Irena Kuczyńska
Region Pleszewski

Proboszcz, społecznik, polityk z Pleszewa

 70 lat temu zmarł ks. prałat Kazimierz Niesiołowski. Pracował w Pleszewie 53 lata. Co po sobie pozostawił?

Do napisania tego posta zainspirowała mnie Bożena Pinkowska – nauczycielka języka polskiego oraz historii w Szkole Podstawowej w Sowinie Błotnej. Mam opowiedzieć jej uczniom o tym, co pozostawił po sobie ks. prałat Kazimierz Niesiołowski.

Odnalazłam więc w internecie artykuł „Pleszewski szeryf w sutannie”, który 3 listopada 2009 roku napisałam dla „Gazety Pleszewskiej” w 60 rocznicę śmierci kapłana.

Sięgnęłam też po wydaną 10 lat temu publikację „Dzieła wybrane księdza prałata Kazimierza Niesiołowskiego wydane w 60. rocznicę śmierci tego zacnego kapłana, honorowego obywatela Pleszewa”. Przeczytałam raz jeszcze publikację Andrzeja Gulczyńskiego  „ks. prałat Kazimierz  Niesiołowski 1872 – 1949”.

I oto, co postanowiłam opowiedzieć nastolatkom o księdzu, który całe swoje życie zawodowe poświęcił Pleszewowi i jego mieszkańcom. Przepracował w mieście (z przerwą na lata okupacji niemieckiej) 53 lata.

Posłuchajcie… przeczytajcie…

Jest sierpień roku 1896. Na pleszewskiej plebanii zjawia się młodziutki kapłan.  Kilka tygodni temu z rąk abp. Floriana Stablewskiego otrzymał święcenia kapłańskie. Zgodnie z umową, miał odwiedzać chorych, udzielać chrztów, ślubów, prowadzić pogrzeby, przygotowywać dzieci do spowiedzi.

Otrzymać miał za to 1000 marek pensji, wolne mieszkanie, połowę dochodów za wymienianki w dzień zaduszny, połowę z kolędy i wszystkie msze wolne. ,,Gdyby miał własne gospodarstwo, dostanie oborę dla krowy, pastwisko, zimą sieczkę i słomę… Do kościoła w Brzeziu będzie jeździł co drugą niedzielę końmi proboszcza…’’.

Ów neoprezbiter, to ks. Kazimierz Niesiołowski. W 1899 roku miał odejść z Pleszewa, ale zmarł proboszcz ks. Franciszek Michnikowski. Popierany przez dziekana, po złożeniu egzaminów proboszczowskich, 28 – letni kapłan, obejmuje parafię pleszewską.

Rzuca się w wir pracy. Nie przewiduje wtedy, że parafia Ścięcia św. Jana Chrzciciela będzie pierwszą i ostatnią w jego życiu. 120 lat temu parafia liczyła 4500 dusz, kościół wymagał remontu, a morale parafian pozostawiało wiele do życzenia.

Trąbiono sporo po każdym zarżniętym wieprzku, a nawet po obrzędach pierwszej komunii – pisał Adolf Nowaczyński. A ,,Przewodnik Katolicki’’ donosił, że ,,w Pleszewie nawet policja nie jest bezpieczna przed złodziejami, w ostatnich dniach okradziono policję. Złodzieja nie schwytano’’.

Miał więc młody proboszcz wiele do zrobienia. Historia dowodzi, że okazał się dla Pleszewa mężem opatrznościowym. Przez wiele lat był animatorem życia kulturalnego, społecznego, gospodarczego a także politycznego.

Jego działania nie zawsze budziły zachwyt parafian. Kiedy w 1901 roku zaczął (na wydzierżawionym kawałku ziemi przy ul. Lenartowickiej) tworzyć dla dzieci ogródek jordanowski, wielu mówiło, że półhektarowy ogród, za dzierżawę którego trzeba płacić 100 marek rocznie, to ,,marnowanie dobrej ziemi’’.

Jednak kapłan wiedział, że ogródek zapewni dzieciom rozwój fizyczny oraz patriotyczne wychowanie. A  był to czas zaborów, w szkole uczono po niemiecku i kulturę oraz historię ojczystą można było dzieciom przemycać ,,przy okazji’’ zabaw i zajęć w ogródku.

W 1905 roku proboszcz postanowił utworzyć na parafialnej ziemi, nowy ogród, który dostał za patrona Dzieciątko Jezus.  Ogród zaprojektował Adam Kubaszewski z Gołuchowa, ten sam, który był zatrudniony przez Izabelę Czartoryską do dbania o  park w Gołuchowie.

Prowadzeniem ogródka zajmowało się, założone przez księdza,  Towarzystwo Zabaw Ruchowych.  Dzieci nie tylko się bawiły, uprawiały też swoje ogródki. Dostawały za darmo nasionka, przyrządy do pracy. Plony  mogły zanieść do domu.

