczne zdjęcie ratusza Muzeum Regionalne w Pleszewie 
Czołg, którym wyzwoliciele wjechali do Pleszewa 24 stycznia 1945 roku zdj. ze zbiorów prywatnych udostępniła Agnieszka Figielska. Brat jej dziadka oraz siostra jej babci zginęli we wraku czołgu

 

 

 

 

 

 

 

Na podstawie wspomnień Józefa Bierły udostępnionych przez jego wnuka Krzysztofa

 

 

Skomentuj na Facebooku

Skomentuj na Facebooku