Irena Kuczyńska
Region Pleszewski Z historii

Ciekawa historia kamienicy „po doktorze Sąginie” przy ul. Poznańskiej 35

Do opisania historii kamienicy, która teraz stoi na rogu ulicy Poznańskiej i Bogusza, zainspirowało mnie zdjęcie, które pojawiło się  na profilu Historyczny Pleszew. Wywołało wielkie zainteresowanie pleszewian. A ja postanowiłam prześledzić historię  kamienicy „po doktorze Sąginie”.

Kamienica przy ul. Poznańskiej 35 w latach 60.? Zdjęcie ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Pleszewie

Adam Staszak, dyrektor Muzeum Regionalnego w Pleszewie uważa, że kamienica pochodzi z początku XX wieku, prawdopodobnie jeszcze z czasów pruskich. W książeczce „Od pijawki do … stacji dializ” Edward Horoszkiewicz pisze, że w 1935 roku budynek kupił od niemieckiego banku dr Kazimierz Sągin, który wraz z rodziną w nim zamieszkał.

Kim był człowiek, który zapisał się w pamięci tylu pleszewian ? Urodził się w 1897 roku we wsi Pustynia w mohylewskiej  guberni w Rosji. Trzeba tu wyjaśnić, że do 1918 roku, tereny od  Prosny na wschód   leżały w Królestwie Polskim czyli w Imperium Rosyjskim.  Znaczy to, że Kazimierz Sągin był poddanym cara Mikołaja II, podobnie jak mieszkańcy np. Chocza czy Kalisza.

Jedyne zdjęcie dr Kazimierza Sągina, jakie udało mi się zdobyć dzięki Katarzynie Rutkowskiej. Biogram dr Kazimierza Sągina pochodzi z książki doktora Edwarda Horoszkiewicza „od pijawek do stacji dializ”

Studia medyczne Kazimierz Sągin rozpoczął na wydziale lekarskim w Kijowie. W 1920 roku zamieszkał we Lwowie, którego mieszkańcy wywalczyli przyłączenie miasta do II Rzeczpospolitej. Tu podjął studia medyczne na wydziale lekarskim Uniwersytetu im. Jana Kazimierza.

Ukończył je w roku 1925. Był już wtedy żonaty z Marią Dubiecką z Wołynia. Sąginowie mieli córkę i  w trójkę przyjechali do Wielkopolski, z której  po powstaniu II Rzeczpospolitej, wyjechali do Niemiec urzędnicy oraz lekarze.

Było zapotrzebowanie na jednych i drugich. I to z Galicji jechała do Wielkopolski inteligencja. Prawdopodobnie tym sposobem trafił do Krajowego Zakładu Psychiatrycznego w Dziekance pod Gnieznem, świeżo upieczony lekarz ze Lwowa.

Dwa lata później był już w Pleszewie. Najpierw był lekarzem Kasy Chorych, potem otrzymał posadę z mieszkaniem, po zmarłym lekarzu  w Sobótce.

Edward Horoszkiewicz, w cytowanej już książce o historii pleszewskiej służby zdrowia pisze, że w 1932 roku dr Sągin wrócił z rodziną do Pleszewa i zamieszkał w „budynku przy ulicy Ogrodowej”.

W 1935 roku „kupił od niemieckiego banku budynek przy ulicy Poznańskiej 35″. Krótko przed wybuchem II wojny światowej ukończył rozbudowę nieruchomości poprzez dobudowanie drugiego piętra”. Na tej budowie był zatrudniony ojciec Anny Wujs – Józef Politowicz.  Ania zna to z opowiadań rodziców.

Nie nacieszył się długo domem. W 1939 roku został wysiedlony z rodziną do Opoczna w Generalnym  Gubernatorstwie. Pracował w Marcinkowie w gminie Machory jako lekarz gminny.

Tymczasem w budynku przy ul. Poznańskiej 35 zamieszkały pleszewskie siostry służebniczki. W artykule Siostry Rut Szymanowskiej zamieszczonym w „Roczniku Pleszewskim 2002”  „Siostry Służebniczki Maryi w Pleszewie” czytamy, że  siostry musiały w 1939 roku opuścić macierzysty dom, który został przez okupantów zamieniony w „Ortslazarett” a później w szpital rezerwowy tzw. „Reserve Lazarett”, co było równoznaczne z odebraniem siostrom szpitala, budynków i całego gospodarstwa.

