Irena Kuczyńska
Najnowsze na blogu

Przy Ogrodowej 3 była stolarnia, będą mieszkania

Tak się zmienia Pleszew

Czy wiesz, że klikając w reklamy wspierasz funkcjonowanie mojego bloga?

Ciekawa jest historia nieruchomości przy ulicy Sienkiewicza 20, gdzie przez 70 lat produkowano meble. Wejście do stolarni było od ulicy Ogrodowej 3. Wkrótce dawna stolarnia zostanie przerobiona na mieszkania. Ale duch miejsca pozostanie…

Posesja, której historię w tym poście  opisuję, jest położona  pomiędzy dwoma ulicami:  Sienkiewicza  i Ogrodową.   Dwupiętrową kamienicę z czerwonej cegły przy ul. Sienkiewicza 20 zbudowano w końcówce XIX wieku, jeszcze w czasach pruskich.  Miała na parterze sklepy, na piętrze obszerne mieszkanie z balkonem, który widać na zdjęciu z 1917 roku. Wtedy, a były to czasy zaboru pruskiego, ulica nazywała się Breslauer Strasse – czyli ulica Wrocławska. Drugie zdjęcie (Roman Kazimierz Urbaniak) przedstawia ten sam fragment ulicy – już Sienkiewicza w listopadzie 2019 roku.

W 1917 roku mieszkał w kamienicy  ostatni pruski  burmistrz Pleszewa. Podobno prowadził on warsztat stolarski w podwórzu  – taką informację przekazał mi  Tadeusz Tomaszewski – wnuk Mikołaja Misiaka, który w 1919 roku miał sprowadzić się z Ostrowa do Pleszewa i na początku lat 20. nabył poniemiecką nieruchomość z zamiarem  prowadzenia w niej stolarni. Z czasem rozbudował ją, unowocześnił i przekształcił w fabrykę.

A oto jeszcze jedno zdjęcie  Breslauer Strasse z kamienicą z elementami architektury klasycystycznej, która od 15 kwietnia 1993 roku znajduje się w Rejestrze zabytków.  Fotka – jest własnością muzeum Regionalnego w Pleszewie. I ta sama perspektywa na zdjęciu Romana Urbaniaka z listopada roku 2019.

Na początku  lat 20. Fabrykę Mebli Stylowych i Mebli Tapicerowanych M.W. Misiak założyli i prowadzili dwaj bracia Mikołaj i Wawrzyniec, ale w końcówce lat 20. Wawrzyniec miał się przenieść do Warszawy, gdzie otworzył przedsiębiorstwo spedycyjne.
A Mikołaj pozostał i stolarnię rozwijał. Informację o początkach Fabryki Mebli Stylowych otrzymałam od Tadeusza Tomaszewskiego, którego wuj Jan – syn Mikołaja Misiaka, na początku lat 90. odzyskał  pozostałości po fabryce.

To on mówi, że założyciele Fabryki – jego dziadek i brat dziadka Wawrzyniec byli Powstańcami Wielkopolskimi, co im Niemcy przypomnieli w 1939 roku. Na początku II wojny światowej Mikołaj Misiak, podobnie jak ks. Roman Zientarski, był jednym z około 20 zakładników więzionych w więzieniu w Pleszewie. Później, wraz z niektórymi z nich, został przewieziony do Fortu VII w Poznaniu. Był tam bity i torturowany przez Gestapo – mówi Tadeusz Tomaszewski.

Uratować, od niechybnej śmierci przetrzymywanych w Forcie VII w Poznaniu pleszewiaków, miały „panie Hochmut z pleszewskich młynów”, którym Mikołaj Misiak uratował życie w czasie Powstania Wielkopolskiego.

Mikołaj Misiak urodził się  9 listopada 1885 roku w Tomaszewie pod Pleszewem w rodzinie wielodzietnej. Wnuczka jego brata Jana – Nina Misiak-Sęk  z rodzinnych przekazów wie, że Misiaków było piętnaścioro, przy czym dwoje zmarło w dzieciństwie.

