Irena Kuczyńska
Region Pleszewski Z historii

Paulina opowiada o Izabeli

W tym roku przypada 125 rocznica utworzenia Ordynacji Rodziny Książąt Czartoryskich w Gołuchowie. O niezwykłej kobiecie – Izabeli z Czartoryskich Działyńskiej, która wraz z mężem Janem tchnęła nowe życie w stary Zamek i wypełniła go swoimi zbiorami, rozmawiam z pleszewianką Pauliną Vogt – Wawrzyniak, która od czterech lat strzeże skarbów Czartoryskich w Gołuchowie.

Paulina czeka na mnie na dziedzińcu zamku w Gołuchowie. Pracuje tu od 2007 roku, a od 2014 jest   kierownikiem gołuchowskiego oddziału Muzeum Narodowego w Poznaniu.

Mamy  rozmawiać o Izabeli z Czartoryskich i Janie Działyńskich, którzy przybyli tu w latach 50. XIX wieku ale też o bratankach Izabeli, którzy odziedziczyli po bogatej ciotce majątek i do 1939 roku w Gołuchowie mieszkali.

Izabela z Czartoryskich Działyńska

Tak naprawdę, to zarówno Izabela, jak i jej następcy – w tym ostatni ordynat Adam Ludwik Czartoryski z żoną Marią Ludwiką z Krasińskich i sześciorgiem dzieci, mieszkali w Oficynie – pałacyku przerobionym z dawnej gorzelni. Teraz tam się mieści Muzeum Leśnictwa OKL.

Zamek w zamyśle Izabeli – miał być był miejscem na eksponowanie zbiorów, które  księżniczka gromadziła w  Hotelu Lambert w Paryżu, gdzie mieszkała  wraz z rodzicami i który po ich śmierci odziedziczyła.

Na ostatnim piętrze imponującej budowli, wyodrębnionym dzięki mansardowym dachom, znajdują się pokoje gościnne. To tam czasem mieszkała Izabela Czartoryska, kiedy na lato przyjeżdżała z Paryża do Gołuchowa.

Klatka schodowa -  te schody prowadzą do pokojów gościnnych

Na poddasze wiedzie przepiękna klatka schodowa z misternie rzeźbionymi tralkami. W jednym z pokoi gościnnych Paulina Vogt – Wawrzyniak podaje mi kawę. Z portretu spogląda na mnie król Stanisław Leszczyński.

To jego krewny Rafał Leszczyński – wojewoda brzesko – kujawski zbudował w połowie XVI wieku Zamek, który 300 lat później kupił swojemu jedynakowi od Wincentego Kalksteina hrabia Tytus Działyński z Kórnika.

W książce „Ordynacja gołuchowska Izabeli z Czartoryskich – Działyńskiej (1830 – 1899)” Danuta Marek – długoletnia kustosz Zamku Czartoryskich w Gołuchowie pisze, że „dawna rezydencja  była w złym stanie i wymagała dużych nakładów finansowych”.

A kiedy po ślubie z Janem Działyńskim w lutym 1857 roku Izabela po raz pierwszy zobaczyła Gołuchów, napisała do ojca – księcia Adama  Czartoryskiego że „Gołuchów wygląda jak siedziba niedużej kasztelanii w Średniowieczu po ataku i po złupieniu”.

Zamek w roku 1843 przed przebudową

Niektóre pokoje urządzone na jej przyjazd przez męża nawet  się Izabeli  podobały, zwłaszcza sprowadzone z Gdańska meble. Księżniczkę wychowaną w Paryżu, w patriotycznej atmosferze domu rodziców Anny z Sapiehów i Adama Jerzego Czartoryskich,  fascynowała przeszłość Zamku, zwłaszcza okres Leszczyńskich, z których wywodził się król Polski Stanisław Leszczyński.

I popłynęła opowieść Pauliny Vogt – Wawrzyniak o księżniczce Izabeli – urodzonej w 1830 roku w Warszawie tuż przed wybuchem powstania listopadowego, które popierał jej ojciec Adam Czartoryski.

Po upadku powstania Czartoryscy musieli opuścić teren Królestwa Polskiego. Wyjechali z Warszawy do Paryża, który był miejscem życia wielu Polaków m.in. Adama Mickiewicza, Fryderyka Chopina. Zabrano im wszystkie majątki. Ich życie było bardzo skromne. Z czasem, sekwestr zdjęto.