Wyrzucone z własnego domu, zakonnice zamieszkały w ośmiu różnych punktach miasta. – Największe skupisko sióstr było w budynku przy ul. Poznańskiej 35, w domu doktora Kazimierza Sągina. Warunki były trudne: brak wody i urządzeń sanitarnych, brak elektryczności – pisze siostra Rut.

Udało się siostrom urządzić konspiracyjną kaplicę, w której odprawiały się nawet msze święte. – Wkrótce uzyskano pozwolenie na przechowywanie Najświętszego Sakramentu i codzienne rozdzielanie Komunii św. bez kapłana – pisze autorka artykułu.

My wracamy do doktora Sągina, który  w 1945 roku wrócił z wysiedlenia  do Pleszewa. Kiedy w kwietniu 1945 roku identyfikowano Polaków zamordowanych i pochowanych w 1939 roku w Lasku Malińskim, doktor Sągin był przy tym.

O pogrzebie ofiar hitlerowców w tym linku http://irenakuczynska.pl/pietnascie-trumien-jechalo-miasto-dworca-cmentarz/

W pierwszym roku po wojnie dr Kazimierz Sągin był  dyrektorem pleszewskiego szpitala, który należał do sióstr służebniczek (to zgromadzenie szpital pleszewski wybudowało w mieście).

Potem, jak pisze Edward Horoszkiewicz, dr Kazimierz Sągin pracował w ubezpieczalni społecznej, był też lekarzem szkolnym. Od 1948 roku pracował w Przychodni Obwodowej w Pleszewie. Historia przychodni w tym linku. http://irenakuczynska.pl/siedziby-starosty-dom-partii-przychodnie-meliny-bezdomnych/

Ulokowano ją w 1957 roku budynku przedwojennej landratury czyli starostwa. – Siedzibę Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej przeniesiono na ul. Ogrodową – pisze Paweł Kostuj w artykule „60 lat Pogotowia Ratunkowego w Pleszewie” w „Roczniku Pleszewskim 2016”.

Wracam do kamienicy przy ul. Poznańskiej 35. Po powrocie z wojennego wysiedlenia, doktorostwu Sąginom pozostawiono do dyspozycji parter w ich własnym, zakupionym i rozbudowanym przed wojną domu. Piętra zagospodarowano.

W 1956 roku mieszkanie w kamienicy przy ul. Poznańskiej 35 otrzymali państwo Karolakowie – rodzice Hanny Cierniak zd. Karolak. To pani Hanna mi o tych czasach opowiedziała. A dotarłam do niej dzięki jej córce Katarzynie Biadale, która zareagowała na zdjęcie zamieszczone na portalu społecznościowym.

Z Hanną Cierniak nad starymi zdjęciami

Pani Hanna pamięta, że na parterze mieszkali państwo Sąginowie. Dr Sągin miał w swoim mieszkaniu gabinet, gdzie przyjmował pacjentów. Pielęgniarką była  pani Baranowa.

Na pierwszym piętrze w latach 50. XX w. mieszkali państwo Radomscy ze Zbyszkiem, Markiem i córką Bernadetą oraz państwo Wojciechowscy z Tadkiem, Zbyszkiem i córką Marylą.

Pani Wandzia Radomska często przed południem przychodziła do mojej mamy na ploteczki. Około 14.00 zrywała się, mówiąc: Heniutek za chwilę przyjdzie z pracy, a ja obiadu nie mam – wspomina pani Hanna.

Jej rodzice mieszkali na drugim piętrze. Mieli dwa duże pokoje i jeden malutki pokoik. Do kuchni wchodziło się wprost ze schodów, z kuchni przechodziło się do pokoju, za którym był długi korytarz, potem z lewej drugi pokój i z prawej mój pokoik. Na końcu korytarza łazienka – opowiada pani Hania.

Do ich mieszkania należał długi balkon, który biegł wzdłuż całego mieszkania. Z balkonu rozciągał się widok na ogród państwa Sąginów, gdzie w latach 70. zbudowano Dom Kultury. Do ogrodu nie było wolno dzieciom wchodzić. Natomiast podwórko było dostępne dla wszystkich lokatorów. Pani Sąginowa hodowała koty i gołębie.