Na początku XX wieku  Misiakowie, podobnie  jak wielu młodych mieszkańców Wielkopolski, rozjechali się po świecie za pracą. Jedni do Westfalii i Nadrenii, inni  do Ameryki. Zarobione pieniądze inwestowali w odradzającej się II Rzeczpospolitej Polskiej – twierdzi Nina Misiak – Sęk.
Jej dziadek Jan kupił gospodarstwo w Broniszewicach, jego brat Wincenty otworzył zakład kołodziejski w Wieczynie,  kolejny Misiak miał odlewnię żeliwa w Jarocinie, Teodor kupił  gospodarstwo w Czerminie, z pieniędzy zarobionych przez fabrykę kupiono drukarnię w Poznaniu, którą prowadził Leon. Jeden  Misiak został w Ameryce. Julia Misiak wyszła za mąż za niejakiego Radziejewskiego z Pleszewa.

Tymczasem wracamy do Mikołaja Misiaka, który w 1920 roku sprowadził się z rodziną do kamienicy przy Wrocławskiej 20 i otworzył warsztat stolarski.  W 1921 roku  naukę stolarskiego rzemiosła rozpoczynał u Misiaków Feliks Karolczak –  ojciec Witolda Karolczaka, który mieszkał w sąsiedniej kamienicy, też oznaczonej nr 3 (taki numer ma też opuszczona kamienica za ZUS-em).

Meble z fabryki  Misiaków miały wzięcie. Sypialnie, jadalnie, komplety gabinetowe, kuchnie. Do dobrego tonu należało posiadanie mebli „od Misiaka”. W wielu domach stoją do dziś. Tak jest u Maruszewskich w Tursku.

Cały zestaw do jadalni kupiła  prababka  Mirosława Maruszewskiego – Marcjanna Foterek z Jedlca. To były bardzo mocne meble, pojechały razem z prababcią koleją do Katowic, a po jej śmierci, w latach 70. wróciły do Wielkopolski. Każde z dzieci dostało coś z tego kompletu. Mojemu dziadkowi przypadł w udziale kredens – mówi Mirosław Maruszewski.

Po odnowieniu w latach 90. XX wieku, kredens pozostał piękny. Dodaje blasku salonowi Maruszewskich.   Kiedy się w niego puka, to dzwoni, prawdziwa dębina – podkreśla Mirosław Maruszewski i pokazuje detale na starym prababcinym meblu „od Misiaka”.  Znakiem rozpoznawczym są kiście winogron na drzwiach od kredensu.

Ale nie tylko kredens. W domu Maruszewskich jest jeszcze stół okrągły z czterema krzesłami. Na strychu stoją meble od zestawu sypialni: trzydrzwiowa szafa, nocne stoliki, toaletka, wszystko pięknie fornirowane. Łóżka zostały zlikwidowane wcześniej.Mirosław Maruszewski  odnalazł  w Bazie Indeksacji Archiwalnej akt urodzenia Mikołaja Misiaka. Jest tam też adnotacja o śmierci w kwietniu 1976 roku. Tymczasem cofamy się do początków funkcjonowania firmy. Mikołaj Misiak był osobą znaczącą w Pleszewie. W roku 1925  uczestniczył  w pracach  Komitetu Wykonawczego Wystawy Rolniczo – Przemysłowej, która odbywała się w Pleszewie w dniach 15 – 19 sierpnia. Firma „Misiak – Pleszew – Meble” była wśród 104 wystawców.

Rok później przedsiębiorca firmę rozbudował. W podwórzu powstał piętrowy warsztat. Do dziś nad wejściem do dawnej stolarni można  zobaczyć datę  budowy – 1926.