Czartoryscy radzili sobie na obczyźnie i to dzięki kobietom. Matka Izabeli – Anna z Sapiehów oraz jej babka Anna Sapieżyna znakomicie lokowały pieniądze na francuskiej giełdzie.

Te środki pozwoliły kupić Hotel Lambert na wyspie św. Ludwika w pobliżu katedry Notre Dame, który przeszedł do historii jako miejsce, gdzie spotykali się polscy emigranci.

Paulina podkreśla, że na wigiliach u Czartoryskich bywał Fryderyk Chopin i Adam Mickiewicz na pewno też tu gościł. Księżniczka Izabela oraz jej dwaj starsi bracia Witold i Władysław byli wykształceni. Izabela otrzymała dobre wykształcenie domowe. Umiała grać na fortepianie, malować, znała języki obce.

A pasję kolekcjonerską  mogła odziedziczyć po babce Izabeli z Flemmingów Czartoryskiej, która zbierała pamiątki narodowe i stworzyła w Puławach pierwsze muzeum na ziemiach polskich.

Izabela mogła babki nie znać, bo ta zmarła, kiedy wnuczka miała 5 lat, ale „wzrastała ona w tradycji puławskiej”.

Z czasów paryskich Paulina zwraca uwagę na  jeszcze jeden fakt, mianowicie remont zakupionego przez Czartoryskich Hotelu Lambert, którego Izabela była świadkiem. Wykorzysta swoje doświadczenia i kontakty  przy przebudowie gołuchowskiego zamku.

Kolekcjonerką została zanim jeszcze poznała swojego przyszłego męża. „Miała szczęście, że mieszkała w Paryżu, gdzie od bywały się aukcje, wystawy, trafiały tu ciekawe zabytki z wykopalisk” – podkreśla Paulina Vogt – Wawrzyniak.

Także przyszły mąż - Jan Działyński - intelektualista, naukowiec odziedziczył po przodkach zainteresowanie historią, umiłowanie sztuki i kolekcjonerstwo.  I te pasje przyszłych małżonków połączą.Jan Działyński

Moja rozmówczyni podkreśla, że burzliwe narzeczeństwo inspirowane przez Tytusa Działyńskiego i aprobowane przez Adama Czartoryskiego, trwało dwa lata.

Przed ślubem podpisano intercyzę mówiącą o rozdziale majątków obu małżonków. Po ślubie młoda para wyruszyła do Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Jechali koleją z Paryża do Berlina, z Berlina do Poznania, gdzie zatrzymali się w pałacu Działyńskich na Starym Rynku. Mieli zaistnieć na wielkopolskich salonach. Jednak – jak mówi Paulina – nic z tego nie wyszło.

Potem pojechali do Kórnika, gdzie mieszkali rodzice Jana. Podobno  na ich cześć zbudowano tu bramy z girlandami. Jednak Izabela nie chciała mieszkać z teściami. Pojechała z mężem do Gołuchowa. Prawdopodobnie z Kórnika do  Pleszewa dojechali pociągiem a stamtąd karetą do Gołuchowa.

W 1858 roku młodych małżonków odwiedził  w Gołuchowie sam książę Adam Czartoryski, który po wielu staraniach otrzymał od króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV zgodę na przyjazd do Wielkiego Księstwa Poznańskiego.

Danuta Marek pisze, że „na krótki czas Gołuchów stał się tętniącym życiem ośrodkiem politycznym. Cała wielkopolska arystokracja zjechała tu na spotkanie z niekoronowanym królem Polski”.

A potem zaczęło  się życie. Do Gołuchowa zaczęły przychodzić  z Paryża dzieła sztuki przyznane Izabeli przez rodzinę bądź zakupione przez nią w antykwariatach.

Staraniem Jana Działyńskiego, upoważnionego przez teścia, do Gołuchowa z różnych majątków rodziny Czartoryskich z z terenów zaboru austriackiego i rosyjskiego, nadchodzą przesyłki w tym ponad 300 obrazów, pasteli, rycin, portretów rodzinnych.

W Gołuchowie – co podkreśla moja rozmówczyni, znalazła się też kolekcja waz greckich, będąca własnością Jana Działyńskiego.

Jednak małżonkowie nie mieszkają na stałe w Gołuchowie. Przyjeżdżają tu na krótko i to w miesiącach letnich. Zimy zwykle spędzają w Paryżu.