Pleszewianka – Zofia Mikołajczak, której dzieciństwo przypadło na lata 20. i 30. XX wieku wspomina, że od wiosny do jesieni razem z mamą, siostrą i braćmi chodziła do Ogródka im. Dzieciątka Jezus.

 Spotykało się tam wiele pleszewskich rodzin, dla których ogród był prawdziwym rajem: altany, huśtawki, karuzele, szczudła, koła, piłki. Niekiedy na scenie odbywały się przedstawienia – mówi pani Zofia.

Pamięta, że każdego dnia pod wieczór, przychodził do ogródka ks. prałat. – Podpierał się czarną, cienką laseczką. Często towarzyszył mu mały piesek. W papierowej torbie miał dla nas cukierki, częstował nas i kreślił na czole znak krzyża – wspomina pani Zofia.

Dodaje, że kiedy zachodziło słońce, odmawiali przy figurze pacierz, w maju litanię do Matki Boskiej, śpiewali ,,Wszystkie nasze dzienne sprawy’’ i szli do domów. – Często wspominam przedwojenne lata i ks. Kazimierza Niesiołowskiego, który w trudne i biedne życie pleszewian wnosił tyle światła i dobra – mówi pleszewianka.

W ciepłe dni w ogródku przebywało 200 dzieci, a w niedziele i święta nawet 500 – pisze prof.  Andrzej Gulczyński. 

Ojciec Andrzeja, Czesław opowiadał mi o księdzu Niesiołowskim.  Mieszkał na rynku, więc często widywał księdza, który szedł z plebanii do kiosku z gazetami na dworzec autobusowy (przy północnej ścianie ratusza).

 Kiedyś widział, że kupuję papierosy, nie wierzył, że to dla wujka i krzyczał – mówił pan Czesław. Wspominał on księdza rozdającego dzieciom lody z wózka pana Guzikowskiego. Pamięta zagonki w ogródku, które każde dziecko uprawiało, pieliło, podlewało, a potem otrzymywało od księdza nagrodę.

Pan Czesław chodził do ochronki prowadzonej przez siostry służebniczki, które także, w 1905 roku,  sprowadził do Pleszewa ks. prałat. Dodajmy, że  zakonnice zbudowały w Pleszewie pierwszy szpital na gruntach wykupionych od parafii.

W swoje imieniny ks. Niesiołowski przychodził, dzieci deklamowały wierszyki a on częstował nas plackiem i kakao – kontynuował swoją opowieść  pan Czesław.  pleszewianin.

Ma on też inne wspomnienia.  Kiedy na lekcji religii ktoś był nieprzygotowany, ksiądz wyjmował zza cholewy trzcinę i bił po łapach. Ale zawsze wzbudzał szacunek. Kiedy przychodził, całowaliśmy go w rękę – dodaje.

Ksiądz Niesiołowski w 1910 roku ożywił też działalność, istniejącego od 1888 roku, Towarzystwa Czytelni Ludowych, które wypożyczało książki, organizowało przedstawienia, a w lipcu 1918 roku, w hotelu Wiktoria,  zorganizowało wystawę i sprzedaż książek. A już w czasach II RP organizowało np. obchody rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, proboszcz wydzierżawił od miasta dawną szkołę żeńską przy ul. Sienkiewicza i urządził tam  Książnicę im. Elizy Orzeszkowej.  Była tam sala posiedzeń, czytelnia, muzeum powiatowe (a w nim 8 strojów ludowych, szafa z malowankami, minerały z okolicy, wykopaliska, zbiór monet, herbarium), wypożyczalnia – pisze prof. Gulczyński.

Ksiądz  Niesiołowski inicjował powstanie wielu towarzystw i organizacji. Np. w 1912 roku  założył Towarzystwo Kobiet Pracujących z wykładami, odczytami, wycieczkami prowadzonymi przez pleszewskiego aptekarza Stanisława Suchockiego i kursami języków, w tym polskiego (!!!).

W 1913 roku, jako pierwszy w Wielkopolsce,  zainteresował się też skautingiem. Za jego namową, wikariusz ks. Jan Bąk, utworzył w Pleszewie pierwszą drużynę skautową z Tomaszem Michałowiczem na czele. Przez cały okres międzywojenny ks. prałat był kapelanem pleszewskiego hufca.

Mówiąc o tym, co pozostało po ks. Niesiołowskim, nie sposób nie wspomnieć o ogrodzie działkowym, który  w 1925 roku powstał na kościelnych gruntach kościelnych  przy ulicy Prokopowskiej i o Domu Parafialnym.

Pomysł na budowę takiego obiektu na miejscu rozebranej plebańskiej stodoły u zbiegu ulic Lenartowickiej i Prokopowskiej, zrodził się w głowie proboszcza jeszcze za czasów pruskich.  Jednak sfinalizować go udało się dopiero w latach 30. w wolnej Polsce.

Bardzo nowoczesny, na owe czasy budynek miał  widownię na 400 osób, ze sceną, budką suflera, kulisami, balkonami, salkami, toaletami, pomieszczeniami  na muzeum, na bibliotekę, mieszkaniami dla kościelnego i organisty.