Tadeusz Tomaszewski, który jest w posiadaniu rodzinnych dokumentów i pamiątek, mówi, że  w Fabryce Mebli Stylowych jego dziadka produkowano nie tylko meble salonowe, gabinetowe, kuchenne.
U Misiaka robiono też ławki do kościołów, a ks. Kazimierz Niesiołowski zamówił u Misiaka  wyposażenie do Domu Parafialnego im. Ks. Piotra Skargi w Pleszewie, który został wybudowany w 1934 roku.

W księdze rachunkowej są m.in. „drzwi dwuskrzydłowe frontowe, drzwi wewnętrzne od antrejki, drzwi do suflera w sali głównej, drzwi wewnętrzne pokojowe, 6 okien 6 – skrzydłowych, 4 okna 4 – skrzydłowe dubeltowe, drzwi na strych, okna do kasy, balustrada podbita od spodu dyktą, szafa do sali „Sokoła”, szafa na korytarzu do przechowywania węża od wody, stojaki do garderoby, stół do garderoby” a „zeszklenie wszystkich drzwi szkłem należało do firmy St. Bendlewicz i sp.”

W stolarni przy ul. Wrocławskiej 20  powstawały ławki, szafki  i półki oraz wieszaki dla żołnierzy przede wszystkim 70 pułku piechoty w Pleszewie ale też dla dowództw okręgów z Poznania, Torunia, Katowic, Krakowa, Brześcia n/Bugiem i innych jednostek.
Nina Sęk – Misiak mówi, że  dwa komplety mebli  mają w salonie siostry służebniczki z Pleszewa. Mówi o dużym stole, krzesłach obitych skórą, kredensach.

Dzięki Witoldowi Karolczakowi – synowi Feliksa Karolczaka, który pracował u Misiaka od 1921 roku, wiemy, jak w 1926 roku wyglądała nowa stolarnia z zewnątrz i od wewnątrz.
W pierwszym rzędzie od lewej stoi w stolarskim fartuchu Feliks Karolczak. Fotkę zrobiono w zakładzie fotograficznym H. Szymańskiego w Pleszewie w roku 1926, kiedy firmę prowadzili jeszcze bracia : Mikołaj i Wawrzyniec. Można domniemywać, że na zdjęciu w centralnym miejscu są oboje, przy czym Mikołaj, to ten wyższy ( chyba?).

O Fabryce Mebli stylowych pisała też pleszewska prasa. W numerze „Tygodnia Pleszewskiego” z 14 maja 1930 roku znajduje się notatka o tym, że grupa pań z Katolickiego Kola Polek zwiedzała Fabrykę  Misiaka. Oprowadzał je po niej właściciel. Na parterze była „hala maszynowa o napędzie elektrycznym”, na piętrze przygotowane na dole elementy łączy zręczny pracownik, tworząc  szafy, bufety. Mikołaj Misiak tłumaczył pleszewiankom, że „zanim drewno stanie się meblem, pięciokrotnie wraca na salę maszynową.”

Panie z zaciekawieniem oglądały dział formowania i specjalną prasę wykonaną w firmie S. Samulski i Sp. „W dziale rzeźby  panie podziwiały zręczność pracowników, w których rękach  z dłutkiem, chropowate kawałki drewna stawały się jagodami i liśćmi winogron”. W dziale politury kobiety przez 2 – 3 godziny froterowały drewno, aby nadać mu połysk. Scan artykułu w załączniku, który udostępnił Tadeusz Tomaszewski.

