Irena Kuczyńska
Region szamotulski Rodzinnie

Wspominam moich przodków

po mieczu i po kądzieli

Moi dziadkowie dawno odeszli. Pradziadków znam tylko ze zdjęć.  Ich wnukom, prawnukom oraz praprawnukom, rozsianym po świecie, dedykuję opowieść o naszych wspólnych przodkach

Moja Mama Irena, prababcia Marianna Ratajczakowa, Wincenty Ratajczak (dziadek), Józefa Ratajczak (babcia), stryj dziadka Wincentego Ignacy  z siostrą mamy Tereską

Na szczęście zachowały się zdjęcia nie tylko dziadków, ale też pradziadków. Marianna i Andrzej Ratajczakowie – rodzice mojego dziadka Wincentego mieszkali w Kluczewie koło Ostroroga. Pradziadek Andrzej był fuszpanem (powoził karetą dziedzica w majątku w Kluczewie). Wychowali dziesięcioro dzieci. Pięciu synów, w tym mój dziadek Wincenty (wyjechał z Kluczewa do Westfalii do pracy), walczyło w armii pruskiej w I wojnie światowej.Dwóch: Andrzej i Szczepan spod Verdun nie wróciło.

Mój dziadek Wincenty Ratajczak (rocznik 1893) z niewoli francuskiej trafił do ,,błękitnej Armii” gen. Józefa Hallera i walczył w roku 1920 z bolszewikami. 10 lutego 1920 roku był w Pucku świadkiem zaślubin Polski z morzem.  W  odrodzonej Polsce został funkcjonariuszem straży granicznej. Pracował na granicy z Niemcami nad Notecią. Za udział w wojnie z bolszewikami otrzymał medal przyznany przez Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Wincenty Ratajczak w mundurze "Błękitnej Armii" Józefa Hallera

Przed wojną, jako emeryt wojskowy, kupił sobie działkę w Ostrorogu, gdzie wraz z żoną Józefą zbudowali dom – moje rodzinne gniazdo. Po wojnie, komunistyczne państwo odebrało dziadkowi prawo do emerytury. Ciężko pracował na swoich dwóch hektarach ziemi. Ale do końca życia został panem. W czarnym płaszczu, w kapeluszu, w wybłyszczonych butach, szedł co niedzielę do kościoła. Nie przyjął od ,,nowej władzy” żadnych zaszczytów, nie chciał pracować w urzędzie. Pozostał sobą, do końca.  I za to Go kocham, mimo iż nie zawsze Go rozumiałam. Zmarł w 1975 roku, przed narodzeniem pierwszej prawnuczki – mojej córki.

Marianna i Andrzej Ratajczakowie - rodzice mojego dziadka Wincentego - moi pradziadkowie

Zachowało się też rodzinne zdjęcie moich pradziadków Walentyny i Tomasza Nowackich, rodziców mojej babci Józefy – żony Wincentego, matki mojej mamy Ireny. Także Ich grób jest na trasie moich sentymentalnych spacerów po cmentarzu w Ostrorogu. Moja babcia Józefa przyszła na świat w 1901 roku. Jej rodzice mieli gospodarstwo. Pradziadek Tomasz był w Radzie Miejskiej i w Radzie Parafialnej.

W domu Nowackich od 1896 roku kupowano wydawany w języku polskim ,,Przewodnik Katolicki”. Pierwsze numery znalazłyśmy z siostrą na strychu. Najstarsza siostra babci – Stanisława była ochroniarką (przedszkolanką), kupowała książki. Niektóre z nich mam do dziś, chociaż większość książek, zakopanych przez ciocię w 1939 roku, zamokła i po odkopaniu w 1945 roku, nie nadawała się do czytania.

Moja babcia Józefka (bo tak ją nazywaliśmy) po I wojnie światowej została wysłana przez rodziców na kurs języka polskiego do Poznania. Chodziło o poprawne pisanie, przecież babcia chodziła do szkoły pruskiej, jeszcze pod zaborem.

Józefa z Nowackich Ratajczakowa (1900 - 1988) około roku 1917
Rodzina Nowackich w czasie I wojny światowej - od lewej stoją: Kazimierz , Józefa (moja babcia - mama mojej mamy Ireny), Marta, Ignacy. Siedzą: Walentyna i Tomasz (moi pradziadkowie po kądzieli) obok Francuz, który w czasie wojny pomagał w gospodarstwie, kiedy syn pradziadków, a brat babci - Franciszek był na wojnie). Link do opisu rodzinyhttp://irenakuczynska.pl/chwila-zadumy-nad-rodzinnym-zdjeciem-1918-roku-pradziadkami-roli-glownej/

Z Wincentym Ratajczakiem poznali się w Ostrorogu. Dobrze sytuowany urzędnik państwowy szukał na żonę panny z dobrego domu, która nie roztrwoni pieniędzy. Trafił do pięknej i pracowitej Józi Nowackiej. W 1924 roku wzięli ślub. Rok później przyszła na świat moja mama Irena, cztery lata później Teresa, w 1940 Aleksandra.

Moje życie było związane z dziadkami, bo mama po ślubie z tatą Michałem Leśnym, została w rodzinnym domu. http://irenakuczynska.pl/dzbanuszek-ktory-stal-sie-inspiracja-urodzinowych-wspomnien/

Dziadkowie pomagali rodzicom w wychowaniu pięciorga dzieci. A kiedy urodziła im się pierwsza córka – czyli ja, na rodziców chrzestnych zaprosili swoich rodziców – czyli Józefę Ratajczak i Michała Leśnego.

Babcia Józefka miała duży wpływ na nasze wychowanie. Była bardzo oczytana. Miała problemy z poruszaniem się, bo reumatyzm w latach 60. był chorobą trudną do wyleczenia. Dlatego siedziała, czytała, opowiadała nam wnukom o bohaterach z historii Polski, czytała żywoty świętych i … szydełkowała.

Wszystkie wnuczki dostały komplety serwetek, chusteczek, pościeli ze wstawkami szydełkowanymi. Moja suknia na obronę pracy magisterskiej i absolutorium, była uszydełkowana przez babcię. Dużo mam z babci. I dziękuję Jej za wszystko. Odeszła w 1988 roku w pierwsze święto Wielkanocy.

Ślubne zdjęcie moich dziadków Józefy i Wincentego Ratajczaków - Ostroróg - 1924

Jeśli chodzi o dziadków po mieczu, czyli Annę i Michała Leśnych, to wiem o nich zdecydowanie mniej niż o rodzicach mamy. Nie mam też zdjęć pradziadków. Wiem, że babcia Anna z Brzozowskich (1888) pochodziła z gospodarstwa w Dalewie koło Gostynia, dziadek Michał (1887) pochodził z Wolkowa koło Opalenicy.

Poznali się w Oberhausen w 1909 roku, dokąd wyjechali do pracy. Anna Brzozowska wyjechała z trzema siostrami, jedna na rodzinnym gospodarstwie została. Michał, prawdopodobnie też wyjechał ,,na saksy” z bratem. Trzeba pamiętać, że w tym czasie Wielkopolska wchodziła w skład państwa niemieckiego. Zarówno ci, którzy mieszkali w Pleszewie, Poznaniu, Ostrorogu czy Oberhausen, byli poddanymi cesarza Wilhelma II.  Anna i Michał w 1910 roku wzięli ślub.

W Ostrorogu do dziś przechowywany jest czterostronicowy akt ślubu z 1910 roku z Oberhausen. Losy moich dziadków Leśnych były trudne. W czasie I wojny Michał był ranny w nogę. Kiedy powstała Polska, wrócili z trojgiem dzieci : Michałem (moim tatą), Wandą i Edmundem do Dalewa. Potem pojechali pod Sieraków w pow. międzychodzkim, gdzie zwalczano akurat sówkę choinówkę. W końcówce lat 30. dzierżawili młyn w Bininie koło Ostroroga. W 1939 roku,  jako jedni z pierwszych, zostali wysiedleni przez Niemców do Generalnego Gubernatorstwa. W 1941 roku w Jędrzejowie zmarł najmłodszy syn Edmund. Michał (mój tata) w tym czasie był w niewoli niemieckiej.

Anna i Michał Leśni - Oberhausen 1910 rok

Po wojnie wrócili do Ostroroga, gdzie otworzyli  restaurację.  Kiedy władza zabroniła  prywatnym prowadzić lokal, dziadek Michał zaczął pracował w kiosku. W wieku 67 lat nagle zmarł. Byłam jego ukochaną wnuczką. Podobno, kiedy się urodziłam, wszyscy mieli w jego knajpce kielicha za darmo.

Pamiętam, jak przychodził do naszego domu na ulicy Wronieckiej z dużym psem – wilczurem Mery. W kapeluszu, z laseczką, z nieodłącznym cygarem. Pachniał cygarami. Zmarł, kiedy miałam 7 lat. Została babcia Ania. Dla nas ,,babcia Leśna”, cudowna osoba, w kapelusiku, płaszczyku z mufką i skórzaną torebeczką.

Po śmierci dziadka codziennie do nas przychodziła, a wieczorem szła do siebie. Gotowała, czytała bajki, przytulała, obcierała łzy, wyprowadzała na spacery. W 1959 roku podarowała mi na gwiazdkę kolorowe wydanie powieści Henryka Sienkiewicza ,,W pustyni i w puszczy” z obrazkami w białej oprawie. Mam ją do dziś. Książka kosztowała 50 zł. Jej renta wynosiła 360 zł. Po śmierci dziadka, to babcia przejęła obowiązki chrzestnej. To ona kupiła mi na I Komunię św. zegarek. Odeszła cichutko, w styczniu 1964 roku.

Dziś, kiedy sama jestem babcią, myślę o moich dziadkach. Zawdzięczam im bezpieczne dzieciństwo pełne miłości i podziwu dla wnucząt. Wiem, że byłam Ich oczkiem w głowie. Polecam Ich dusze dobremu Bogu. A to wspomnienie niech będzie dowodem mojej wdzięcznej pamięci.

 

 

 

Skomentuj na Facebooku