
Obrazy Sylwii Osińskiej wypełniły przestrzeń dużej sali widowiskowej. Przywieziono też do Pleszewa bryły rudy żelaza, z których słynie Puszcza Pyzdrska, a na jej krańcu leży Kolonia Obory, gdzie zamieszkali przodkowie artystki i gdzie ona stworzyła swoje królestwo. To w pracowni przy drodze wojewódzkiej z Gizałek do Konina, zwanej Leśną Chatą, powstają obrazy, które Sylwia przywiozła do Pleszewa na wystawę. Chata jest widoczna z drogi, malowany trójwymiarowo płot rzuca się w oczy i znalazł się na jednym z obrazów malowanych przez artystkę. A w 2021 roku płot i jego twórczyni stali się gwiazdami TVN.

Tylko wioska
Nie byłam, niestety, w pracowni u Sylwii, co nie znaczy, że jej nie odwiedzę. Jej obrazy ale też to co mówi o miejscu swojego urodzenia, o swojej rodzinnej wiosce, zainspirowały mnie do spojrzenia na świat oczami artystki. Zdradziła mi, że zrezygnowała z nauki w liceum plastycznym i wybrała edukację w pleszewskim liceum, głównie dlatego, że nie wyobrażała sobie życia poza Kolonią Obory. Zaś liceum plastyczne oznaczało internat.

Żelazne domy
Na obrazach utrwala to, co niebawem przeminie, bo jak napisała w okolicznościowym folderze – każdy z nas ma swój czas na ziemi zwany przemijaniem. A ona utrwala to, co przeminęło ale do czego chętnie się powraca. Na obrazach są domy z rudy żelaza, w tym dom modlitwy ewangelików, którzy żyli w Puszczy Pyzdrskiej od końca XVIII wieku i pozostawili po sobie liczne ślady. Przede wszystkim w budowlach z rudy. Wiele z nich się sypie… Odchodzi tak jak odeszli ci, którzy „żelazne domy” stawiali.

Samo życie
Inspiracją dla artystki są stare zdjęcia – prac polowych, skubania gęsi, wypasu kóz, koszenia zboża i podbierania oraz wiązania w snopy. Jest babcia z dziadkiem, rodzina pradziadków Marianny i Walentego Brzezińskich, jest rodzeństwo ojca, sielankowy obrazek rodzinki w bryczce zaprzężonej w jednego konia, na grzbiecie którego siedzi uśmiechnięty chłopczyk. Na jednym z obrazów jest tata Sylwii z siostrami – poważny, zapatrzony w obiektyw. W latach 60. robienie zdjęć nie było codziennością. Dzieci są przejęte.




Monidło, nagrobek
Sylwia oprowadza mnie po wystawie i o każdym obrazie opowiada, tu monidło z dziadkami po mieczu, tam ewangelicki cmentarz, z krzyżem przewróconym. I dziewczynki z nauczycielką przed budynkiem szkoły. Czyżby w Wierzchach? Bo mury są z dudy darniowej. A tu Bożena i Roman grający na akordeonie. Zdaje ci się, że słyszysz dźwięki. Snuje opowieść o dziadku kowalu, który pisał wiersze. Jej Chata Leśna w te klimaty się wpisuje a dwa wiersze można przeczytać w wydawnictwie „Zapomniane dziedzictwo”.
Makatka
Wzruszyły mnie dwa obrazy – jeden ze ścianą (malowaną kredową farbą ze wzorkiem, robionym wałkiem), na której wisi obraz świętej rodziny. Podobne wisiały w sypialniach naszych rodziców. No i makatka z dziewczynką na Dzień dobry! Podobne haftowała moja babcia – pod makatką ukryta była miotła, ręcznik do rąk… Ach wspomnienia!

Kwiaty i kapliczka
Są też na wystawie obrazy z kwiatami rosnącymi na wsi – fioletowe dzwoneczki naparstnicy, pomarańczowe latarenki miechunki, fioletowe stożki łubinu, czerwone maki, biało – żółte margerytki, jest żółta dziewanna, chaber a właściwie całe pole chabrów w łanie zboża. Jest i brzoza samotna i w brzezinie, latem i w zimie. No i kapliczka a na końcu samotny krzyż w polu. „Zapomniane dziedzictwo”, które przywraca artystka z Kolonii Obory rozkochana w krajobrazie, w sztuce ludowej, w zwyczajach, wielowiekowej historii.
Wrodzony talent Sylwia Osińska szlifowała pod okiem profesorów Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi i na Akademii Sztuk Pięknych im. Magdaleny Abakanowicz w Łodzi, gdzie zdobyła tytuł magistra w zakresie sztuk plastycznych.
Odważna i wrażliwa
Otwierając wernisaż dyrektor Zajezdni Kultury Przemysław Marciniak podkreślał, że „Sylwia jest bardzo utalentowana ale też odważna i wrażliwa” – dziękował jej za prawdę ukrytą w jej obrazach. Ona z kolei mówiła, że Kolonia Obory to piękne okolice i ciekawa historia. Obaj cieszyli się, że przybyło na wernisaż tyle osób, które mają potrzebę kontemplować sztukę.

Kapela i pyra
Wernisażowi wystawy „Zapomniane dziedzictwo” towarzyszyła ludowa kapela witająca gości, były smakołyki przygotowane przez panie z KGW z pyrą, gzikiem, kaszanką, swojskim smalcem w roli głównej. W słojach stały suszone grzyby, suszone owoce. Na scenie ustawiono wózek tzw. autko, którym ja byłam wożona. I mam na to dowody czyli zdjęcia. Była więc kolejna okazja do wzruszeń. Bo pierwszą była kapela – w podobnej orkiestrze grał mój tata – na skrzypcach i na klarnecie. Drugą wspomniana wyżej babcina makatka.

Olędrzy w Puszczy Pyzdrskiej
Bardzo interesującą prelekcję o Puszczy Pyzdrskiej i jej mieszkańcach – osadnikach, którzy przybyli na te tereny w XVIII wieku z Niderlandów w poszukiwaniu lepszych warunków do życia – zakładali wsie (często na miejscu wsi wymarłych np. po zarazach) – mieli umiejętności rolnicze i melioracyjne – wygłosiła Wiesława Kowalska – prezeska Towarzystwa Kulturalnego „Echo Pyzdr” , która wraz z mężem Przemysławem odkrywa i popularyzuje historię regionu w tym olęderską przeszłość Puszczy Pyzdrskiej. Podkreślała, że na tych terenach do 1939 roku Niemcy i Polacy tworzyli społeczność wielokulturową ale żyjącą w przyjaźni. Pamiątką po nich są m.in. „żelazne domy” czyli zabudowania z rudy darniowej, gliny i drewna.

Po olędrach został cmentarz w Orlinie Wielkiej
Goście
W czasie wernisażu grała kapela, występowały też młode solistki – Lena Kwiryng i Martyna Paterczyk. Była okazja do rozmów, przede wszystkim o niezwykłej twórczości Sylwii Osińskiej, która nie ma w sobie nic z gwiazdy. Ubrana w biały garnitur w duże modrakowe kwiaty, które jak zdradziła córka Julia, mama „sama sobie namalowała”, starała się z każdym gościem porozmawiać. A przybyli oni z różnych stron – był senator Janusz Pęcherz, była burmistrzyni Chocza Magdalena Marciniak. Część gminy, którą zarządza, leży przecież w granicach Puszczy Pyzdrskiej. Była koleżanka – lekarka z Jarocina – wyróżniała się w gronie gości kolorową sukienką w kwiaty i wiankiem na głowie.




***
Opuszczałam Zajezdnię Kultury jako jedna z ostatnich uczestniczek wernisażu. Spotkałam tu wielu znajomych z czasów kiedy pracowałam w pleszewskim liceum. Miałam i ja na wernisażu Sylwii swoje 5 minut kiedy podeszły do mnie dwie panie – mama i córka, które czytają mojego bloga. I rozpoznały mnie. Zrobiłyśmy sobie fotkę.

Zdjęcia






Zdjęcia wykonane przez Romana Urbaniaka








Czytaj też:
Magiczny ogród Urszuli Cholewy w Lenartowicach – z dawnych szklarni stworzyła raj
Pani na Chorzewie zawsze w kapeluszu, często w zabytkowym samochodzie
Elżbieta Gozimirska – wspomnienie o dobrej pani z pałacu w Kowalewie