W latach 30. XX wieku w Fabryce Misiaka pracowało 70 osób.  Zdaniem wnuka, lokalizacja stolarni sprzyjała rozwojowi firmy. Blisko było z Ogrodowej do dworca pleszewskiej kolejki. Przewożone wozami konnymi meble, ładowano na bocznicy kolejowej do wagonów. Niżej reklama zamieszczona w folderze Pleszewskiej Wystawy Przemysłowej w roku 1938. (Muzeum Regionalne w Pleszewie)

Chyba sprzed wojny, albo z pierwszych lat po wojnie,  pochodzi też zdjęcie konduktu pogrzebowego, gdzie widoczna jest kamienica Misiaka z witrynami wystawowymi i widoczną reklamą na balkonie. (Foto firma Antum)

Pierwszy raz firmę odebrali Mikołajowi Misiakowi Niemcy w 1939 roku. Nowy właściciel Wilhelm Laube zamieszkał w mieszkaniu na I piętrze, a Misiakowie zostali przeniesieni do  mieszkania na II piętrze. Ale Niemiec zatrudnił dziadka w stolarni  i stosunkowo dobrze traktował – podkreśla Tadeusz Tomaszewski.

Witold Karolczak   wspomina  powtarzane przez ojca wydarzenie z końca wojny. Kiedy na ulicy Kaliskiej, zmarł Niemiec, inny Niemiec zwrócił się do Misiaka, żeby przysłał  pracownika do wykonania nagrobka z drewna. On oddelegował  Feliksa Karolczaka. Ten miał usłyszeć od Niemca pogróżkę, że „jak będzie się ociągał z pomnikiem do końca wojny, to go znajdzie i zabije”.

Z czasów okupacji zachowały się rysunki – szkice szafy, toaletki i nocnego stolika, które wykonał Feliks Karolczak w warsztacie. A udostępnił je syn Witold. Takie same meble zrobił pan Feliks dla swojej żony w prezencie ślubnym w 1941 roku.  Był on w firmie projektantem, brakarzem a w czasach „terenówki” ( po 1951 roku) kierownikiem kontroli technicznej.

Po wojnie Misiakowie  wrócili do swojego mieszkania na pierwszym piętrze z balkonem, odzyskali stolarnię, Mikołaj zaczął organizować pracę w warsztacie. Osobiście kierował  produkcją, zaś jego syn Zygmunt zajmował się zaopatrzeniem zakładu.

Zapamiętał to  to Jan Ciesiółka, który w 1948 roku  zaczął naukę zawodu  w Fabryce Mebli Stylowych u mistrza Misiaka.

Robiliśmy sypialnie, stylowe kanapy, biurka, szafy, meble kuchenne, a wszystko to było wystawiane w sklepie przy Sienkiewicza 20 i sprzedawane na wolnym rynku – wspomina pan Jan. Pamięta doskonale maszyny, które stały w stolarni: piły, heblarki, wyrówniarki, sękarki. Pamięta też  współpracowników. Było ich 24. Nikt już nie żyje, a pan Jan ma ich przed oczyma i wymienia nazwiska. Na piętrze pracowali: Ludwik Kałużny, Marian Szalczyński, Jan Czerwiński, Józef Chatliński, Franciszek Mehr, na parterze: Jan Rogala, malarz Teodor Miecznik, druga żona jego ojca pani Miecznikowa meble polerowała. Był jeszcze pan Szymanek z Nowej Wsi, Władysław Garstka z ulicy Nowej w Pleszewie i drugi Władysław Garstka, „który ożenił się do Twardowa”, Feliks Karolczak, Michał Przybylski – późniejszy dyrektor firmy, Czesław Przybylski – w przyszłości dyrektor punktu przy Garncarskiej,  Jenerowicz (imienia pan Jan nie pamięta) – stolarz budowlany, spec od okien i drzwi wahadłowych – wymienia Jan Ciesiółka, który  „u Misiaka”  pracował przy prasie a później w czasach „terenówki” był szefem związków zawodowych.

Mówi, że Misiakowie mieli syna Zygmunta, który pracował z ojcem, Stefana, który „pracował w ministerstwie”,  Janusza i córkę Zofię, która „wyszła za mąż za  mecenasa Tomaszewskiego”.To jej  syn Tadeusz opowiedział mi o dziadku i jego firmie.

Jan Ciesiółka dobrze wspomina swojego pierwszego szefa.  „Pan Misiak często wzywał mnie do siebie, dawał mi pieniądze i mówił: idź do  banku”.