Kiedy w 1861 roku umiera Tytus Działyński, Jan dziedziczy po nim majątek. Zatrudnia administratorów, ale najważniejsze decyzje podejmuje sam. Zajmuje się też biblioteką kórnicką, stara się ukończyć wydawanie drukiem zabytków piśmiennictwa polskiego,  które Tytus Działyński rozpoczął. Aktywnie uczestniczy w życiu politycznym Wielkopolski.

W tym samym roku w Paryżu umiera ojciec Izabeli – książę  Adam  Czartoryski, a dwa lata później jego żona. Izabela dziedziczy po matce Hotel Lambert, gdzie prowadzić musi dotowaną przez rząd francuski pensję dla polskich panien. Musi też wspomagać ubogich polskich emigrantów. W każdy poniedziałek przyjmuje gości, tak jak rodzice. Nazywana jest nadal księżną.

Tymczasem w 1863 roku Jan Działyński bierze udział w powstaniu styczniowym, które wybuchło w Królestwie Polskim. Walczy w oddziale Edmunda Taczanowskiego. Izabela pożycza mężowi pieniądze na broń dla oddziału.

Kiedy powstanie upadnie Jan Działyński zostaje zaocznie przez sąd w Berlinie skazany na karę śmierci i sekwestr majątków. Udaje mu się przedostać do Paryża, gdzie w Hotelu Lambert mieszka żona. To ona – co podkreśla moja rozmówczyni, wspiera męża w tym trudnym dla niego czasie.

Przez siedem lat Działyńscy nie mieli wstępu do Gołuchowa. Ale to były dobre czasy dla ich małżeństwa, razem realizowali swoje pasje kolekcjonerskie.

Jednak wyrok śmierci na Janie ciążył. Dopiero dzięki koneksjom obu rodzin Czartoryskich i Działyńskich, w 1869 roku udało się wyrok śmierci znieść.

Rok 1870 czyli proklamowanie Komuny Paryskiej zastaje ich w Londynie. W obawie o swoje zbiory Izabela oraz jej brat Władysław postanawiają wywieźć je z Paryża.

Władysław wywozi  zbiory Familii Czartoryskich do Krakowa w zaborze austriackim,  gdzie kupuje kamienicę blisko Bramy Floriańskiej  pod muzeum.

Izabela w grudniu 1871 roku otrzymuje od męża „Gołuchów i zbiór wazonów greckich w Paryżu”. Jan zamieszkuje w Kórniku, ale – co podkreśla Paulina Vogt – Wawrzyniak – wspiera żonę w przebudowie dawnego zamku Leszczyńskich na Zamek w stylu francuskiego renesansu podobny do tych znad Loary we Francji.

Działyńscy zatrudniają wybitnych architektów m.in. Zygmunta Gorgolewskiego, którego dziełem jest Teatr Opery we Lwowie. Jednak głównym architektem w Gołuchowie jest Maurycy Ouradau, który po raz pierwszy zjeżdża do Gołuchowa w 1875 roku.

Ale trzeba było przecież gdzieś mieszkać w czasie przebudowy Zamku. Wtedy zapadła decyzja o przebudowie starej gorzelni na budynek mieszkalny. I tak powstaje oficyna, w której będą mieszkali Działyńscy oraz ich goście w czasie przebudowy.

Równocześnie z przebudową Zamku rozpoczęły się pracy przy tworzeniu angielskiego parku krajobrazowego. Śmiałe wizje hrabiego Jana Działyńskiego realizował ogrodnik Adam Kubaszewski.

W 1880 roku Jan Działyński umiera a żona kontynuuje rozpoczęte razem dzieło. Budowa rezydencji złożonej z zamku, oficyny, budynku intendentury, zabudowań gospodarczych, folwarcznych, parku, szkółki i ogrodu warzywnego potrwa jeszcze 10 lat.

Izabela Działyńska spędza większą część roku w Paryżu. Tylko na letnie miesiące zjeżdża do Gołuchowa. Podróż była uciążliwa. Pociągiem z Paryża do Berlina, tam przesiadka na Poznań, w Poznaniu na Kowalew, gdzie czekały konie i kareta przysłane z Gołuchowa.

"Podczas swoich wizyt w Gołuchowie księżna spała w pokoju gościnnym na piętrze, tam gdzie toczy się nasza rozmowa, albo w łożu weneckim w sypialni księżnej Małgorzaty (bratowej Izabeli) w południowym skrzydle Zamku. Stało tu łoże z baldachimem w stylu Ludwika XII. Na ścianie wisiał portret króla Stanisława Leszczyńskiego. Do jednej ze ścian przylega kominek z czasów Leszczyńskich - napisano w folderze wydanym z okazji otwarcia wystawy "Życie sztuka. Gołuchów Izabeli z Czartoryskich Działyńskiej", którą do 19 sierpnia można zwiedzać w Muzeum Narodowym w Poznaniu.

Czasem Izabela nocowała w oficynie albo w pokojach gościnnych na ostatniej kondygnacji Zamku, tam gdzie rozmawiałyśmy z Pauliną o Izabeli. Przez moment nawet poczułam obecność pani na Gołuchowie… Wyobraziłam sobie jak patrzy przez okienko na park i na drzewa, które wtedy były maleńkie.

Przebudowany Zamek był miejscem, gdzie Izabela eksponowała zbiory. Były one imponujące o wielkich walorach artystycznych i naukowych. Najcenniejsza była kolekcja waz greckich, biżuterii antycznej, emalie, gobeliny z 1520 roku, dzieła malarskie mistrzów niemieckich, holenderskich, włoskich, hiszpańskich, francuskich z średniowiecza i renesansu.

Treści ideowe stanowiły portrety. O królewskiej przeszłości rodu Czartoryskich świadczyły herby Leszczyńskich na kominkach oraz  portret króla Stanisława Augusta Poniatowskiego pędzla M. Bacciarellego zakupiony przez Izabelę od właściciela Dobrzycy Augustyna Gorzeńskiego.  Można go oglądać w sali na pierwszym piętrze.

O Augustynie Gorzeńskim – adiutancie króla Stanisława Augusta Poniatowskiego pisałam już: http://irenakuczynska.pl/wlasciciel-dobrzycy-wspoltworzyl-konstytucje-3-maja-1791/

Snując swoją opowieść o niezwykłej kobiecie, która swoje losy związała z Gołuchowem, leżącym w powiecie pleszewskim, Paulina Vogt – Wawrzyniak zwracała uwagę także na opracowania zbiorów, które Izabela Działyńska zlecała współczesnym znawcom przedmiotu.

Postanowiła też zabezpieczyć swoją kolekcję, żeby „zbiór zachował się pełny i po wsze czasy”, zwłaszcza, że nie miała własnych dzieci. 20 maja 1893 roku utworzyła Ordynację Rodziny Książąt Czartoryskich w Gołuchowie.

Izabela Działyńska w Gołuchowie w latach 90. XIX wieku

Pierwszym ordynatem  miał zostać August Franciszek – syn Władysława Czartoryskiego, którym Izabela opiekowała się po przedwczesnej śmierci bratowej. Jednak on wybrał stan duchowny. Wstąpił do zgromadzenia salezjanów. W 2004 roku Jan Paweł II go beatyfikował. W gołuchowskim kościele znajdują się jego relikwie.

W tej sytuacji  ordynatem został  Witold Kazimierz Czartoryski – bibliofil, erudyta, podróżnik. Kontynuował kolekcję zapoczątkowaną przez ciotkę. Wykończył też jej kaplicę grobową. W 1899 roku Izabela Czartoryska niespodziewanie zmarła w Mentonie. Rok wcześniej po raz ostatni odwiedziła Gołuchów.

Witold był panem na Gołuchowie 11 lat. Miał pomysły na połączenie zbiorów kórnickich z gołuchowskimi, chciał przenieść kolekcję do Poznania, żeby więcej osób mogło ją oglądać, lecz nie było na to zgody.

Ale to on zlecił fotografowi krakowskiemu Janowi Pawlikowskiemu wykonanie zdjęć wszystkich zamkowych komnat. Paulina Vogt -Wawrzyniak mówi, że do tej pory zdjęcia są wykorzystywane.

Po przedwczesnej śmierci Witolda, ordynację przejął jego starszy brat Adam Ludwik – humanista i
miłośnik sztuki – właściciel dóbr sieniawskich. Po Izabeli Działyńskiej odziedziczył też Hotel Lambert w Paryżu.

Zamieszkał w Gołuchowie w oficynie z żoną Marią Ludwiką z Krasińskich i sześciorgiem dzieci. Pokoje w Zamku wykorzystywane były tylko podczas wyjątkowych uroczystości, zgodnie z zaleceniem księżnej Izabeli.

Adam Ludwik robił wszystko, żeby gołuchowskie zbiory rozpropagować. W latach 1912 – 1938 był nawet w Gołuchowie zatrudniony kustosz dr Nikodem Pajzderski, który oprowadzał ale też opracowywał zbiory. Wydał też pierwszy przewodnik w języku polskim.

Danuta Marek pisze, że „zamek jako muzeum był udostępniany każdego dnia z wyjątkiem poniedziałków i dni poświątecznych w czasie od maja do października”. Było to więcej niż zakładał Statut Ordynacji.

Paragraf 19 mówił o tym, że zbiory mają być udostępniane dla każdego co najmniej 15 dni w roku bez opłaty za wstęp. „Tak było za życia Izabeli, głownie podczas jej nieobecności” – podkreśla Paulina.

Dodaje, że po 1918 roku, kiedy Polska odzyskała niepodległość, Zamek zaczął tętnić życiem. Pojawiły się pierwsze pocztówki. W 1930 roku gołuchowskie wazy badał i opisał prof. Oxfordu Beazley.

Książę Adam Czartoryski zadbał o turystów, którzy przyjeżdżali do gołuchowskiego Zamku. Zbudował restaurację z pokojami hotelowymi  w budynku, który dzisiaj jest pocztą. Na dworcu kolejowym w Kowalewie podstawiano konie dla osób, które chciały zwiedzić Zamek.

Rodzinę ostatniego ordynata gołuchowianie wspominali bardzo ciepło. Byli postrzegani jako skromni i życzliwi ludzie. O „cioci Ludwisi” bardzo ciepło wypowiadała się Elżbieta z Belinów Brzozowskich – Gozimirska z Kowalewa, która bywała tu przed wojną. Była spowinowacona z Czartoryskimi. http://irenakuczynska.pl/wspomnienie-o-dobrej-pani-palacu-kowalewie-hrabinie-elzbiecie-gozimirskiej/

W 1937 roku Adam Czartoryski zmarł. Ordynację gołuchowską przejął syn Władysław. Ponieważ nie miał  jeszcze 24 lat, zarządzała majątkiem matka Maria Ludwika.

To ona w czerwcu 1939 roku, kiedy już było wiadomo, że wybuchnie wojna, podejmuje decyzję o wywiezieniu z Gołuchowa do Warszawy 18 skrzyń z najcenniejszymi przedmiotami z sali polskiej, muzealnej, waz greckich, z sali antycznej, z sypialni.

Naczyń antycznych nie mogła zabrać ze względu na gabaryty. Tylko jedną zabrała i przez całą podróż trzymała ją na kolanach – był to ryton malarza Brygosa – ukształtowany jako głowa barana.

Skrzynie księżna poleciła zamurować przed bramą wjazdową do swojej kamienicy przy ulicy Kredytowej 12. Niestety, w 1940 roku – mówi moja rozmówczyni, Niemcy zorientowali się, że część kolekcji została wywieziona z Gołuchowa.

Wykopali skrzynie a eksponaty umieścili w Muzeum Narodowym w Warszawie. Część zrabowano w czasie powstania warszawskiego, część okupanci wywieźli do zamku Fischhorn w Austrii, gdzie magazynowano różne dzieła sztuki rabowane w okupowanych krajach.

Podobny los spotkał zbiory pozostawione w Gołuchowie, gdzie zostali dozorcy opiekujący się Zamkiem. Latem 1940 roku pozostawiona przez Ludwikę Czartoryską część zbiorów została wywiezione do hali Targów Poznańskich, a po roku przewieziono je do katedry poznańskiej. Dwa lata później najcenniejsze eksponaty wywieziono do bunkrów w Międzyrzeczu.  Podobno o gołuchowską kolekcję walczyły największe muzea III Rzeszy.

Kiedy z Zamku wywieziono dzieła sztuki, urządzono w nim magazyny odzieży wojskowej. W 1945 roku powracające z frontu wojska radzieckie zniszczyły meble, spaliły książki a ze ścian pozrywały kurdybany i adamaszki – czytam w książce Danuty Marek.

Niektóre przedmioty z kolekcji gołuchowskiej zostały odnalezione przez Armię Czerwoną i odesłane jako łup wojenny do Ermitażu w Leningradzie.  Paulina Vogt – Wawrzyniak mówi, że w 1956 roku część z nich staraniem prof. Stanisława Lorentza i prof. Kazimierza Michałowskiego, wróciła do Muzeum Narodowego w Warszawie.