Na balkonie – mama Hanki Karolak z bratową Hanka Karolakówna na balkonie przylegającym do mieszkania. W tle ogród państwa Sąginów

Drugie piętro Karolakowie dzielili z panią Błaszczakową, która miała dwa pokoje.  Wchodziło się do nich ze wspólnego korytarza. Łazienka była wspólna.

Brama, którą widać na starym zdjęciu, wiodła na podwórko. Była otwierana wtedy, kiedy pan Szlachta przywoził węgiel. Z lewej strony, przy bramie stał domek państwa Olenderków. Pani Hania pamięta, że podwórko było wspólne z piekarnią PSS-ów Społem, gdzie wypiekano chleby oraz placki znoszone tu z całego  miasta.

Bogumiła Borkiewicz  pamięta, że z ulicy Poznańskiej wchodziło się do bramy.  W tej bramie było mieszkanie,  w którym w 1931 roku urodziła się moja mamusia, mieszkali tam przez okres całej wojny – wspomina pleszewianka.

Czasy mieszkania w kamienicy przy ul. Poznańskiej 35,  Hanna Cierniak wspomina z sentymentem.  Tu mijało moje dzieciństwo z Jolą Wodyńską i Marylą Wojciechowską. Wystarczyło, że krzyknęłam: mama, idę latać i biegłam, słysząc za sobą: a kiedy wrócisz? – mówi pleszewianka.

Hanna Cierniak zd. Karolak z koleżankami po maturze ale jeszcze w czasach życia w kamienicy przy ul. Poznańskiej 35

Na Poznańskiej było bezpiecznie, aut za dużo nie było. Naprzeciwko mieszkali państwo Szuszczyńscy, którzy mieli spedycję, obok w domu Kowcuniowie, było z kim biegać.

Pani Hanna pamięta, że kiedy się sprowadzili na Poznańską 35,  jej ojciec Tadeusz Karolak – I Sekretarz Komitetu Miejskiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej  w Pleszewie, miał  blisko do pracy. Siedziba partii mieściła się w budynku przedwojennego starostwa.

Widok z okna na ulicę Poznańską

Kiedy powstał powiat, partia przeniosła się na ul. Ogrodową, a w dawnym starostwie właśnie dr Kazimierz Sągin organizował Przychodnię Powiatową, w której – jak pisze Edward Horoszkiewicz, pracował od rana do wieczora, jako kierownik i jako jedyny lekarz. W 1960 roku zrobił specjalizację z dermatologii. W swoim domu prowadził  poradnię dla milicjantów i ich rodzin.

Pani Hanna w kamienicy mieszkała do 1970 roku. Tam odbyło się jej wesele. W jednym pokoju się jadło, w drugim tańczyło. Po ślubie wyprowadziła się do męża. Krótko po niej, z kamienicy wyprowadzili się rodzice. Dostali mieszkanie w bloku przy ul. Zielonej.

Wesele w 1970 roku

Ale wtedy państwo Sąginowie już nie żyli. W roku 1967 odszedł  dr Kazimierz Sągin (rok 1967), trzy lata później jego  żona Maria. Ich groby znalazłam na cmentarzu przy kościółku św. Floriana. Naprowadziła mnie na nie Dorota Żak, której  o lekarzu Sąginie, opowiedział tata – Zdzisław Drążewski. A ona parę szczegółów przekazała mnie.

Groby państwa Sąginów na cmentarzu przy kościółku św. Floriana, w połowie głównej alei z lewej strony

Nagrobek dr.Kazimierza Sągina, który służył pleszewianom, najlepiej, jak potrafił

Zanim opowiem o dalszych losach kamienicy, w której swoje siedziby miały i nadal mają stowarzyszenia i instytucje, przytoczę wspomnienia pleszewian o doktorze Sąginie.

Jako dziewczynka byłam właśnie w tym budynku u pana dr. Sągina. Pan doktor  zapytał mnie, co ci dziecko jest,  a ja odpowiedziałam, że mam grypę. Pan doktor  na to – a gdzie ją masz,  w kieszeni? wspomina Teresa Mańczyńska.

W 1966 roku przechodziłem bardzo ciężkie zapalenie płuc. Nie pomagały wówczas dostępne penicylina i streptomycyna. Dr Sągin sięgnął do starych receptur a mgr Suchocki wykonał tę recepturę i przeżyłem…Było poważnie – pisze Jacek Błaszczyk.

Dr Sągin był wówczas pierwszym w Pleszewie lekarzem z tytułem doktora nauk medycznych. Drugim, młodszym był dr Stanisław Henryk Orszyński – kolega mego śp. Ojca Franciszka – dodaje Jacek Błaszczyk.

Pamiętam doktora  Sągina, był dermatologiem a jego wierną do końca pielęgniarką była pani Wandzia,  mojej mamy przyjaciółka – wspomina Lidia Phillips.

Pokolenie naszych rodziców na określenie tego budynku, używało zwrotu ,,po Sąginie” i jeszcze dzisiaj można usłyszeć ten zwrot. Ja i moi rówieśnicy wiemy o co chodziDanuta Konieczna.

Jako pierwsze dziecko, urodzone w 1949 roku,  byłam bardzo chorowita i wątła  na skutek rozległych infekcji ropnych skóry. To właśnie mama udała się ze mną do dra Sągina i on mnie z nich wyleczył. Choroba przekazała mi mama, która podczas pobytu na przymusowych pracach w czasie II wojny w Niemczech,  pracowała w bardzo drastycznych warunkach zdrowotnych – pisze Barbara Głowacka

Dr Sagin był najprawdopodobniej właścicielem tego budynku, rodzice moi używali zwrotu: „…mieszka u Sagina” – pisze  Teresa Ramsden.

Na drugim piętrze mieszkali państwo Wojciechowscy. Ich syn Tadeusz był moim kolegą. Dobrze grał w piłkę nożnąJacek Błaszczyk.

Dr Sągin lekarzem był wspaniałym i miał bardzo długą brodę. Jako dziecko bardzo się go bałam, ale bardzo mi pomógł – pisze Irena Owczarek.

23 marca 1946 roku mama rodziła swoje pierwsze dziecko – Wojtusia. Poród odbierała akuszerka pani Matłokowa. Ponieważ  mama bardzo krwawiła, tata pobiegł do doktora Sągina. Lekarz wsiadł na motor, posadził tatę na tylne siodełko i wrócili na ul. Podgórną, gdzie rodzice mieszkali po ślubie. Lekarz został przy rodzącej mamie do północy, wychodząc,  zostawił położnej zastrzyk. Nawet herbaty nie chciał, nie mówiąc  o pieniądzach, które tata mu chciał dać. Powiedział tacie: ma pan żonę i dziecko, niech pan schowa pieniądze – wspomina opowiadanie mamy Maria Mikołajczak.

W rodzinnym archiwum przechowuje dokument podpisany przez doktora Kazimierza Sągina. Dotyczy brata Wojtusia. Dziecko prawdopodobnie chorowało na dziecięce porażenie mózgowe spowodowane niedotlenieniem mózgu w czasie porodu. Ale w latach 40. tej choroby jeszcze nie diagnozowano.

W pieczątce widnieje tytuł dr med. Kazimierz Sągin-  lekarz

W roku 1973  do kamienicy „po Sąginie” wprowadziła się administracja Zespołu Opieki Zdrowotnej w Pleszewie. Ryszarda Tyczyńska, która mieszkała w kamienicy naprzeciwko  (teraz tam jest muzeum), doskonale to pamięta. W 1978 roku byłam tam przyjmowana do pracy w ZOZ-ie – pisze na portalu społecznościowym.

Kiedy w roku 1972  przyjechałam do Pleszewa, nie było już ani bramy, ani domku. Wydaje mi się, że już była przebita ulica Gwardii Ludowej, czyli poprzedniczka ulicy Bogusza.

Chociaż  bloków przy ulicy Reja, wtedy PPR – u czyli Polskiej Partii Robotniczej, jeszcze nie było. Dopiero powstawało. W tym linku historia osiedla Reja.http://irenakuczynska.pl/stoja-bloki-reja-pol-wieku-temu-byly-pola-kapusta/.

Ale był jeszcze dom państwa Radomskich. Wjazd do ich posesji wiódł przy murze kamienicy przy ul. Poznańskiej 35 czyli „po Sąginie”.  To tam, w końcówce lat 60., narzeczony Hanny Karolczakówny stawiał swojego trabanta.