Zmiana przyszła nagle. Jan Ciesiółka pamięta, że w listopadzie 1951 roku poszło do Mikołaja Misiaka 5 osób z załogi (wybranych przez Polską Partię Robotniczą i Związki Zawodowe)  i powiedzieli mu, że „od dzisiaj już nie jest właścicielem, bo oni  przejmują zakład, który będzie upaństwowiony”. I tak właściciel, od swoich pracowników dowiedział się, że  nie ma już ani firmy ani kamienicy. Owszem, może pracować, ale jako stolarz w warsztacie. Może też zajmować mieszkanie, ale musi za nie płacić czynsz.

W artykule  „Kaliskie Przedsiębiorstwo Produkcji Leśnej „Las” w „Roczniku Pleszewskim 2013”  Stanisław Szurek pisze, że „Zarządzeniem Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Poznaniu z dnia 27 listopada 1951 roku, po upaństwowieniu istniejącej Fabryki Mebli Stylowych, utworzono Jarocińskie Zakłady Przemysłu Drzewnego z siedzibą w Pleszewie. Administracja i główna produkcja mieściły się w Pleszewie przy ul. Sienkiewicza 20”.

Jan Ciesiółka dodaje, że syn Misiaka Zygmunt wyjechał z Pleszewa do Poznania, natomiast starszy pan przez kilka tygodni przychodził do pracy, ale wkrótce i on zrezygnował. Już tylko mieszkał  w lokalu, który mu pozostawiono. Widział, jak w jego fabryce rządzą nowi ludzie. Na pewno wsłuchiwał się w odgłosy dobiegające z warsztatu, bo patrzeć z okna na podwórko i warsztat nie mógł. Wnuczka jego brata – Nina Sęk mówi, że nowi właściciele zamurowali okno z widokiem na warsztat. Wie to z rodzinnych przekazów.

Dodaje,  że wszystkich Misiaków nowa władza pozbawiła dorobku całego życia. Stracił drukarnię stryj w Poznaniu, odlewnię w Jarocinie Wawrzyniec, a jej dziadek Jan, który miał w Broniszewicach gospodarstwo, był prześladowany jako kułak.

Nina  Sęk, bywała jako dziecko  w mieszkaniu  stryja Mikołaja przy ulicy Sienkiewicza 20. Doskonale go pamięta. Był wysokim mężczyzną, bardzo eleganckim, nosił czarną dyplomatkę, kapelusz i biały jedwabny szal z frędzelkami wokół szyi, opadający na tę dyplomatkę – wspomina stryjeczna wnuczka. Mówi, że w jego mieszkaniu było pełno mebli z warsztatu, stały ciasno poupychane i zajmowały każde wolne miejsce.

Mikołaj Misiak mieszkał nad upaństwowionym zakładem 25 lat. Dożył 91 roku życia. Żona Anna odeszła przed upaństwowieniem zakładu – w marcu 1951 roku. Nina Sęk mówi, że „stryj podobno chciał się nawet żenić z wdową z sąsiedztwa, ale  dzieci miały z tym problem”. Po śmierci żony gospodarstwo
panu Mikołajowi prowadziła gosposia. Wspomina to  Jan Ciesiółka oraz Joanna Liberacka, która w 1963 roku podjęła pracę w „terenówce”. I pamięta przystojnego starszego pana, elegancko ubranego. Mówiono, że  był kiedyś właścicielem firmy…

Pana Misiaka pamięta Maria Mikołajczak. Jej ojciec był krawcem, miał zakład przy ulicy Słowackiego. I to tam, do pana Leona zaglądał Mikołaj Misiak. Tam szył swoje garnitury, tam oddawał je do przeróbek czy prasowania. Zawsze miał na głowie czapkę lub kapelusz, w zimie czarny, a lecie biały. Mówił, że nie wypada chodzić z odkrytą głową. Był dystyngowany, miał nienaganne maniery- podkreśla pleszewianka.

Zanim przejdę do opowieści o tym, co się działo w firmie przy ulicy Sienkiewicza 20, albo jak kto woli, przy Ogrodowej 3, po przejęciu jej przez państwo, dokończę wątek Mikołaja Misiaka – jej założyciela.

Nina Sęk pamięta jego pogrzeb w kwietniu 1976 roku na cmentarzu przy ulicy Kaliskiej, gdzie we wcześniej zbudowanym grobowcu, spoczywała jego żona Anna, przedwcześnie zmarła córka Marylka i dwaj bracia. Pani Nina mówi, że później pochowano tam też innych krewnych m.in. Wawrzyńca Misiaka z Jarocina, oraz Zygmunta i Jana – synów Mikołaja.

Grobowiec Misiaków  znalazła na cmentarzu Anna Pyszkowska – Kwiecińska. W sąsiedztwie spoczywa jej prababcia. To Ani dziękuję za zdjęcia…

Wątek Misiaków pojawi się w tej opowieści jeszcze raz w roku 1993, kiedy Minister Przemysłu i Handlu unieważni decyzję Ministra Przemysłu Lekkiego z 7 sierpnia 1951 roku o przejęciu Fabryki Mebli Stylowych przez Skarb Państwa i Spadkobiercy Mikołaja Misiaka zgłoszą roszczenia reprywatyzacyjne – pisze Stanisław Szurek w artykule „Kaliskie Przedsiębiorstwo Produkcji Leśnej „LAS” w Pleszewie w „Roczniku Pleszewskim 2013”.

Rok wcześniej, 29.09.1992 zapadła decyzja o postawieniu Przedsiębiorstwa „Las” w stan likwidacji. Rok później ogłoszono upadłość.  A majątek był kolejno sprzedawany na zaspokojenie roszczeń właścicieli. Pracownicy byli zwalniani z pracy do 1999 roku – pisze Stanisław Szurek. Zakończenie postępowania upadłościowego nastąpiło 17 listopada 1999 roku.

Nina Sek dodaje od siebie, że „kiedy tylko dowiedziała się o upadłości firmy „LAS” zaraz „zadzwoniła do córki wuja Mikołaja” i rodzina zaczęła działać.

Tymczasem wracam do roku 1951, kiedy Fabryka Mebli Stylowych została upaństwowiona. Podobno przedstawiciele klasy robotniczej, którzy odebrali Misiakowi stolarnię, pili z radości przez kilka dni. Na początku dyrektorzy się zmieniali. W pierwszych czterech latach było ich pięciu, pierwszym był  wspomniany już wyżej pracownik Misiaka Teodor Miecznik. W 1955 roku został nim Michał Przybylski, który też pracował „u Misiaka” przed wojną, potem u Niemca w czasie okupacji, potem „u Misiaka” po wojnie i po upaństwowieniu też – podkreśla Jan Ciesiółka.

Nazwa firmy zmieniała się kilkakrotnie, bo przedsiębiorstwo się rozrastało ale przy ul. Ogrodowej zawsze była stolarnia, która miała nazwę  Fabryka Mebli. Od ul. Sienkiewicza 20 był Dom Usług i sklep fabryczny. Można to przeczytać w artykule Stanisława Szurka.

Jan Ciesiółka pamięta,  że na początku po przejęciu firmy w 1951, produkowano tu tylko meble, jak „u Misiaka”, ale już nie stylowe. Potem mebli nie było, wykonywano …  inkubatory do wylęgania kurczaków. Produkowano je przez dwa lata „na tych starych maszynach od robienia mebli stylowych”. Pan Jan mówi, że na pierwszym piętrze w stolarni budowano inkubatory a na drugim piętrze skrzynki do jaj. Potem to montowano.