Po wojnie Czartoryscy nie mogli wrócić do Gołuchowa. Maria Ludwika  wraz ze starszymi synami znalazła się na emigracji.  Dzieło Izabeli Działyńskiej zostało zniweczone przez działania wojenne. Ordynacja przestała istnieć, nie pozwalała na to reforma rolna.

Na szczęście po wojnie Zamek gołuchowski nie podlegał kwaterunkowi. W 1951 roku przejęło go Muzeum Narodowe w Poznaniu. 11 lat później została otwarta pierwsza ekspozycja. Zbiory się powiększają, ciągle są odnajdywane eksponaty z kolekcji.

Kilka lat temu w kuble na śmieci w Fischhorn kobieta znalazła krzyż procesyjny z XIII wieku. Zaniosła go do muzeum, gdzie odnaleziono jego pochodzenie. Wrócił do Polski. Aktualnie znajduje się na wystawie w Poznaniu.

20 maja 2018 roku w 125 rocznicę ustanowienia Ordynacji Gołuchowskiej Izabeli z Czartoryskich Działyńskiej, w gołuchowskim kościele została odprawiona msza św. za duszę śp. Izabeli Działyńskiej, jej męża Jana Działyńskiego oraz członków rodziny.

Taki był zapis w Statucie ordynacji, że obowiązkiem ordynata jest msza św. za zmarłych przodków. W roku jubileuszowym ten obowiązek przejęła kierownik gołuchowskiego oddziału Muzeum Narodowego w Poznaniu Paulina Vogt – Wawrzyniak.

Nabożeństwo w niedzielę odprawił proboszcz ks. Rafał Rydliński i obiecał, że będą się takie msze żałobne odbywały co roku w niedzielę najbliższą dacie 20 maja.

Jubileusz uczczono też w Gołuchowie lipą drobnolistną posadzoną w parku blisko lipy nazwanej imieniem Izabeli.

Z okazji rocznicy zorganizowano w Muzeum Narodowym w Poznaniu  okolicznościową wystawę ” Życie sztuką. Gołuchów Izabeli z Czartoryskich – Działyńskiej”. Wspominałam już o niej wyżej.

Koncepcja wystawy i scenariusz to dzieło Pauliny Vogt – Wawrzyniak i Ingi Głuszek z MN w Poznaniu. Obie panie są też kuratorkami wystawy.

O wystawie można przeczytać w tym linku: http://irenakuczynska.pl/kolekcja-izabeli-czartoryskiej-poznaniu/

Wystawa jest wielkim wydarzeniem kulturalnym i podczas jej przygotowywania doszło do ciekawych odkryć…http://irenakuczynska.pl/falszywy-kopernik/.

Paulina Vogt – Wawrzyniak mówi, że po wystawie ekspozycja gołuchowska się powiększy.

Podczas przygotowań skojarzono, że dwa wilki kominkowe, które znajdują się w zbiorach Muzeum Archidiecezjalnym w Poznaniu, do 1939 roku stały w sypialni królewskiej w zamku w Gołuchowie.  "Pewnie odnaleziono je przy porządkowaniu katedry poznańskiej po wojnie i tak zostały. Nikt nie przypuszczał, że pochodzą z kolekcji gołuchowskiej" - mówi Paulina.

Kocha to, co robi. Kiedy opowiada o Izabeli Czartoryskiej, o jej życiu, o pasjach, o obowiązkach wobec Familii Czartoryskich, o listach pisanych do męża Jana czy do ogrodnika Adama Kubaszewskiego – oczy jej błyszczą.

Zapewnia, że Gołuchów – to nie tylko praca, ale i stan umysłu. Kiedy przekracza bramę gołuchowskiego parku, zostawia wszystko i jej myśli koncentrują się na zamkowych wnętrzach, które stworzyła 125 lat temu księżna Izabela. A jej zadaniem jest przywracanie ich dawnej świetności.

Przy okazji zachęcam do lektury postu o miłości, którą przeżył Jan Działyński w Wielkopolsce przed poznaniem Izabeli. Niestety, ojciec Tytus Działyński nie zgadzał się na małżeństwo jedynaka z śliczną panną Marią Nepomuceną Mańkowską. Chciał dla syna małżeństwa z księżniczką. Więcej w tym linku:http://irenakuczynska.pl/kochal-marie-ozenil-sie-izabella/

W artykule wykorzystałam też książkę autorstwa Danuty Marek „Ordynacja gołuchowska Izabeli z Czartoryskich – Działyńskiej (1830 – 1899).

 

 

 

 

 

Skomentuj na Facebooku