
Pleszewianka zdradza, że koty towarzyszyły jej od dziecka. Były przy niej na różnych etapach życia – zarówno tych pięknych, jak i trudnych. A wszystkie były i są „z odzysku”. To zwierzaki po przejściach, często naznaczone przez życie w bardzo widoczny sposób – bez łapki, oka czy ucha, z urazami, trudnymi doświadczeniami i problemami z zaufaniem – opowiada o swoich pupilach z błyskiem w oku. Podobnie mówi o swoim synku Mikołaju, któremu, podobnie jak jej, koty towarzyszą od urodzenia. O czym świadczą zdjęcia, które niżej udostępniam.
To koty szukały Moniki
Tymczasem jesteśmy na wystawie fotograficznej „Kocie Yin Yang”, której wernisaż odbył się w piątek w Galerii Zajezdnia w Pleszewie. Wydarzenie było jednym z elementów 5. Bana Film Festiwalu organizowanego w Zajezdni Kultury. Wśród gości wernisażu byli też filmowcy a nawet pies. O twórczości Moniki Niemczewskiej mówił dyrektor Zajezdni Przemysław Marciniak.
Na wystawie znalazło się kilkanaście kocich portretów autorstwa Moniki Niemczewskiej. Podczas wernisażu opowiadała o swojej wielkiej miłości do kotów, które przez lata znajdowały pod jej dachem schronienie. – Ratowane z różnych miejsc, a niektóre, mam wrażenie, po prostu same wiedziały, gdzie mnie szukać. Póki mam siły i zdrowie, każdy bezdomny kot znajdzie u mnie pomoc i pełną miskę – zapewnia Monika.

Jedenaście kotów
Początkowo w ich domu mieszkało pięć kotów. Każdy z nich miał swoją własną historię, charakter i wyjątkową osobowość. To właśnie ich codzienność, trudne doświadczenia i budowane z czasem zaufanie stały się inspiracją do stworzenia wystawy – mówiła pleszewianka. Dziś kociaków jest więcej. W czasie wakacji do miauczącej gromadki dołączyło kilka kolejnych kociaków i obecnie pod opieką Moniki jest aż jedenaście kotów: Feniks, zwany Felusiem, Japoniec – czyli Kierownik, Luna, Finka, Wosia, Maurycy, Kropek, Kitus, Nocek, Onyks oraz Korek. Ten ostatni jest prawdziwym kotem osiedlowym.
Kupili kota z domem
Przyjaciele Moniki żartują, że kupując dom, „kupili też kota”, ponieważ Korek był tam już wcześniej i do dziś zachowuje się tak, jakby to właśnie on był prawdziwym gospodarzem posesji. Ma też pewność, że zawsze czeka tu na niego pełna miska dobrego jedzenia. Taka kocia gromadka to ogrom pracy i wyrzeczeń, ale nie potrafiłam przejść obok bezdomnego kota obojętnie – przyznaje Monika. Dodaje, że zawsze mogła i może liczyć na pomoc lokalnego stowarzyszenia Kocia Łapka zwłaszcza Małgorzaty Wysockiej – Balcerek. A powierzone jej opiece koty mają dożywotnią opiekę, bezpieczeństwo, pełne brzuszki i ogrom miłości.
Koty nie pozują
Jeśli chodzi o zdjęcia kotów na wystawie, to ich wykonywanie jest przede wszystkim formą relaksu i sposobem na zatrzymywanie ulotnych chwil codzienności. – Wszystkie prezentowane na wystawie zdjęcia zostały wykonane przez nią osobiście, chociaż nie uważa się ani za profesjonalistkę, ani nawet za amatorkę. Po prostu czasami lubię coś popstrykać – mówi. Kiedy sięga po aparat, najchętniej fotografuje właśnie swoje koty. Jednak, jak mówi, są są to wyjątkowo niewdzięczne modele. – Koty przecież nie pozują. Czasami udane zdjęcie to kwestia chwili, innym razem minuty, czasem godziny czekania i kilkunastu ujęć, zanim uda się osiągnąć to, czego szukam. Fotografowanie kotów stało się więc także świetną lekcją cierpliwości. Uczy obserwacji, uważności i dostrzegania tych krótkich momentów, które za chwilę mogą już nie wrócić.

Synek i Nocek
W domu Moniki koty musiały również przygotować się na pojawienie się nowego, małego członka rodziny. Przed narodzinami synka były pewne obawy, jak zwierzęta zareagują na dziecko.– Miesiącami przygotowywałam koty na przyjście bobasa. Pomogły poradniki i porady behawioralne. I jest super. Synek i koty świetnie się dogadują – zapewnia. Szczególna więź zbudowała się między chłopcem a Nockiem – czarnym kotem znanym również z wystawy. – Kiedy mały płakał, Nocek czasami był przy nim szybciej ode mnie. Bawią się razem i naprawdę świetnie się rozumieją. Jedna z najzabawniejszych sytuacji wydarzyła się, gdy Monika kupiła dwa balony – po jednym dla dziecka i kota. Miała nadzieję, że każdy będzie miał swoją zabawkę. Jak to jednak w świecie kotów bywa, plan człowieka niekoniecznie musi pokrywać się z planem czworonogów.

Opowieść o drugich szansach
„Kocie Yin Yang” to nie tylko zbiór fotografii. To przede wszystkim opowieść o drugich szansach. O kotach, które przyszły z trudną przeszłością i potrzebowały czasu, cierpliwości oraz poczucia bezpieczeństwa. To historia o tym, że czasem wystarczy otworzyć drzwi, dać komuś czas, spokojny dom i pełną miskę, aby odmienić jego świat. A czasami okazuje się, że to właśnie one – koty po przejściach – zmieniają również nas. Bo każdy z nich ma swoją historię. Każdy ma swoje imię, charakter, przyzwyczajenia i własny sposób okazywania miłości. I choć opieka nad jedenastoma kotami oznacza ogrom pracy, wyrzeczeń i codziennych obowiązków, dla Moniki najważniejsze jest jedno – żeby żaden potrzebujący pomocy kot nie został sam.
„Kocie Yin Yang” jest więc opowieścią o miłości, cierpliwości i zaufaniu. O tym, że czasami największe szczęście przychodzi na czterech łapach – nawet jeśli jednej z nich akurat brakuje.

Noc Nietoperzy w Gołuchowie. Las po zmroku opowiedział swoją niezwykłą historię