W 1953 roku pan Jan poszedł do wojska, kiedy dwa lata później wrócił do firmy, po inkubatorach nie było śladu. Szła produkcja mebli: sypialni z małżeńskimi łóżkami, okrągłym stołem, krzesłami, szafą, toaletką i nocnymi stolikami.

Komplety mebli „do sypialki” robiono z płyty stolarskiej. Na to nakładano masę szpachlującą imitującą drewno. Potem malowanie, lakierowanie i mebel błyszczał i podobał się klientom nie tylko w Pleszewie ale też w Jarocinie a nawet na Śląsku, dokąd meble wywożono z Pleszewa pociągiem czy samochodami.

Witold Karolczak, który mieszkał z rodzicami przy Ogrodowej 7, pamięta wozy (platformy)  konne z firmy Mariana Szuszczyńskiego (dzisiaj jest tu siedziba Muzeum Regionalnego), przewożące  meble na bocznicę, gdzie  ładowano je do wagonów.

W latach 60.  przy Ogrodowej 3 zaczęto robić tapczany, a właściwie kanapotapczany. W małych mieszkaniach były bardzo przydatne. Produkcja szła taśmowo. Na parterze  stolarze robili szkielety do tapczanów i ramy, które windą (zewnętrzną) jechały na piętro. Tam pracowali tapicerzy. Jedną kanapę robiło 15 tapicerów. Sprężyny były ujarzmiane, na to szła wyściółka i lniana słoma. Robiliśmy 300 kanapotapczanów miesięcznie – wspomina dyrektor Władysław Zacłona, który przyszedł do firmy w 1972 roku.

Lata 70. należały do półkotapczanów  o nazwie „student”. Produkowano je taśmowo –  mówi pan Jan. Popyt na  mebel, który w dzień służył do pisania i odrabiania lekcji, a wieczorem stawał się tapczanem, był hitem. Za zdjęcia serdecznie dziękuję Jarosławowi Gozdowiakowi i Wiesławie Kozłowskiej oraz Norbertowi Zaczkowi, który przysłał zdjęcie „studenta” z nadstawką i dostawioną obok szafą – co stanowiło komplet

Powstawało właśnie osiedle Reja (wtedy PPR – Polskiej Partii Robotniczej) HISTORIA TUTAJ i do małych pokoików taki mebel wielofunkcyjny świetnie się nadawał. Zwłaszcza, że miał jeszcze półeczki oszklone na książki i zamykaną szafkę. „Studenta” miał wymyślić  Władysław Zacłona, który przeszedł na emeryturę w 1983 roku.  Dobra passa firmy trwała jeszcze w latach 80.

Od początku lat 90. XX wieku firma była w upadłości.  Odzyskały ją dzieci i wnuki Mikołaja Misiaka.  „Państwo przejęło w 1951 roku doskonale funkcjonującą firmę, oddało po 40 latach ruinę” – podkreśla Tadeusz Tomaszewski.

Przez kolejne lata stolarnia stała pusta, a właściwie z tym, co pozostawili pracownicy „terenówki”. Byłam tam w czerwcu 2019 roku,  po tym jak firma Antum nieruchomość kupiła z zamiarem wybudowania w tym miejscu mieszkań. Budynki po dawnej fabryce pozostawały w opłakanym stanie. Ciekawostką było, że na stropie 1 piętra, pozostały tory, po których  jeździły wagoniki którymi przewożono materiały.

Wkrótce stare mury wypełnią się nową treścią. Ale  genius loci czyli  duch miejsca przetrwa. I w czasie sentymentalnych wędrówek po mieście Pleszewie, przewodnik zatrzyma się przy Ogrodowej 3 i powie: „tu czasach w II Rzeczpospolitej Mikołaj Misiak prowadził Fabrykę Mebli Stylowych”.

Czasy, kiedy przy Ogrodowej 3/Sienkiewicza 20 funkcjonowała tu firma państwowa o różnych nazwach opisał szczegółowo Stanisław Szurek we wspomnianym wyżej artykule.

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku