
Ich łódka ORP MUFASA nie ma silnika – napędza ją wyłącznie siła mięśni. Została wykonana przez szkutnika z Gdańska specjalnie z myślą o trudnych warunkach na wodzie i kosztowała około 7 tysięcy złotych.
Plan był prosty
Na pokładzie znajdowały się trzy szczelne beczki z żywnością, ubraniami, namiotem, lekami i całym niezbędnym wyposażeniem. Plan był prosty – dopłynąć Wisłą do Gdańska i nocować na brzegach rzeki. Rzeczywistość szybko pokazała jednak, że Wisła potrafi zaskoczyć. Pierwszą noc panowie spędzili… na łódce, ponieważ zarośnięte brzegi uniemożliwiły rozbicie namiotu.

„Ale asy!” Ojciec z synem płyną Wisłą do Gdańska. Chcieli przeżyć przygodę życia

Wiry i mielizny
Każdy dzień przynosił nowe wyzwania. Miejscami wody było tak mało, że łódkę trzeba było przepychać przez piaszczyste łachy. Innym razem na rzece pojawił się niebezpieczny wir, który zmusił naszych podróżników do przeciągnięcia łodzi lądem. Starali się płynąć głównym nurtem Wisły, pokonując średnio około 30 kilometrów dziennie. Po drodze mijali kajakarzy, a każdą śluzę pokonywali dzięki pomocy jej obsługi, z którą wcześniej uzgadniali przepłynięcie.
Mało wody
Niestety, po dopłynięciu do Sandomierza, mając za sobą około 270 kilometrów, stwierdzili, że dalsza żegluga jest niemożliwa. Rekordowo niski poziom Wisły zatrzymał nawet statki wycieczkowe, więc kontynuowanie wyprawy było praktycznie możliwe już tylko kajakiem.
Powrót
Choć do Gdańska pozostało jeszcze ponad 680 kilometrów, panowie wracają bogatsi o bezcenne doświadczenia, piękne wspomnienia i kolejną historię, którą będą mogli opowiadać przez długie lata.
Mirek i Bartek – gratulujemy odwagi, wytrwałości i determinacji. Dla nas i tak jesteście zwycięzcami. A ORP MUFASA z pewnością jeszcze kiedyś wyruszy w kolejną wielką podróż!