Otwarcie zaplanowano na lipiec 1934 roku, kiedy odbywał się w Pleszewie  XIV Zjazd Katolicki z udziałem gości z całej Polski. To tu odbywało się  wiele imprez, przedstawień, zabaw, działało wiele stowarzyszeń, funkcjonowała tu biblioteka przeniesiona z ul. Sienkiewicza oraz muzeum.

Żadna uroczystość w domu parafialnym bez proboszcza się nie rozpoczęła.  Kiedy wchodził, wszyscy wstawali – mówił  Czesław Gulczyński. Pamięta też sytuację, kiedy proboszczowi coś w przedstawieniu się nie podobało. – Wtedy wstawał i po prostu wychodził – wspomina pleszewianin.

Szerzenie kultury, oświaty, praca z dziećmi, chóry – wszystko to miało odwrócić uwagę rodaków od nadużywania alkoholu. Pleszewski proboszcz był w całym kraju znany z działalności w towarzystwach abstynenckich dla świeckich i dla duchowieństwa.

Nie było mu łatwo. Kiedy utworzył w mieście bezalkoholową kawiarnię, zwróciło się przeciwko niemu lobby właścicieli szynków, knajp i gospód, którzy bali się, że mieszkańcy miasta przestawią się z okowitki na kawę.

I jeszcze jedna ważna dziedzina działalności księdza. Kiedy w 1918 roku zaistniała możliwość odrodzenia się Polski po latach rozbiorów,  ks. prałat Niesiołowski włączył się w tworzenie Komitetu Obywatelskiego w Pleszewie. Był liderem Rady Ludowej. Był jednym z 11 delegatów na Polski Sejm Dzielnicowy w Poznaniu w grudniu 1918 roku.
6 stycznia 1919 roku przemawiał na Rynku podczas  przejmowania władzy przez Polaków.

W 1925 roku z jego inicjatywy na ścianie kościoła farnego umieszczono dwie tablice: na jednej upamiętniono 97 pleszewian poległych w I wojnie światowej, na drugiej 21 ofiar wojny polsko – sowieckiej i powstania wielkopolskiego. Na cmentarzu parafialnym, jego staraniem, ustawiono pomnik powstańców wielkopolskich.

Był też ks. prałat publicystą. W latach 30. wydawał ,,Wiadomości parafialne’’. Jednak najbardziej znana publikacja ks. Niesiołowskiego „Szkice i sylwetki z przeszłości Pleszewa” jest poświęcona znanym pleszewianom – ludziom pracy organicznej, którą tak promował swoim życiem prałat.

Na zdjęciu poniżej otwarcie tartaku w Pleszewie, gdzie zaproszono proboszcza, aby poświęcił obiekt.

A tu rachunek wystawiony przez Pleszewską Fabrykę Wyrobów Papierowych na nazwisko księdza proboszcza Niesiołowskiego.

Ostatnie lato przed II wojną proboszcz spędzał z rodziną Suchockich na Podolu. W październiku 1939 roku gestapowcy ,,wywlekli go z łóżka’’. Ponieważ był chory, powiedzieli, że ,,przyjdą później’’.

Wrócili po księdza 7 października 1941. Wywieźli go do Fortu VII w Poznaniu,  potem był pracował w domach zakonnych w Warszawie i Piotrkowie Trybunalskim w Generalnej Guberni.

Wrócił do Pleszewa w 1945. Pracował,  mimo trudności zdrowotnych. W 1949 zachorował. Zmarł w pleszewskim szpitalu 5 listopada 1949 roku. 8 listopada został pochowany na cmentarzu przy ul. Kaliskiej.

W tym roku mija 70 rocznica  śmierci ks. prałata Kazimierza Niesiołowskiego.  Pleszew pamięta o kapłanie, który pracował w mieście 53 lata.  Na kościele Ścięcia św. Jana Chrzciciela odsłonięto tablicę pamiątkową.

10 lat temu na Murze Pamięci odsłonięto kolejną tablicę. Rodzinnemu Ogrodowi Działkowemu nadano jego imię.

W 1983 roku, kiedy obchodzono hucznie 700 – lecie miasta Pleszewa, na obelisku okolicznościowym umieszczono z jednej strony medalion z wizerunkiem króla Przemysła II, który w 1283 roku po raz pierwszy w dokumencie sądowym wspomniał „civitas Plessov” czyli „miasto Pleszew”.

Od strony ratusza umieszczono nazwiska trzech osób, które zdaniem ówczesnych władz Pleszewa, zasługują na pamięć. Jest to animator kultury Włodzimierz Jacorzyński, szewc Wilczek oraz ks. Kazimierz  Niesiołowski.

W 1990 roku odcinek ulicy Lenartowickiej od skrzyżowania z Hallera nazwano ks. Kazimierza  Niesiołowskiego.

Stare zdjęcia ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Pleszewie

Skomentuj na Facebooku