W ślad za ZOZ-em, do kamienicy „po Sąginie” wprowadziły się inne urzędy i instytucje. To tu miał urzędować naczelnik gminy Pleszew, przed połączeniem miasta i gminy w jeden organizm.

W latach 70. i 80. w tej kamienicy odbywały się Roki Sądowe czyli sesje wyjazdowe Sądu Rejonowego w Jarocinie. Wszak po stworzeniu województwa kaliskiego, w Pleszewie zlikwidowano Sąd Rejonowy i Prokuraturę, które mieściły się przy Placu Wolności.

W 1981 roku tu miała być nowa  siedziba Miejskiej Komisji Koordynacyjnej NSZZ Solidarność. Uroczyste otwarcie zaplanowano na niedzielę 13 grudnia 1981 roku.  W sobotę wieczorem sprzątano pomieszczenia, a przed samą północą, co wspomina ówczesny Przewodniczący Solidarności Krzysztof Szac, przyszedł z Regionu Mazowsze na nowy fax ostatni teleks, że „wprowadzają stan wojenny”.

W poniedziałek, 14 stycznia 1981 roku, pomieszczenia zostały zamknięte, a klucze trzeba było oddać. W latach 80. i jeszcze w 90. była w kamienicy  filia Urzędu Skarbowego w Jarocinie.

W latach 80. XX w. połowę drugiego piętra od strony Domu Kultury zajmował Terenowy Zespół Usług Projektowych, gdzie podjęła  pracę Romualda Walczak.

W 1990 roku na parterze było biuro MKK NSZZ Solidarność, gdzie pracowała Krystyna Tuczyńska. Poznańska 35 to był pierwszy adres „Gazety Pleszewskiej”, która miała siedzibę razem z „Solidarnością” i Komitetem Obywatelskim.

Po 1990 roku w budynku było tu też Biuro Poselskie posła Józefa Sałaty wybranego z listy Komitetu Obywatelskiego. Eugeniusz Małecki był kierownikiem biura.

Do lipca 1992 –  na drugim piętrze od strony ul.Poznańskiej znajdował się dział księgowości i kasa Zespołu Opieki Zdrowotnej. Pierwsze piętro też było zajęte przez administrację Z O Z. Tam był również gabinet dyrektora dr Edwarda Horoszkiewicza i pani dyrektor Romany Cichewicz jak również gabinet pani dr Mirosławy Trzeciak, która była dyrektorem ds medycznych – pisze Bogumiła Gąsiorek.

Stopniowo opuszczały budynek urzędy. Pozostały stowarzyszenia i organizacje. Do tej pory urzęduje tu Zarząd Rejonowy Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów w Pleszewie.

Pleszewskie Stowarzyszenie Handlu i Usług też tu miało swoje biuro. Wynajmowała tu pomieszczenia krawcowa, wynajmowali budowlańcy, jeszcze chyba urzęduje pleszewskie koło Polskiego Towarzystwa Turystyczno – Krajoznawczego.

To tu po roku 1997 przez siedem lat  na nabożeństwach spotykali się  członkowie kościoła zielonoświątkowego. Sąsiadowali  przez ścianę z redakcją  ” Życia Pleszewa” – tygodnika, który powstał w lecie 1997 roku.

Przy ul. Poznańskiej 35 funkcjonowało przez wiele lat Społeczne Ognisko Muzyczne w Pleszewie. Rozbrzmiewały tu dźwięki gitary, trąbki, akordeonu, skrzypiec. Ćwiczyły tu kapele i zespoły Domu Kultury w Pleszewie.

Przez dwa lata było tu biuro Stowarzyszenia Pleszewski Uniwersytet Trzeciego Wieku. Kiedy powstało Centrum Wspierania Inicjatyw Obywatelskich, PUTW się przeniósł na Kazimierza Wielkiego.

Co się stanie z kamienicą, kiedy sąsiadujący z nim Dom Kultury przeniesie się na dworzec kolejowy?  Burmistrz Marian Adamek nie wyklucza rozbiórki obu budynków.

A oto zdjęcia, które zrobiłam 27 lipca 2017 roku

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku