
Już za kilka dni na placu Powstańców Wielkopolskich w Pleszewie, z inicjatywy Klubu Kobiet Ławka nr 4, zostanie odsłonięta ławeczka upamiętniająca Marię z Bociańskich Radomską – kobietę niezwykłą. Uczestniczkę strajku szkolnego w 1902 roku przeciwko germanizacji, organizatorkę pierwszej żeńskiej drużyny skautowej w Pleszewie (i jednej z pierwszych w Wielkopolsce), uczestniczkę Powstania Wielkopolskiego, społeczniczkę, matkę siedmiorga dzieci, siostrę płk Ludwika Bociańskiego – naczelnika powstania wielkopolskiego w Pleszewie, późniejszego wojewody wileńskiego i poznańskiego. Przy okazji tego wyjątkowego wydarzenia postanowiłam odnaleźć osoby, które pamiętają panią Marię osobiście. Nie ma ich wiele. Jedną z nich jest pleszewianin Waldemar Szuszczyński, którego wspomnienia pozwalają choć na chwilę przenieść się do świata, którego już nie ma.


Willa przy Poznańskiej 37
Rodzina Waldemara mieszkała we własnym domu, przy ulicy Poznańskiej 34, w którym od 1983 roku mieści się Muzeum Regionalne. Naprzeciwko, pod numerem 37, znajdowała się okazała willa Radomskich, otoczona sporym ogrodem. – Mama często wysyłała mnie do pani Radomskiej po warzywa – wspomina pan Waldemar. – Uprawiała je w swoim ogrodzie. Nie był to jednak zwykły ogród. Rozciągał się od willi aż po teren, na którym dziś znajduje się Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej przy ulicy Słowackiego. To uświadamia, jak rozległa była niegdyś posiadłość Marianny i Władysława Radomskich.
Fabryka
Po drugiej stronie obecnej ulicy Słowackiego, w międzywojniu, działała Fabryka Konserw i Marmolady należąca do Władysława Radomskiego. Po jego śmierci w 1936 roku, w 1938 roku, przedsiębiorstwo zostało przez wdowę sprzedane Edwardowi Sobczyńskiemu. Do dziś zachowały się czerwone ceglane budynki dawnego zakładu, który dał początki Pleszewskiej Fabryce Spomasz S.A.. Niewykluczone, że teren obecnej Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej również został wydzielony z dawnej parceli Radomskich.

Przez kutą bramę do innego świata
Tymczasem wracamy na posesję przy Poznańskiej 37. Wejście znajdowało się pomiędzy dawną kamienicą doktora Kazimierza Sągina przy Poznańskiej 35 (dziś stoi tam budynek z adresem Bogusza 1) a budynkiem pod numerem 39. Waldemar Szuszczyński wspomina, że do kutej bramy prowadził bruk z kocich łbów. Przechodziło się furtką stojącą przy potężnym kasztanie, który jeszcze do niedawna rósł obok dzisiejszego pawilonu handlowego. Kiedy drzewo zachorowało, zostało wycięte. Było jednym z ostatnich świadków dawnego Pleszewa. – Zaraz za wejściem, po prawej stronie, znajdowały się budynki gospodarcze. A tam, gdzie dziś stoi pawilon handlowy, był basen ogrodowy – opowiada pan Waldemar. Jak wspomina, dzieci z sąsiedztwa właśnie tam korzystały z kąpieli. Dziś trudno uwierzyć, że w samym sercu Pleszewa istniał basen otoczony rozległym ogrodem. Pozostało po nim jedno jedyne drzewo.

Aksamitny salon i Matka Boska
Do willi wchodziło się przez wiatrołap, z którego schody wiodły na piętro, gdzie były sypialnie. Na parterze znajdował się reprezentacyjny salon. Ściany pokrywał czerwony plusz, dlatego wszyscy mówili o nim po prostu „aksamitny pokój”. Pleszewianin pamięta, że na ścianach wisiały portrety – zapewne przedstawicieli rodzin Radomskich i Bociańskich. Z salonu półkoliste schody prowadziły prosto do parkowej części ogrodu. Rosły tam bzy, a pomiędzy nimi stała figurka Matki Bożej otoczona ławeczkami. W maju gromadzili się tam mieszkańcy domu i śpiewali pieśni maryjne. Nieco dalej znajdowała się oranżeria. Z aksamitnym salonem sąsiadował pokój gościnny z fortepianem. Przed wojną dzieci Radomskich urządzały tam przedstawienia i recytacje. Możliwe, że podczas okupacji odbywały się tam również tajne komplety. Gdy bywał tam pan Waldemar, wnętrza były już ciche – pełne rodzinnych pamiątek i wspomnień.
„O, Radomscy…”
W Pleszewie nazwisko Radomskich budziło powszechny szacunek. – Mówiło się po prostu: „O, Radomscy…” – wspomina mój rozmówca. Kiedy on tam bywał, po domu i ogrodzie poruszała się już wtedy pochylona, zawsze uśmiechnięta pani Maria. Waldek pamięta syna Marii Radomskiej – Józefa – oficera marynarki wojennej. Spacerował po Pleszewie w galowym mundurze z epoletami, wysoki, przystojny, szpakowaty, w świecących butach z kordzikiem oficerskim przy boku, salutował spotykanym na ulicach znajomym. Taki widok w miasteczku, które kończyło się na „kuźni przy złotym mieczu” i gdzie wszyscy się znali, był niecodzienny. „O! znów Józiu do mamy przyjechał – mówiono w Pleszewie”. I tu trzeba dodać, że także pozostałe dzieci Radomskich były wykształcone: Kazimierz był lekarzem, Władysław ekonomistą, Teresa magistrem rehabilitacji, Jadwiga historyczką, Maria – pielęgniarką oddziałową w szpitalu w Jarocinie. Ludwik był mechanikiem samochodowym.
Koledzy z garażu
I to Ludwik, dla bliskich „Lulu”, postać znana i barwna, zaprzyjaźnił się z Waldemarem Szuszczyńskim, kiedy ten po studiach na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, wrócił do Pleszewa. To właśnie w garażu na posesji przy Poznańskiej 37, organizowano męskie spotkania. Bywali tam przedstawiciele pleszewskiej inteligencji – profesor liceum Jan Piasecki, fizyk w liceum i w technikum na Zielonej prof. Teodor Krawczyk czy redaktor „Południowej Wielkopolski” Józef Górecki. O Ludwiku Bociańskim – bracie Marii Radomskiej, który po wojnie pozostał na emigracji w Londynie – w czasach PRL właściwie się nie mówiło – mówi Waldemar Szuszczyński.
Koniec pewnej epoki
Na początku lat siedemdziesiątych spokojny świat rodzeństwa Marii i Ludwika Radomskich dobiegł końca. Miasto wykupiło ich grunty pod budowę nowego osiedla mieszkaniowego. Na ich gruntach ( i nie tylko ich) powstały bloki – dzisiejsze ulice: Reja i Modrzewskiego. Pani Maria nie doczekała tej chwili. Zmarła w 1965 roku. – Pogrzeb był ogromny – wspomina pan Waldemar. – Żegnano dobrą, szanowaną panią. Po wykupieniu nieruchomości, willę rozebrano. Gruz z rozbiórki wykorzystano jako podbudowę późniejszego boiska i lodowiska przy ulicy Polskiej Partii Robotniczej (dzisiejszej ulicy Reja). Część mebli trafiła do nowego domu Radomskich przy ulicy Zachodniej. A figurka Matki Bożej z ogrodu? Jej los pozostaje tajemnicą.
Pamięć ważniejsza niż cegły
Dziś po willi przy Poznańskiej 37 nie ma śladu. Trudno uwierzyć, że w miejscu bloków, pawilonu handlowego i parkingów rozciągał się kiedyś park z bzami, oranżerią, basenem i kapliczką. Pozostały wspomnienia. Dlatego są one tak cenne. Bo historia miasta to nie tylko daty i dokumenty. To również zapach kwitnących bzów, majowe nabożeństwa, chłopięce pluskanie w ogrodowym basenie i serdeczna starsza pani, która częstowała sąsiadów warzywami z własnego ogrodu. Już wkrótce Marianna z Bociańskich Radomska zasiądzie – symbolicznie – na swojej ławeczce na placu Powstańców Wielkopolskich. Dobrze, że wraz z nią wracają także wspomnienia o domu, który przez dziesięciolecia był jednym z najważniejszych adresów dawnego Pleszewa.


Imieniny Anny z druhną Marią z Bociańskich – Radomską. Kolejna bohaterka historii Pleszewa
Pleszewskie patriotyczne telegramy przysłane na ślub Marii i Władysława Radomskich

